Lewica o 11 listopada: flagofobia, okupacja Polski przez Watykan, a także „Einsatzkommando” na ulicach

Marsz Niepodległości 2020. Fot. tter/PAP
Marsz Niepodległości 2020. Fot. tter/PAP

Od lat, gdy zbliża się 11 listopada, lewicę dopada alergia na obchody Święta Niepodległości. Czczą święto po swojemu i na ogół dość dziwnie. Mały przegląd tego, jak to wygląda tym razem.

Niezastąpiona Sylwia Spurek pisze:

„Mechanizm powiązania funduszy z praworządnością to kwestia polskiej niepodległości – niepodległości od łamania praw człowieka i praworządności, od homofobii, seksizmu. Symboliczne, że porozumienie Rada/PE osiągnięto w przeddzień 11.XI. Nie zmarnujmy tego”

 

Można głupiej? Można, bo okazuje się, że naszym zaborcą był np. Watykan:

Niektóre „siostry-towarzyszki” pojechały po krawędzi. Zdaje się, że bez „różowych okularów”, które kiedyś promował Bronisław Komorowski, niektórym siadł wzrok i widzą tylko na czarno. Wyjątkowo chamski i pomawiający wpis korespondentki mediów z Izraela:

Partia Lewica szuka potwierdzenia wkładu swoich atenatów w odzyskanie niepodległości, ale ich oderwanie od historycznego kontekstu sprawia, że nawet taki Daszyński były „wstecznikiem”. Żukowska jednak dzielnie twierdzi, że wyrastają z tradycji PPS. Chyba jednak bliżej im do KPP.

„Krytyka Polityczna” kiedyś ściągała na 11 listopada, na „manewry”, Antifę z Niemiec. Teraz przypomniała z okazji Święta Niepodległości kuriozalny tekst z 2015 roku pani Izabeli Sowy-Jasińskiej. Z notatki biograficznej wynika, że autorka to „Koordynatorka Instytutu Studiów Zaawansowanych” i „zastępczyni dyrektora biura kultury m.st Warszawy”.

Tekst sporo wyjaśnia. Okazuje się, że ludzie zasiadający we władzach stołecznych boją się… flag narodowych. O tym właśnie jest ów tekst „Boję się ciebie, flago narodowa”. Sowa-Jasińska pisze: „…powitał mnie szpaler biało-czerwonych flag. Na ten widok poczułam nagle strach”.

I dalej:

„Boję się ciebie, flago narodowa. Uczucie to nowe. W rodzinnym domu zawsze mieliśmy flagę, nawet kilka. Babcia je prała i składała na półkę, drzewce dziadek trzymał w szafie w przedpokoju. Wieszali tę flagę na 1 maja, może także 22 lipca w Święto Odrodzenia Polski, nie pamiętam”.

Owe „tradycje PRL” może trochę wyjaśniają wyniesiony z domu styl „patriotyzmu”. Do pewnego czasu Sowa-Jasińska jakoś się trzymała, ale w 2015 dopadła ją fobia na widok biało-czerwonych flag, „przeszedł dreszcz” i poczuła strach:

„Zaczęłam się ciebie bać, flago narodowa. Boję się, że zaczniesz do mnie krzyczeć Polska cała, tylko biała, Precz z islamem, Śmierć wrogom ojczyzny, Polska dla Polaków, Żydzi, pedały i wszyscy inni na Madagaskar. Groźby, śmierć, zamykanie, wyrzucanie: Armia Patriotów, Bóg Honor Ojczyzna, Morze Polskości. Boję się ciebie, flago narodowa!”

Przypadek kliniczny, ale zdaje się reprezentatywny dla stanu umysłowego coraz bardziej „odjechanej” lewicy. Warto dodać, że Instytut Studiów Zaawansowanych w Warszawie, gdzie autorka pracuje „powstał dzięki wsparciu Open Society Foundations” Sorosa.
Dofinansowują nawet flagofobię…?