Kłamstwa i manipulacje Demagoga. Facebook ukrywa List Lekarzy

Prt Sc demagog.org.pl.

Portal Demagog, nazywany dla zmylenia przeciwnika „niezależnym weryfikatorem informacji”, opublikował analizę mającą udowadniać, że list lekarzy w sprawie mniemanej pandemii koronawirusa jest fake-newsem. Na tej podstawie Facebook cenzuruje list na swym portalu. Ponieważ pod artykułem nikt się nie podpisał, jego autora będziemy w dalszej części nazywać „potężnym Anonimem”.

List lekarzy został napisany 5 października 2020 roku i podważa jedynie słuszną linię lockdownu oraz epidemii strachu wobec walki ze złowrogim koronawirusem. Informacje opublikowane w liście podważają to, o czym słyszymy w mediach i od rządzących, jednak zdaniem potężnego Anonima z portalu Demagog lekarze rozsiewają fake-newsy.

Kto podpisał się pod listem

Treści przytoczone w liście zawierają liczne dezinformacje dotyczące pandemii i natury koronawirusa SARS-CoV-2 – czytamy na portalu demagog.org. Zanim jednak do tej analizy przejdziemy weryfikator niezależny – w tym przypadku zapewne od rozumu i godności człowieka – opowie nam co nieco o genezie listu, jego autorach i osobach pod nim podpisanych, tak żebyśmy wiedzieli, co o tym wszystkim myśleć.

I tak czytamy, że „większość informacji w nim (liście – red.) zawartych nie jest prawdziwa lub uległa znacznej manipulacji”. To pierwsze kłamstwo demagoga, do którego powrócimy na koniec artykułu. Po drugie demagog pisze, że list jest wezwaniem do zakończenia ograniczeń i restrykcji, „pod czym rzekomo mają podpisywać się przedstawiciele zawodów medycznych”.

Tak bardzo rzekomo, że sam demagog dwa akapity później przyznaje, że pod listem podpisało się w sumie ponad 100 lekarzy. W tym m.in. prof. Ryszard Rutkowski, prof. Kornelia Polok, prof. Roman Zieliński, dr n med. Zbigniew Martyka i wielu innych, których demagog nie wymienia. W sumie podpisów jest 18 tysięcy, a sama natura listu otwartego sprawia, iż podpisać się pod nim może każdy. To było przesłanką do podważenia jego powagi, gdyż ktoś się podpisał jako dr House, ktoś inny jako dr Alban czy dr Mengele. Podpisać mógł się w ten sposób każdy, pewne jest natomiast to, że rację miał Grzegorz Braun i ludzie po prostu nie znają się na żartach.

Potężny Anonim zauważa także, iż w Polsce lekarzy jest ponad 150 tysięcy, co oznacza, iż „sygnatariusze listu stanowią zatem jedynie 0,001 proc. wszystkich polskich medyków”. Być może większą liczbę stanowią zatem poważni profesorowie Simon i Grzesiowski, którzy na zmianę straszą w mediach Polaków złowrogim wirusem. Niezależnie od tych rozważań pragniemy zwrócić autorowi uwagę, iż czasem jedna osoba ma rację, a cała reszta się myli. Pomocne może być wpisanie w wyszukiwarkę hasła „Kopernik”.

Manipulacje i nadużycia

Dalej autor stwierdza, iż „treści zawarte w liście są po prostu fałszywe” i moglibyśmy spodziewać się, że już teraz przejdziemy do tych fałszywych informacji, ale jeszcze nie. Najpierw poznajemy techniki manipulacyjne, które lekarze mieli wykorzystać by…no właśnie nie wiemy dokładnie, co osiągnąć, ale mieli je wykorzystać. Jest to o tyle zabawne, że wiele z nich można równie dobrze przypisać anonimowemu autorowi tekstu na portalu Demagog.

Natłok źródeł niewiadomego lub tylko częściowo określonego pochodzenia mających za zadanie odwrócenie uwagi i sprawienie wrażenia naukowych – pisze potężny Anonim. Jednak list jest pełny odnośników źródłowych, a więc mówienie o źródłach „niewiadomego pochodzenia”, jest co najmniej nadużyciem. Natłok odnośników do wybranych pod tezę badań to zresztą domena artykułu Demagoga.

Warto również zwrócić uwagę, iż potężny Anonim ani razu nie użył w swoim tekście cytatu dłuższego niż kilka wyrwanych z kontekstu słów i w dużej części jedynie opisuje swoimi słowami, co lekarze napisali. W pewnych momentach raczej opisuje, co chciałby zrozumieć i przeczytać, a nie co lekarze faktycznie napisali. My posłużymy się cytatami z obu źródeł i ich porównaniem.

Pandemia a epidemia

Kto dotarł do tej części artykułu portalu Demagog może wreszcie poznać, jakimi to fake-newsami uraczyli nas autorzy listu. – Autorzy tekstu są zdania, że Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) zmieniła definicję pandemii, usuwając z niej wyznacznik śmiertelności – pisze potężny Anonim.

Tak brzmi dokładny cytat z listu: Przed 12 laty WHO zmieniło definicję „pandemii”. Wcześniej pandemią nazywano zaraźliwą chorobę z wysoką liczbą zgonów, obecnie wystarczy fakt, że wirus rozprzestrzenia się po całym świecie.

Demagog zauważa, że to nieprawda, bowiem WHO nigdy nie ogłaszało oficjalnej definicji pandemii. Jednak ten sam Demagog w artykule z 4 kwietnia 2020 roku, w którym analizowano wypowiedź posła Grzegorza Brauna przyznaje, że 6 maja 2009 roku informacja dotycząca pandemii na stronie WHO się zmieniła i pojawiło się następujące stwierdzenie:

Pandemia jest ogólnoświatową epidemią. Pandemia grypy może mieć miejsce wtedy, gdy pojawia się nowy wirus grypy, na którego ludzie nie są uodpornieni (…) Pandemia może być łagodna lub poważna, jeżeli chodzi o zachorowania i zgony. Nasilenie pandemii może zmieniać się w trakcie jej trwania.

Owo stwierdzenie, jak to określił Demagog, jest wręcz encyklopedycznym przykładem definicji, portal robi jednak wszystko, by nie nazwać owej zmiany definicji zmianą definicji. Potężny anonim cytuje nawet „epidemioloszkę” Caitlin Rivers, która podzieliła się na łamach New York Times swoimi rozterkami i ubolewaniem nad tym, że ludzie nie rozumieją istoty pandemii.

My zatem oddamy głos dr Zbigniewowi Martyce, ordynatorowi oddziału zakaźnego z kilkudziesięcioletnim doświadczeniem. – Kwestia pandemii to kwestia uznania definicji. Kiedyś dotyczyła chorób, które charakteryzują się wysoką śmiertelnością i rozprzestrzeniają się na cały świat. W 2009 roku Światowa Organizacja Zdrowia zmieniła tą definicję i w tej chwili pandemią określa się każdą chorobę nowopowstałą o nowej etiologii, która rozprzestrzenia się łatwo i jest wyłączone kryterium wysokiej śmiertelności. Czyli może być to bardzo łagodna choroba, która się łatwo rozprzestrzenia.

Śmiertelność koronawirusa

Kolejny zarzut kłamstwa wobec autorów dotyczy śmiertelności koronawirusa. – Autorzy stwierdzają, że szacowana na początku pandemii śmiertelność na poziomie 3,4 proc. wśród chorych na COVID-19 nie znalazła potwierdzenia w żadnym kraju. W czym tkwi problem? Śmiertelność wszystkich chorób może zmieniać się w czasie, co wynika z wielu czynników – czytamy na portalu Demagog. Sam zatem Demagog nie zaprzecza, iż owa śmiertelność nie znalazła potwierdzenia w żadnym kraju.

Pragniemy jednak podkreślić, że autorzy listu nie wspominają w tym fragmencie o śmiertelności na poziomie 3,4 procent. Dokładny cytat brzmi tak: Początkowo szacowana śmiertelność (stosunek liczby zgonów do liczby wszystkich zakażonych) z powodu zakażenia SARS-Cov 2 w najmniejszym stopniu nie znalazła potwierdzenia w żadnym kraju. Przytoczenie śmiertelności na poziomie 3,4 procent ma miejsce na początku listu, jednak stwierdzenie o braku potwierdzenia pada w innym kontekście.

Autorzy listu piszą wyraźnie, że chodzi o „stosunek liczby zgonów do liczby wszystkich zakażonych”, a więc wskaźnik IFR a nie podany na początku listu CFR. Oznacza on, że liczbę zgonów mierzy się względem wszystkich przypuszczalnych zakażeń także tych niewykrytych. Tymczasem autor artykułu pisze o podanym przez WHO wskaźniku CFR 3,4 procent, a więc odnoszącym się do stosunku liczby zgonów do liczby wykrytych przypadków zakażenia, a nie o to chodziło tu lekarzom.

W artykule demagoga pada co prawda stwierdzenie, że ważniejszy jest wskaźnik IFR niż CFR i autor podaje jego wartość na wahającą się między 0,53 a 0,82 procent, powołując się przy tym na badania dwóch autorów opublikowane 29 sierpnia na łamach International Journal of Infectious Diseases. W żadnym momencie anonim nie przytacza jednak tego fragmentu listu lekarzy: Z badań naukowych wynika, że śmiertelność ta sytuuje się na poziomie 0,02-0,4% czyli na poziomie normalnej fali grypy sezonowej.

Lekarze powołują się przy tym na badania jednego z najbardziej znanych światowych epidemiologów prof. Johna Ioannidisa, o czym też Demagog nie wspomina. Obecnie nikt tak na prawdę nie wie, jaka jest śmiertelność koronawirusa (IFR), trudno zatem uznawać, iż akurat badanie przytoczone przez portal Demagog są w jakiś szczególny sposób lepsze od badania, na które powołują się lekarze.

Hydroksychlorochina

Kolejny zarzut ze strony Demagog dotyczy fragmentu, którego potężny Anonim ewidentnie nie zrozumiał i znów rozprawia się z chochołem. – Twórcy listu starali się wykazać, że śmiertelność na COVID-19 może być zminimalizowana jeszcze bardziej dzięki „skutecznemu i bezpiecznemu lekowi”, jakim jest hydroksychlorochina – czytamy.

Co naprawdę napisali lekarze? – Opracowano dostępną, bezpieczną i skuteczną terapię dla tych, którzy mają ciężki przebieg choroby – zastosowanie HCQ (hydroksychlorochinę) (…) Szybkie zastosowanie tej terapii prowadzi do wyzdrowienia i często zapobiega hospitalizacji. Dowodem skuteczności tej terapii są dane epidemiologiczne ze Szwajcarii, w których przedstawiono porównanie wskaźnika umieralności pacjentów, u których zastosowano lub nie zastosowano tej terapii – podkreślono.

W żadnym momencie w liście lekarzy nie pada stwierdzenie, iż można ograniczyć śmiertelność, dzięki „skutecznemu i bezpiecznemu lekowi”. Twierdzenie potężnego Anonima z portalu Demagog jest fałszywe poprzez dwukrotne pomylenie pojęć. Po pierwsze lekarze pisali o skutecznej terapii z wykorzystaniem w niej owego leku, a nie skutecznym leku, a po drugie w tym fragmencie nie wspomniano o śmiertelności, ale o umieralność. W epidemiologii są to dwa różne pojęcia, które oznaczają co innego.

Testy PCR

W dalszej części potężny Anonim odnosi się do stwierdzenia z listu, iż „sam jego twórca (testu PCR – red.) – Kary Mullis uznał ten test za nieprzydatny do wykrycia i zdiagnozowania infekcji wirusowej i przeznaczony jest jedynie do procedur badawczych”. Demagog po raz kolejny kłamliwie przedstawia słowa autorów listu: „Jak napisali autorzy, już nieżyjący noblista Kary Mullis – wynalazca testów PCR – miał stwierdzić, że „testy nie są skuteczne w wykrywaniu aktywnych infekcji wirusowych”„.

Po pierwsze to następny stworzony chochoł, z którym Demagog walczy. Lekarze nie napisali, że testy nie są skuteczne w wykrywaniu, jak cytuje to Demagog, ale że są nieprzydatne do wykrywania infekcji wirusowej. Autor twierdzi też „nie istnieje żadne wiarygodne źródło, które potwierdzałoby, że takie słowa faktycznie padły”. Nie wiemy, o które dokładnie słowa chodzi, czy te użyte przez lekarzy, czy te przypisane im przez portal, jednak w przypisach do listu znajdujemy link do nagrania, na którym wypowiada się sam Mullis.

Dalej potężny Anonim używa starej manipulacyjnej techniki, by zdyskredytować autora testów PCR i przypomina jego „kontrowersyjne poglądy” w innych kwestiach, takich jak HIV czy wiarę w kontakty z cywilizacją pozaziemską. Taka dyskredytacja jest zapewne zabezpieczeniem, zdając sobie sprawę, iż powyższe twierdzenie o tym, że „nie istnieje żadne wiarygodne źródło” może zostać zweryfikowane negatywnie.

Niezależnie od tego, same testy PCR poddawane są miażdżącej krytyce ze strony lekarzy, przytoczymy jedynie wypowiedź prof. Ulrike Kammerer. – Przy użyciu tego testu można jedynie dowieść, że w wymazie pobranym od pacjenta są cząstki wirusa, które można powielić, ale nic więcej na tej podstawie nie można jeszcze stwierdzić, czy jest to wirus zdolny wywołać chorobę ani nawet, czy może zakażać i namnażać się – powiedziała niemiecka lekarz.

Potężny Anonim podkreśla też, powołując się na skompromitowany magazyn „The Lancet”, że „test PCR uważany jest za złoty standard w diagnozowaniu koronawirusa SARS-CoV-2, co całkowicie przeczy tezie zawartej w liście”. Jakiej dokładnie tezie nie wiemy, bo jak zazwyczaj nie ma żadnego cytatu z listu, jednak wielu lekarzy nie zgodziłoby się z takim stwierdzeniem.

Powoływanie się na magazyn „The Lancet” jest ryzykowne, gdyż ten w maju opublikował badania, które miały uderzyć w prof. Raoulta. Profesor napisał na Twitterze, iż wyniki z różnych kontynentów nie mogą być tak podobne do siebie, co oznacza, że badania Lanceta zostały zmanipulowane lub sfałszowane. Fałszywe badania zostały wycofane na początku czerwca, a magazyn przeprosił swych czytelników.

Uznanie testu PCR za „złoty standard” przez część lekarzy może budzić wątpliwości, przytaczamy kolejną krytykę ze strony lekarza. – W okręgu Vogelsberg lekarz zgłosił 14 dodatnich wyników uzyskanych za pomocą testów PCR. Jednak później na wszelki wypadek zlecił wykonanie ponownych testów kontrolnych, ponieważ wszystkie badane osoby były zdrowe i nie miały żadnych objawów. Co się wówczas stało? U wszystkich tych osób uzyskano wynik negatywny – relacjonuje dr med. Wolfgang Wodrag.

Postulaty Kocha

Wróćmy jednak do problemów potężnego Anonima z interpretacją tekstu pisanego. Na portalu Demagog czytamy między innymi, że w liście napisano, iż „SARS-CoV-2 nie spełnia postulatów Kocha”. Warto przytoczyć, co dokładnie napisali autorzy listu: Test ten ponadto nigdy nie był walidowany czyli naukowo zweryfikowany ani nie spełnia koniecznych dla tego typu badania tzw. Postulatów Kocha, np. „Drobnoustrój, wyosobniony od chorej osoby, po wprowadzeniu do osoby zdrowej musi wywołać tę samą chorobę”.

W tym samym artykule autor przyznaje, że nie są spełnione postulaty Kocha, ale postulaty uzupełnione Thomasa M. Riversa, które nazywa się „Viruses and Koch Postulates”. Uznajemy zatem ten fragment analizy Demagoga za czepialstwo i manipulacje.

Bezobjawowi nosiciele i otwarta przestrzeń

Kolejny zarzut portalu Demagog dotyczy sformułowań: „tak zwani „bezobjawowi nosiciele” nie zarażają innych” oraz „zakażenie jest niemożliwe na otwartym powietrzu”. Pragniemy pogratulować potężnemu Anonimowi, gdyż wreszcie poprawnie przytoczył sformułowania użyte w tekście, jednak oznaczenie jako fałsz przynajmniej pierwszego z nich budzi wątpliwości.

Najnowsze badania opublikowane w czasopiśmie „Nature” pokazują, iż nie znaleziono żadnych dowodów na to, by bezobjawowi nosiciele wirusa zarażali. Także już wcześniej, podczas konferencji WHO w Genewie, dr Maria Van Kerkhove powiedziała: chorzy, u których COVID-19 przebiega bezobjawowo, nie przyczyniają się do rozprzestrzenienia się pandemii koronawirusa.

Sformułowanie o niemożliwości zakażenia na otwartym powietrzu jest natomiast, jak się zdaje, zbyt ogólnikowe, gdyż jest to możliwe, jednak w drodze absolutnego wyjątku.

Maseczkowe fakty i mity

Kolejnym punktem listu, do którego wątpliwości zgłasza potężny Anonim są maski, które niemal stały się już symbolem mniemanej pandemii koronawirusa. – Dalej czytamy także, że wirus jest zbyt mały, by bawełniana maseczka mogła powstrzymać go przed transmisją, a same maseczki powodują efekty uboczne. W związku z tym zdaniem autorów maseczki nie są skuteczne. Zaprezentowane podejście jest jednak błędne i nie odpowiada wnioskom płynącym z badań naukowych – czytamy na portalu Demagog.

Wiadomo, że zaprezentowane podejście jest błędne, gdyż nie wpisuje się w jedyną słuszną linię mądrości etapu dotyczącą stosowania maseczek. Gdyby takie podejście autorzy zaprezentowali jeszcze w marcu, kiedy WHO nie zalecała noszenia maseczek, a nasz umęczony minister zdrowia Łukasz Szumowski wyśmiewał osoby je noszące, to co innego. Teraz jednak autorzy listu stali się „wywrotowcami”.

Potężny Anonim znów jednak manipuluje i dowodzi, że autorzy nie mają racji, bo „głównym sposobem transmisji koronawirusa SARS-COV-2 jest droga kropelkowa”. Jak dodaje najnowsze badania wskazują, iż „ważniejszą rolę odgrywają kropelki o większych rozmiarach, na których wirus może się osadzać i przenosić”.

Co tymczasem napisali autorzy listu? – Maski są wskazane w przypadku kontaktu z grupą ryzyka lub osobami z niewydolnością oddechową i zmniejszają ryzyko infekcji drogą kropelkową – czytamy. – Jak przedstawiono w badaniach splot włókien w polecanych do powszechnego noszenia maseczkach bawełnianych ma wielkość rzędu mikrometrów, podczas gdy wielkość wirusów mieści się w granicach nanometrów czyli jest 1000-krotnie mniejsza. Nie ma więc podstaw fizycznych do twierdzenia, że maski chronią przed wirusem przenoszonym drogą powietrzną.

Brak dokładnego cytatu może wprowadzać czytelników w błąd. Dalej potężny Anonim stwierdza, że nieprawdziwe jest twierdzenie, „że maski są wskazane tylko w przypadku osób z grupy ryzyka lub z objawami chorobowymi”. Czym motywuje takie twierdzenie? Tym, że Światowa Organizacja Zdrowia obecnie „zaleca, by wszyscy nosili maseczki”. A skoro WHO tak zaleca, to przecież nie może się w swej nieskończonej mądrości mylić. Jednak najnowsze badania duńskich naukowców pokazują, że maski nie chronią osób zdrowych przed infekcją COVID-19.

Prawda o skuteczności maseczek

Tymczasem prawda o skuteczności masek nie jest wcale tak różowa, a zgodnie z tym, co napisali autorzy ich długotrwałe noszenie może powodować efekty uboczne. Najnowsze badania pokazują, że powszechne noszenie masek nie przyczynia się do ograniczenia rozprzestrzeniania koronawirusa w takim stopniu, jak początkowo zakładano.

W artykule opublikowanym na początku października na naukowym portalu nature.com czytamy, że noszenie maseczek może ograniczać transmisję wirusa, jednak w bardzo niewielkim stopniu. W jednym z badań, którego wstępne wyniki opublikowano w sierpniu, wykazano iż maseczki przyczyniają się do ograniczenia liczby nowych zakażeń o 2 punkty procentowe.

Przy okazji portal nature.com zauważa, że badania opierają się na wielu założeniach, które przyczyniać się mogą do przeceniania roli maseczek. Biorą jedynie pod uwagę obowiązek albo zalecenie noszenia maseczek lub jego brak i zestawiają dane dotyczące procentowego wzrostu zachorowań. Autor artykułu podkreśla, iż nie wzięto pod uwagę innych obostrzeń wprowadzanych wspólnie z nakazem noszenia maseczek, które również przyczyniają się do zmniejszenia nowych przypadków.

Naukowcy ciągle jednak nie mają pewności co do tego, co jest główną drogą transmisji wirusa. Sam wirus ma tylko około 0,1 µm średnicy, ponieważ nie opuszcza organizmu samodzielnie, maska musi blokować nieco większe cząstki, tzw. aerozole o średnicy około 0,2 µm. Bardzo skuteczne przy takim założeniu będą profesjonalne maski medyczne, ale nie zwykłe maski, z których korzystają obywatele. Popularne, profesjonalne maski filtrujące N95 blokują około 90% napływających aerozoli o średnicy do 0,3 µm. Jedne z badań pokazały, że powszechnie używane maseczki mogą zablokować 80% wydychanych aerozoli o średnicy 2 µm – co oczywiście nie ma jakiegokolwiek wiarygodnego przełożenia dla blokowania aerozoli o ww średnicy 0,2 µm.

Portal „The Lancet„, na który powoływał się Demagog z kolei rekomenduje stosowanie masek jedynie dla personelu medycznego i osób objawowych. Autorzy podkreślają, że obecne badania na temat skuteczności maseczek są niespójne, a pewność prezentowanych wyników jest bardzo niska lub niska. Wynika to z tego, iż dotychczasowe badania i obserwacje obarczone są dużym ryzykiem błędu. – Dotychczasowe badania sugerują zmniejszenie ryzyka względnego infekcji w zakresie od 6 do 80 procent – czytamy na portalu.

Prawdziwe fakty na temat skuteczności maseczek. Naukowcy obalają wiele popularnych mitów

Kontrowersyjne szczepionki

Ostatnim punktem listu lekarzy, do którego wątpliwości zgłasza potężny Anonim jest kwestia szczepień. We wskazanym fragmencie autorzy faktycznie dopuścili się przekręcenia słów Billa Gatesa. Napisano bowiem, że „oczekuje się, że w skali globalnej nastąpi 700 000 przypadków zgonów po szczepieniu”.

Chodzi tu o wywiad, którego Bill Gates udzielił stacji CNBC. Miliarder nie stwierdził jednak, że szczepionka na koronawirusa spowoduje śmierć 700 000 osób, ale że może spowodować śmierć lub efekty uboczne u 700 000 osób. – Jeśli mamy szczepionkę ze statystykami efektów ubocznych 1 na 10 tys. przypadków, to tutaj jest to o wiele więcej, 700 tys. osób może z tego powodu ucierpieć (…) To będzie bardzo trudne, aby powiedzieć: „OK, zróbmy to, wypuśćmy szczepionkę dla całego świata” – mówił Gates.

Należy uwzględnić, że w praktyce każda szczepionka może wiązać z negatywnymi odczynami poszczepiennymi, jednak ich skala jest nieporównywalna z możliwymi korzyściami dla zdrowia publicznego – czytamy na portalu Demagog. Aż przypominają się słowa, iż „śmierć jednostki to tragedia śmierć miliona to statystyka”, a jak widać szczepienia na koronawirusa mogą wiązać się z tragediami kilkuset tysięcy osób, jednak jest to poświęcenie, na które portal Demagog jest gotów.

W ciągu ostatnich tygodni pojawiły się informacje o skutecznej szczepionce firmy Pfizer oraz Moderna, a obie z nich mają być skuteczne w ponad 90 procentach. Należy jednak podkreślić, że proces badania bezpieczeństwa szczepionki powinien trwać kilka lat, a nie kilka miesięcy, choćby po to, by móc określić „najrzadziej występujące ciężkie NOP lub takie które występują w odległym czasie po szczepieniu”.

Demagog kłamie twierdząc, iż w liście autorzy twierdzą, że nie trzeba nikogo szczepić. W liście lekarzy pada stwierdzenie, iż „jeśli 95% ludzi doświadcza Covid-19 praktycznie bezobjawowo, wystawienie ich na działanie nieprzetestowanej szczepionki jest karygodne”. O ile można mieć wątpliwości co do 95%, gdyż autorzy nie powołali się w tym przypadku na żadne badania, a w innym miejscu podają ponad 98%, o tyle nigdzie nie pada opinia, jakoby nikogo nie trzeba było szczepić na koronawirusa.

Podsumowanie

Autorzy „Listu Lekarzy”, choć starają się argumentować przeciwko zasadności obostrzeń, tak naprawdę posługują się nieuczciwymi chwytami poprzez przekazywanie informacji w sposób wybiórczy i fałszywy – czytamy w podsumowaniu portalu Demagog i dokładnie to samo możemy zarzucić potężnemu Anonimowi w drugą stronę. Chaos, który zarzuca listowi lekarzy jest permanentną cechą jego artykułu.

W artykule na portalu Demagog posłużono się technikami manipulacyjnymi, a także kłamstwami. Analizując list lekarzy nie przytoczono z niego ani jednego długiego cytatu, a w kilku miejscach potężny Anonim, który jak się okazuje ma moc cenzurowania treści na portalu Facebook, mija się w swych przekazach z listu z prawdą.

Wróćmy też do stwierdzenia z początku artykułu na portalu Demagog, iż „większość informacji w nim (liście – red.) zawartych nie jest prawdziwa lub uległa znacznej manipulacji”. Demagog zgłosił zdanie odmienne do 12 informacji z listu, choć część z nich jak wskazano jest chochołem, z którym walczy potężny Anonim. W sumie zaś w liście lekarzy pada blisko 60 informacji (przyjmując tę samą metodę klasyfikacji informacji dla artykułu Demagoga i listu – red.).

Sposób prezentowania treści przez potężnego Anonima na portalu Demagog przyczynia się do dezinformacji, a sformułowania użyte przy prezentowaniu treści listu są nierzetelne. Przy drobnych zastrzeżeniach do kilku fragmentów listu, które są słuszne, resztę należy uznać za manipulację i podpieranie się danymi i badaniami, które nie są stuprocentowo pewne i których nie można uznawać za prawdę objawioną.