Stoki otwarte, ale noclegi i gastronomia zamknięte. Rzecznik rządu: „To droga balansu”

Rzecznik rządu PiS, Piotr Muller fot. PAP/Paweł Supernak
Rzecznik rządu Piotr Muller/fot. PAP/Paweł Supernak
REKLAMA

Stoki narciarskie w trakcie ferii zimowych będą mogły działać normalnie, ale noclegi i gastronomia pozostaną zamknięte – tak rząd widzi najbliższe ferie. I nazywa to drogą „balansu”.

Władza najpierw tworzy problemy, by potem je bohatersko rozwiązywać. Jeszcze w sobotę z ust rządzących padały deklaracje, że wyciągi narciarskie zimą będą nieczynne przez koronawirusa. We wtorek zmiana – będą otwarte.

Oczywiście pod specjalnym rygorem sanitarnym. Bez ograniczeń epidemicznych z wyciągów skorzystają tylko mieszkający w jednym domu lub mający wspólny nocleg albo wspólnie podróżujący do stacji turystyczno-narciarskiej.

REKLAMA

Wciąż zamrożone pozostają natomiast branże noclegowa i gastronomiczna. Z tej pierwszej można skorzystać jedynie w przypadku podróży służbowej, opieki medycznej czy będąc na kwarantannie. Z tej drugiej – tylko na wynos i w dowozie.

Od samego początku podkreślaliśmy, że chcemy iść drogą balansu pomiędzy całkowitym lockdownem, a wariantem otwierania wszystkich branż i narażanie zdrowia naszych rodaków. Samo otwarcie stoków, które nie nocują w pobliżu jest dużo mniej niebezpieczne. Te osoby są w kaskach, jest możliwości zachowania odległości. Największe ryzyko stwarza duży ruch w branży hotelowej, a w szczególności w restauracjach – mówił w rozmowie z Polsat News rzecznik rządu Piotr Müller.

To sprawia, że faktycznie z tras narciarskich będą mogli skorzystać tylko okoliczni mieszkańcy. Fani zimowych sportów z centralnej Polski musieliby wyjeżdżać z domu w środku nocy, by poszusować przez kilka godzin i na noc wrócić do domu. Północne regiony mogą spać np. w samochodzie.

Skończy się tak, że ludzie wybiorą po prostu zagraniczne kurorty. Austria czy Szwajcaria już zapowiedziały, że sezon narciarski odbędzie się „normalnie” – tzn. z obowiązującymi tam obostrzeniami, ale i działającymi usługami, które są nieodłącznym elementem wyjazdu narciarskiego.

Zasadnym wydaje się także pytanie, czy w tej sytuacji polskie ośrodki narciarskie nie poniosą większych strat, niż gdyby w ogóle nie działały. Wszak koszty pozostaną niezmienne, a dochody zdecydowanie niższe. Zapowiedzi rządu, wszechobecny bałagan i niepewność sprawiają, że frekwencja szykuje się bardzo słaba.

REKLAMA