Koniec zawieszenia broni. Azerbejdżan znów atakuje w Górskim Karabachu

Azerbejdżan znów zaatakował w Górskim Karabachu. Zdjęcie: Stanislav Krasilnikov/TASS Dostawca: PAP/ITAR-TASS.
Azerbejdżan znów zaatakował w Górskim Karabachu. Zdjęcie: Stanislav Krasilnikov/TASS Dostawca: PAP/ITAR-TASS.

Azerbejdżan wznowił w sobotę działania ofensywne na południu Górskiego Karabachu – poinformowało w sobotę ministerstwo obrony Armenii. Od 10 listopada w tym separatystycznym regionie obowiązuje zawieszenie broni.

Według komunikatu ministerstwa obrony Armenii, który cytuje w ormiańska redakcja Radia Wolna Europa (Radio Azatutyun), siły azerbejdżańskie zaatakowały w rejonie miejscowości Chin Taglar i Chcaberd w południowej części Górskiego Karabachu.

„Siły obronne podejmują odpowiednie działania” – przekazał resort.

Radio Azatutyun relacjonuje, że wcześniej siły obronne Górskiego Karabachu poinformowały o próbie zaatakowania jednej z pozycji sił ormiańskich na południu regionu.

W nocy z 9 na 10 listopada Armenia, Azerbejdżan i Rosja (jako gwarant) podpisały deklarację o zawieszeniu broni, która przerwała działania zbrojne w Górskim Karabachu.

Ten separatystyczny region to ormiańska enklawa, znajdująca się de iure na terytorium Azerbejdżanu. Region ten oraz kilka przylegających do niego rejonów (również na terytorium Azerbejdżanu) od wojny w latach 90. ubiegłego wieku kontrolowali Ormianie.

We wrześniu Azerbejdżan podjął próbę odzyskania kontroli nad regionem. Po sześciu tygodniach walk, w trakcie których Baku uzyskało znaczną przewagę i zdobycze terytorialne, przy wsparciu Turcji, w nocy z 9 na 10 listopada podpisano trójstronne porozumienie pokojowe.

Na jego mocy doszło do zawieszenia ognia, a do regionu wprowadzono rosyjskie siły pokojowe, które mają tam pozostać przez co najmniej pięć lat.

Armenia zobowiązała się do przekazania Azerbejdżanowi zajętych terenów w Górskim Karabachu oraz trzech rejonów przylegających do niego.

Łączącą Armenię ze stolicą separatystycznego regionu Stepanakertem drogę, określaną jako korytarz laczyński, mają ochraniać rosyjskie wojska.

Porozumienie, które wywołało euforię w Azerbejdżanie, stało się przyczyną konfliktu politycznego i protestów w Armenii, a premiera Nikola Paszyniana oskarżono o „zdradę”.

5 KOMENTARZE

  1. Jak zawsze… Politycy bawią się w swoje gierki a statystyczni ludzie giną. A wygląda na to, że do tych gierek mają ochotę dobrać się też inni…

  2. Niczego poważnego nie mogło tam być, skoro siedzą na linii demarkacyjnej rosyjskie wojska.
    Coroczne wydatki na uzbrojenie Azerbejdżanu są większe niż cały roczny budżet Armenii. Nawet te skromne środki durne Ormiaszki wydali na cztery potężne myśliwce SU30SM, zupełnie nieprzydatne i zakupione w Jordani stare zestawy przeciwlotnicze Osa AK (tam już śmierdzi korupcja). A muzułmanie kupili w Izraelu drony kamikadze i bezzałogowe samoloty szturmowe Bajraktar. A my poniemieckie czołgi i F-16…

    • czolgow nie kupilismy, tylko remont ktory byl drozszy niz nowe czolgi ale tak sie tworzy nowe stare rodziny. a F-16 lata? podobno lata wiec nikt sie nie zapyta po co ten mis. czemu „my” nie produkujemy nowoczesnego uzbrojenia? bo „my” mamy matke boska!! modlmy sie! czemu 100 tysiecy nierobow nazywajacych sie „zolnierzami RP” idzie na emeryture po 5 latach studiow na Wacie i 10 latach pierdzenia w stolek? na cztery wiatry pasozytow. albo do armenii. dwie muchy zabite na raz. amen.

Comments are closed.