Tajniacy w tłumie, prowokacje i brutalność policji. Nagrania pokazują, jak naprawdę wyglądał Marsz Niepodległości [WIDEO]

Policja podczas Marszu Niepodległości. / foto: Prt Sc Twitter

Po kilku latach spokoju na Marszu Niepodległości znów doszło do aktów wandalizmu i starć z policją. Zdaniem Jana Pawlickiego, autora „Misji Afganistan”, podczas marszu policja wróciła do swej sprzed sześciu lat.

Po tym, jak w latach 2015-2019 Marsz Niepodległości przebiegał spokojnie, w tym roku media obiegły obrazki, które znaliśmy z lat 2010-2014. Wiadome media szybko zaczęły kolportować bulwersujące opinię publiczną narrację i powtarzać kłamliwą narrację, iż „jak zawsze” Marsz Niepodległości niesie za sobą zniszczenie.

Fakt, że przez kilka lat Marsz Niepodegłości przechodził bez większych incydentów, a po 6 latach znów doszło do zadymy i zniszczeń powinien każdemu dać do myślenia. Dodajmy do tego prowokacyjne zachowanie „milicji” i widać, kto miał w tych zamieszkach i aktach wandalizmu cel.

Fakty wokół Marszu Niepodległości

Fakty: od 2015 roku nie było burd na MN. Na 100-lecie w 2018 PiS próbowało przy jazgocie swoich mediów ukraść imprezę narodowcom. Niemniej taktyka policji była konsekwentnie zupełnie inna niż za czasów PO, gdy prowokacje i blokowanie MN przez oddziały zwarte generowało zamieszki – zauważa Jan Pawlicki.

Obecnie pod pretekstem pandemii @trzaskowski_ zabronił MN, choć 30 października odbyła się na ulicach Wwy gigantyczna manifestacja, w której sam wziął (spontanicznie) udział. MN jest zarejestrowany jako zgromadzenie cykliczne na lata 2017-2020 przez wojewodę mazowieckiego, który wprawdzie nie odwołał rejestracji, ale też nie zareagował na działanie władz miasta. Sąd podtrzymał decyzję Trzaskowskiego (wiadomo, pandemia) – dodaje.

Pawlicki zauważa, że policja zmieniła taktykę działania i wróciła do metod sprzed 2015 roku. Zdaniem dziennikarza działania policji, oświadczenie szefa MSWiA i linia narracyjna TVP nie pozostawiają wątpliwości, że działanie to było w interesie PiS, a miało zaszkodzić Konfederacji.

Działania tajniaków

W środę 11 listopada w tłumie demonstrantów było pełno tajniaków, a na jednym z nagrań uchwycono ich prowokację. Tajniacy najpierw rzucali petardami w policję, a następnie unosząc ręce z pałkami do góry, usunęli się w tłum. Zdaniem Jana Pawlickiego takie działania to powrót do metody z lat 2013-2014.

Tajniaków w dresach i kominiarkach z pałkami teleskopowymi widziałem na MN w 2013 – wbiegali w tłum, po czym chowali się za kordonem prewencji w Alei Szucha. Ich obecność dziś na ulicach Wwy powinna być wyjaśniona do spodu. Jeżeli to prawda – dymisje w @PolskaPolicja i MSWiA – komentuje.

Metody z czasów PO wróciły. Policja zamiast Zespołu Antykonfliktowego (niebieskie kamizelki) użyła tajniaków i pododdziałów zwartych, by generować burdy z kibicami. Każdy, kto ma pojęcie wie, że to się musiało tak skończyć. Brawo ministrze Kamiński, brawo wicepremierze Kaczyński – dodaje Pawlicki.

Brutalność policji

Z kolei inne nagrania zamieszczane w sieci pokazują niezwykłą brutalność policji, którą niektórzy na powrót zaczęli nazywać „milicją”. Zdaje się, że rok 2020 będzie czasem roztrwonienia długiej i ciężkiej pracy funkcjonariuszy na poprawienie swojej – zasłużonej – fatalnej opinii w społeczeństwie.

Podczas Marszu Niepodległości 11 listopada policjanci użyli nadmiernej siły nie tylko wobec manifestantów, ale także wobec dziennikarzy. Kilka nagrań pokazuje wspomniane już prowokacje ze strony policji. Najważniejsze z nich zamieszczamy poniżej.

Komenda Stołeczna Policji odniosła się do części stawianych jej zarzutów, dotyczącej nadmiernej brutalności na Twitterze. – Celem działania policjantów w pododdziałach zwartych jest przywrócenie ładu i porządku. W centrum wydarzeń oprócz nas zawsze są dziennikarze, z którymi współpracujmy, zapewniając im również bezpieczeństwo.

W trakcie działań dynamicznych, gdy mamy liczne akty chuligańskie może dojść do sytuacji, w której obrażeń doznają także osoby postronne. Nawet po użyciu śpb. Dlatego tak ważne jest, by miejsce naszych działań opuścić. Po to są używane komunikaty.

Niestety bardzo poważnie wyglądają obrażenia, które doznał jeden z fotoreporterów. Po ludzku jest nam przykro i liczymy na szybki powrót do zdrowia Pana Tomasza. Wyjaśnimy okoliczności tej sytuacji. Tak samo, jak każdą inną wątpliwość – dodano.