Ordynarna Lempart zostanie na Zachodzie „bohaterką”. Aborcjonistka opisuje swą martyrologię w „Financial Times”

Marta Lempart/Fot Maciej Kulczyński, PAP
Marta Lempart/Fot Maciej Kulczyński, PAP
REKLAMA

Dziennik „Financial Times” opublikował artykuł Marii Lempart. Tekst szefowej Strajku kobiet pełen jest manipulacji, bredni i zwykłych kłamstw.

Lempart opisuje w dzienniku organizację protestów i zadym po orzeczeniu przez Trybunał Konstytucyjny, iż zabijanie nienarodzonych dzieci z wadami jest niezgodne z ustawą zasadniczą.

Chwali się, iż to ona jest sprawczynią największych protestów od trzydziestu lat i kwestia aborcji wyprowadziła na ulice 400 tysięcy osób.

REKLAMA

Pierwsze kłamstwo Lempart dotyczy proponowanej wcześniej ustawy antyaborcyjnej.

„Ustawa zezwalałaby na aborcję tylko wtedy, gdyby kobieta rzeczywiście zaczęła umierać w obecności lekarza, a kobiety trafiałyby do więzienia za poronienia” – pisze Lempart i wiadomym jest, że czytelnik nie zweryfikuje tych kłamstw.

Lempart pisze iż jest prześladowana i od blisko trzech tygodni nie była w swym własnym domu.

„Koszt dla mnie jest wysoki. Jestem pod stałym nadzorem i stale śledzona. Po atakach prawicowych zbirów nasze biuro potrzebuje 24-godzinnej ochrony. Wszyscy otrzymujemy listy nienawiści i groźby śmierci” – opisuje Lempart.

„Właściwie nie piszę tego z domu – nie było mnie tam od trzech tygodni, ponieważ mój adres i numer telefonu zostały opublikowane przez grupy neofaszystowskie, wraz z wezwaniami do przemocy. Jestem – jako wróg państwa – na okładkach prorządowych gazet i magazynów, podczas gdy publiczna telewizja prowadzi kampanię, aby mnie zdyskredytować.”

Państwo PiS jest bezradne wobec jawni łamiącej prawo, nawołującej do przemocy, blokowania miast, lżącej funkcjonariuszy publicznych ordynarnej Lempart. Dlatego w poczuciu całkowitej bezkarności może uprawiać swa propagandę.

Zagraniczny czytelnik nie sprawdzi, iż Lempart wciąż organizuje konferencje, udziela wywiadów, wyłazi na ulice i wydziera się miotając ordynarne okrzyki. Nigdzie się nie ukrywa. Nie musi. Zbiera za to pieniądze.

Czytelnik tego steku bzdur odniesie zaś wrażenie, że oto jakaś dzielna bojowniczka o demokrację, gdzieś ukrywając się, obawiając o swe życie prowadzi Polaków do walki z autorytarnym reżimem.

„Choć boję się, jak każdy na moim miejscu, czuję spokój ducha. Nie jestem jedynym wrogiem nienawidzącego obywateli państwa polskiego. Wszyscy jesteśmy. My ludzie. Żyjemy z tym i zwyciężymy, bo bez względu na to, ilu mają policjantów, żołnierzy czy najemników, my – ludzie domagający się wolności – mamy nad nimi przewagę liczebną. Ja to wiem, oni to wiedzą i wiedzą o tym tysiące młodych ludzi tańczących i śpiewających na polskich ulicach. Dlatego tańczą.”

Ani redaktorzy Financial Times ani tym bardziej czytelnicy nie zweryfikują tych patetycznych bzdur. Nie sprawdzą, że te niby tańce polegają na blokowaniu ulic, wywrzaskiwaniu ordynarnych haseł, mazaniu po murach, niszczeniu kościołów i pomników, zakłócaniu nabożeństw.

Polska czytelnikowi „Financial Times” jawi się jako państwo poddane autorytarnemu reżimowi. Lempart ma szansę zostać pieszczoszką zachodnich mediów. Jak Greta Thunberg, albo kłamca Bart Staszewski.

 

REKLAMA