Premier Mateusz Morawiecki. Foto: PAP
Premier Mateusz Morawiecki. Foto: PAP
REKLAMA

W październiku 2020 zmarło o 13 tys. więcej ludzi, niż wynosi średnia z poprzednich czterech lat. Tymczasem z powodu COVID-19, wraz z chorobami współistniejącymi, zmarło około 3 tys. osób.

Skutki ogłoszonej pandemii są tragiczne.

Zdecydowanie więcej osób umiera bez związku z Covidem, niż na sam Covid.

REKLAMA

Alarmujące dane

Z Rejestru Stanu Cywilnego, który zbiera dane nt. zgonów, wynika, że w październiku w Polsce zmarło 47 593 osób.

Film dokumentalny o dramatycznych wydarzeniach w Jedwabnem

Tak ogromnej liczby zgonów w jednym miesiącu dotąd nie notowano.

Oficjalnie z powodu COVID-19 (wraz z chorobami współistniejącymi) w październiku 2020 roku zmarło 3119 osób. Jeśli odejmiemy te osoby od ogólnej liczby zgonów, to i tak zmarło ponad 44 tys. osób.

A to oznacza, że w październiku zmarło około 10 tysięcy Polaków więcej, aniżeli w analogicznym okresie w latach 2015-19. I wśród tych 10 tys. zmarłych przyczyną nie jest zakażenie koronawirusem. Często jest – niestety – pośrednio to, co się wokół koronawirusa dzieje.

W poprzednich latach najwięcej osób zmarło w marcu 2018 roku – 41,7 tys. Wówczas przyczynił się do tego głównie wirus z grupy A.

W 2020 roku – mimo ogłoszonej pandemii – średnia zgonów w kolejnych miesiącach nie odbiegała od „normy” z poprzednich lat.

W marcu zmarło łącznie 36 tys. osób, w sierpniu czy wrześniu – po ok. 34 tys. Rok temu skala była podobna.

I nagle wystrzeliło w październiku 2020 roku. Owszem, z powodu Covid-19 i chorób współistniejących umarło zdecydowanie więcej osób niż w poprzednich miesiącach – 3,1 tys.

Ale – powtórzmy to – mamy ok. 10 tys. dodatkowych zgonów, nienotowanych w poprzednich latach.

Rośnie liczba zgonów w Polsce. Skąd to się bierze?

Przyczyny tego są różne. Pandemia wywołała wśród większości ludzi ogromny strach. Strach ten sprawia, że nie udają się do lekarza w obawie przed zakażeniem.

Niepokojące objawy są lekceważone. Gdy wreszcie poproszą o pomoc, bywa, że jest już za późno.

Mówią o tym otwarcie coraz częściej ratownicy medyczni – gdy przyjeżdżają do pacjenta, jego stan jest już często agonalny. Bo przyjechali za późno. A przyjechali za późno, bo za późno zostali wezwani. Czasami za późno o kilka godzin, ale czasami nawet o kilka dni.

Wiele istnień ludzkich udałoby się uratować, gdyby chorzy do specjalisty udali się wcześniej.

Z drugiej strony do lekarza coraz trudniej się dostać. Przez teleporady nie da się wszystkiego załatwić. Pierwszeństwo w leczeniu ma jednak pan Covid, reszta chorób, często nawet cięższych, spada na dalszy plan.

Zobacz także: Obaj zmarli. Ciężko ranni w wypadku motocykliści przegrali z covidowymi procedurami. Szpitale ich nie przyjęły

Od momentu ogłoszenia pandemii leczy się głównie stany nagłe. Nie wykonuje się diagnostyki, odwołuje wcześniej planowane zabiegi i operacje.

Polacy zaczynają płacić rachunek za miesiące bezczynności w leczeniu innych chorób i ograniczoną profilaktykę.

Coraz więcej szpitali przekształca się wyłącznie w covidowe. Załogi karetek nie wiedzą, do której placówki zawieźć pacjenta. W jednym szpitalu nie chcą przyjąć, bo istnieje podejrzenie Covida, w innym nie chcą przyjąć, bo jednak nie ma Covida. I koło się zamyka.

„Rząd chwycił nas za rączkę i rzucił się w przepaść”

„System publicznej ochrony zdrowia przestał istnieć. Ratownictwo medyczne nie funkcjonuje. Podstawowa opieka zdrowotna wygląda jak kiepski dowcip z początku ery telefonii. I to nie COVID spowodował ten kolaps, tylko panika, restrykcje i procedury klejone na szybko po pół roku zbijania bąków przez rząd. Naprawdę ciężko uwierzyć, że około 1000, 2000 dziennie koniecznych hospitalizacji, na 180 tys. łóżek, w ponad 1000 szpitali zniszczyło system” – komentuje najnowsze dane Emil Krawczyk z Rady Krajowej partii KORWiN.

„Konieczna jest zmiana kwalifikacji pacjentów dodatnich do szpitali, że należy przestać testować bezobjawowych pacjentów, którzy szukają pomocy na oddziałach innych niż zakaźny, że trzeba przywrócić podstawową opiekę zdrowotną. Teraz to już bez znaczenia. Rząd chwycił nas za rączkę i rzucił się w przepaść. Czeka nas epidemia przerwanych lub zaniechanych terapii onkologicznych, zawałów i udarów, powikłań cukrzycowych i powikłań zwykłej grypy” – smutno konstatuje Krawczyk.

Oby te przerażające dane z października okazały się tylko pojedynczym „wyskokiem”. Oby nie potwierdziły się w kolejnych miesiącach.

Ale przede wszystkim – oby były przyczynkiem do naprawy systemu, procedur. Oby otrzeźwiły polityków rządzących i oby ci wycofali się ze szkodliwych decyzji podjętych w imię walki z koronawirusem.

Zgony w Polsce w październiku 2020 roku.
Zgony w Polsce w październiku w latach 2015-2020. (Fot. Emil Krawczyk/Twitter)

 

REKLAMA