Berkowicz o usunięciu konta Korwin-Mikkego: „Facebook co do zasady ma prawo cenzurować. Użytkownicy mają prawo nagłaśniać i stosować nacisk konsumencki”

Konrad Berkowicz i Janusz Korwin-Mikke. Foto: partiakorwin.pl
Konrad Berkowicz i Janusz Korwin-Mikke. Foto: partiakorwin.pl

Cenzura w Internecie zatacza coraz szersze kręgi. Najchętniej odwiedzany w Polsce portal społecznościowy Facebook usunął w czwartek jeden z największych profili politycznych w Polsce – Janusza Korwin-Mikkego. Bezprecedensowe wydarzenie komentuje Konrad Berkowicz.

Strona zniknęła z sieci w czwartek 12 listopada około godziny 15. „Z kompletnie niezrozumiałych powodów Faszyści&Bolszewicy usunęli mi stronę” – napisał na konkurencyjnym Twitterze Korwin-Mikke.

Facebook nie podał konkretnych przyczyn usunięcia profilu, a jedynie enigmatycznie napisał o rzekomym złamaniu zasad społeczności. W jaki sposób i w którym poście, to jak szukanie igły w stogu siana.

Na FB powstało już wydarzenie, którego uczestnicy wspierają prezesa partii KORWiN w walce o przywrócenie profilu.

Berkowicz o cenzurze Korwin-Mikkego

Cenzury na taką skalę w polskim Internecie jeszcze nie było. Sytuację komentuje Konrad Berkowicz z Konfederacji.

„Przy okazji usunięcia strony Janusza Korwin-Mikkego ujawnił się po raz kolejny symptomatyczny brak zrozumienia części (niewielkiej, ale jednak) internautów, czym jest Wolność. Facebook OCZYWIŚCIE co do ZASADY (bo prawo w Polsce jest bardziej skomplikowane, i status Facebooka jako prywatnej firmy też, ale to nie jest tutaj istotne) MA PRAWO CENZUROWAĆ, co mu się żywnie podoba. Fakt, że traktuje swój regulamin wybiórczo: stron popierających wprost komunizm i inne totalitarne ideologie (choćby „Odrodzenie Komunizmu”, „Komunistyczna Partia Polski”), siejących nienawiść wobec ludzi o odmiennych (prawicowych) poglądach, nawołujących do ograniczania wolności i grabieży własności prywatnej (choćby do zakazów określonych używek, do nakładania horrendalnych podatków itd.), operujących skrajnie wulgarnymi i nienawistnymi hasłami na ogół NIE cenzuruje. To zrozumiałe, bo to cenzura po linii ideologicznej. Ale to też jest JEGO PRAWO!” – pisze na Facebooku Berkowicz.

„Ci sami ludzie, którzy to rozumieją, nie potrafią zrozumieć, że TAK SAMO prawem konsumentów, użytkowników i wszystkich innych prywatnych osób jest nagłaśnianie tego faktu, wyrażanie swojej opinii na ten temat, apelowanie o zmianę w tym zakresie i stosowanie nacisku konsumenckiego. Ci ludzie traktują wolność wybiórczo. Wydaje im się, że skoro wolność polega na tym, że wolno robić wszystko (dopóki nie narusza się wolności drugiego człowieka), to NIE WOLNO tego krytykować. Tymczasem wolność nie powinna być ograniczona: każdy dorosły może robić co chce (o ile nie narusza wolności drugiego człowieka, nie krzywdzi go, nie okrada, nie odbiera mu życia) [ORAZ] KAŻDY MOŻE KRYTYKOWAĆ WYBORY INNYCH!” – kontynuuje poseł.

„Wolność rozumiana jako przymus aprobaty wobec każdego wyboru to nie wolność, tylko właśnie przymus. Ludzie dzielą się na zwolenników wolności słowa i zwolenników „wolności słowa” dla tych, których poglądy im nie przeszkadzają, czyli zwolenników cenzury. Tych pierwszych reprezentuje najlepiej postawa Woltera, którą podsumowują słowa: „Nie zgadzam się z tym co mówisz, ale oddam życie, abyś miał prawo to powiedzieć”. Warto wziąć sobie tę dychotomię do serca, bo radując się z ocenzurowania rzekomego „faszyzmu” można wejść w buty tego prawdziwego…” – zakończył Konrad Berkowicz.

Cenzura na YouTube. Blokada zasięgów i wyłączona monetyzacja NCzasTV oraz Tomasza Sommera