Sławomir Mentzen, Konfederacja. Foto: fb/Sławomir Mentzen
Sławomir Mentzen, Konfederacja. Foto: fb/Sławomir Mentzen
REKLAMA

Rząd PiS ogłosił sukces, bo wprowadził rzekomo „estoński CIT” w Polsce. Tymczasem przepisy, które zaczną obowiązywać w naszym kraju nijak mają się do tych estońskich. – CIT estoński ma tyle wspólnego z Estonią, co ryba po grecku z Grecją – pisze prawnik i ekonomista Sławomir Mentzen z Konfederacji.

Wysoka konkurencyjność podatkowa Estonii polega przede wszystkim na prostocie systemu podatkowego. Polska idzie dokładnie w odwrotną stronę. Estoński CIT ma 6 stron, polski „estoński” CIT… 138 stron.

Pół żartem, pół serio można powiedzieć, że to, co przegłosował PiS naraża Polskę na pozew ze strony Estonii za naruszenie jej dobrego imienia.

REKLAMA

Szeroko o polskim „estońskim” CIT rozpisuje się ekonomista Mentzen. Na przepisach wprowadzonych przez PiS nie pozostawia suchej nitki.

I nie poleca przedsiębiorcom, by wybierali tę formę opodatkowania.

„Kiedyś pisałem, że ulgi podatkowe w Polsce wyglądają, jakby były tworzone przez psychopatów, których celem jest złapanie zwiedzonego ulgą podatnika w pułapkę, a następnie zniszczenie mu życia poprzez wykorzystanie umieszczonych w uldze kruczków prawnych (…) Kolejnym przykładem takiej ulgi, która niechybnie doprowadzi do złamania życia niejednego przedsiębiorcy, będzie tak zwany CIT estoński” – pisze Mentzen.

„CIT estoński w Estonii polega na tym, że spółka nie płaci podatku dochodowego, do momentu wypłaty dywidendy. To jest proste jak przedłużanie gatunku. Dzięki temu rozwiązaniu Estonia się bogaci i przyciąga spółki z całej Europy. W Polsce, o czym zaraz się przekonacie, będziemy mieli karykaturę, patologiczną wersję tego podatku, która będzie skomplikowana, trudna, niejasna, a co najgorsze, doprowadzi do konieczności zapłaty wyższego podatku niż w przypadku braku CIT estońskiego, co doprowadzi do upadku wiele przedsiębiorstw. CIT estoński ma tyle wspólnego z Estonią, co ryba po grecku z Grecją” – kontynuuje.

Karny podatek od dochodów z poprzednich lat

Po analizie nowych zapisów podatkowych wychodzi, że nie każda spółka może od stycznia przejść na „estoński CIT”. Musi mieć przychody niższe niż 100 mln zł (razem z VAT). Ale nie to jest najgorsze.

W system wchodzi się na czteroletnie okresy. Po każdym w tych okresów można z „estońskiego CIT” zrezygnować albo wypaść z urzędu, jeśli przekroczy się wspomniane 100 mln zł dochodu. Co się wtedy stanie? Spółka musi zapłacić karny podatek od dochodów ze wszystkich lat, gdy rozliczała się wg „estońskiego CIT”.

„Po ośmiu latach nie jesteśmy w stanie się już rozwijać? To dostajemy na twarz podatek za 8 lat. I to według karnej stawki, wyższej niż normalna, to znaczy, w zależności od wielkości naszej spółki – 15% lub 25%. Jak łatwo policzyć, po 8 latach powinniśmy zapłacić podatek w wysokości dwuletnich dochodów naszej spółki. Żeby było tragiczniej, pamiętajmy, że taka spółka nie musi mieć tyle wolnych środków. Przecież do tej pory starała się przekazywać dochód na inwestycje, po to, by spełnić kryteria ich wzrostu. Trzeba będzie brać kredyt lub sprzedawać majątek, żeby zapłacić ten podatek.

To jest śmiertelna pułapka. Kto raz wejdzie w ten system, kiedyś, za 4, 8, 12 albo 16 lat zostanie położony koniecznością zapłaty podatku od dochodu z wielu lat. Dodatkowo będziecie musieli się pilnować, czy przypadkiem któryś wydatek spółki nie zostanie uznany za niejawne wyjmowanie z niej pieniędzy lub za wydatek na rzecz właściciela, a nie spółki. W tych wypadkach również pojawi się konieczność zapłaty karnego podatku.

Nie wiem, czy to celowo zastawiona pułapka, mająca na celu zniszczenie polskiej przedsiębiorczości, czy efekt głupoty i problemów z rozumieniem konsekwencji takich zapisów. Stanowczo zniechęcam przedsiębiorców do wyboru tej formy opodatkowania. Nie podpisujcie tego cyrografu.

Będzie to korzystne tylko w wyjątkowych okolicznościach, przy założeniu optymistycznego rozwoju sytuacji. Za kilka lat zostaniecie zmuszeni do kombinowania, jak wydostać majątek z tej spółki, by go nie stracić w wyniku nałożeniu tego podatku. To jest gorsze niż jak rata balonowa w kredycie, bardziej przebiegłe niż to betonowe koło ratunkowe rzucone przedsiębiorcom wiosną. Nie polecam, a wręcz stanowczo większości firm to odradzam. Uciekajcie z tej pułapki zastawionej przez rząd Morawieckiego” – wyjaśnia Sławomir Mentzen.

Cały wpis poniżej.

REKLAMA