Francuski Senat, ustawa bioetyczna i czekanie na marsz „wolnych Francuzów”

Plakat stowarzyszenia Ma Manif pour Tous
Plakat stowarzyszenia Ma Manif pour Tous

Ustawa bioetyczna uchwalona przez Zgromadzenie Narodowe 1 sierpnia, wróciła do prac w Senacie. W czasach pandemii, przy bierności francuskiego społeczeństwa, forsuje się antycywilizacyjne rozwiązania.

Chodzi o in vitro „dla wszystkich”, w tym dla kobiet samotnych i dla par lesbijskich, czyli skazywanie dzieci na życie bez ojców. Także o możliwość przerywanie ciąży w całym jej okresie z powodu „niepokoju psychospołecznego”.

W Senacie większość ma opozycja centroprawicowa. Jednak ta formacja też uległa „postępowej” ewolucji i dzisiaj już tylko część senatorów staje w obronie wartości i rodziny. Lewica, prezydencka partia LREM i przeciągnięci na stronę ciemności senatorowie centrum, ustawę przegłosują.

Słaby opór polityków i protesty społeczeństwa

Zresztą debaty w Pałacu Burbonów nad ustawą odbywały się przy mocno opustoszałej sali, co pokazuje, że duża część senatorów nie chce się w nią poważnie angażować. A społeczne formy sprzeciwu, z powodu pandemii, są dość ograniczone.

Ale są. Ludovine de La Rochère z „Manify dla Wszystkich”, Aude Mirkovic ze stowarzyszenia „Prawnicy dla dzieci” i wielu innych prorodzinnych stowarzyszeń prowadzi od 12 stycznia do 9 lutego przygotują cykl konferencji na takie tematy jak „In vitro bez ojca”, o skutkach „majsterkowania przy rodzicielstwie”, „transgeniczne embriony, sztuczne gamety – czy to świetlana przyszłość dla ludzkości?”. Pomimo ograniczeń zapowiadane są także manifestacje.

Ustawa jest ostro krytykowana przez znanych prawicowych polityków i publicystów. Michel Onfray w audycji telewizyjnej mówił o „najgorszych fantazjach doktora Mengele”. Philippe de Villiers o „zbrodni”, prawnik i publicysta Gilles-William Goldnadel o „terrorze” i potrzebie „buntu”.

Jednak trudno mówić o zainteresowaniu ustawą całego społeczeństwa. Na łamach tygodnika „Valeurs” Rémi Tell uzasadnia to sytuacją pandemiczną, pomysłową taktyką siewców „postępu”, a także pewnym upadkiem kulturowym społeczeństwa.

Wskazuje na relatywizm, hedonizm, kwestionowanie podstawowych koncepcji dobra i zła oraz zasad aksjologicznych, a także libertyńskiego przekonanie o niezbędnej „neutralności aksjologicznej”. Przytacza opinię filozofa Jeana-Claude’a Michéa, w którego wizji panuje „kult tolerancji” dla wszystkiego, bo odrzucona zostaje jakakolwiek obiektywna hierarchia wartości.

Tell przypomina słowa de Gaulle’a o tym, że „nic nie zadaje bardziej śmiertelnych ciosów moralności i wartościom jak… długi pokój”. Syci i rozleniwieni wpadają w „cywilizacyjną zadyszkę” i nie reagują na odwracanie wartości. Tłumaczy tym nikły opór społeczny wobec cywilizacyjnego zamachu stanu. Liczy jednak, że „wolni Francuzi” znowu pomaszerują, aby pokazać swoje przywiązanie do podstawowych zasad humanizmu…

Pod koniec stycznia Francuzi rzeczywiście mają wyjść na ulice.

Źródło: VA