Atak hakerów na Parlera. „Nie da się w żaden sposób zapobiec temu, co się już stało”

Haker/fot. ilustracyjne. fot. Flickr: Patrick Foto, samookaleczeń
Fot. ilustracyjne./Fot. Flickr: Patrick Foto

Platforma Parler przeżywa poważny kryzys. Portal społecznościowy zdominowany przez amerykańską prawicę padł ofiarą hakerów, którzy wykradli dane pod pretekstem zachowania treści, mających stanowić dowody w sprawie szturmu na Kapitol. Część użytkowników twierdzi, że zostały wykradzione najwrażliwsze dane, czemu zaprzecza z kolei sam koordynator ataku.

Szturm na serwery Parlera może okazać się początkiem końca tej platformy. Według autorki ataków na oazę konserwatystów i prawicowców, wykradzione dane mają stanowić dowody ws. szturmu na Kapitol, do którego doszło 6. stycznia. W wyniku zamieszek śmierć poniosło pięć osób. Na portalu jego użytkownicy wrzucali nagrania i zdjęcia związane z wtargnięciem.

Doniesienia o wykradzeniu danych wywołały wśród użytkowników Parlera panikę. Sieć jest pełna histerycznych komentarzy.

„Już za późno na usuwanie danych, wszystko jest zarchiwizowane. Nie da się w żaden sposób zapobiec temu, co się już stało. Wszystko co możecie zrobić, to przygotować się na skutki” – stwierdził autor jednego z najpopularniejszych wpisów, odnoszących się do tej sprawy. Inny internauta twierdzi, że w rękach hakerów znalazły się tak wrażliwe dane jak numery kart kredytowych czy numery telefonów.

„Osoba będąca najprawdopodobniej inicjatorem i koordynatorem włamania, użytkowniczka (tak by wynikało z opisu profilu) Twittera nazywająca się @donk_enby, twierdzi jednak, że to ‚bzdury” – donosi next.gazeta.pl.

Zdaniem autorki ataku wykradzione zostały „jedynie” treści udostępnione wcześniej publicznie i nie ma wśród nich takich danych jak nr. karty czy telefonów. Duże obawy po informacjach o hakerskim włamaniu wywołał fakt, że Parler weryfikował swoich użytkowników przy pomocy zdjęcia obu stron dowodu osobistego lub prawa jazdy (w wielu stanach to w praktyce odpowiednik dowodu osobistego). Nie ma informacji o tym czy te zdjęcia również znalazły się w rękach internetowych złodziei.

Koordynatorka ataku na Parlera twierdzi, że celem było ściągnięcie z serwerów filmów, które zostały zarchiwizowane i zmultiplikowane. Wszystko dlatego, że po szturmie na Kapitol, użytkownicy Parlera mieli usuwać ze swoich kont nagrania, te jednak cały czas znajdowały się na serwerach platformy. Teraz internetowi złodzieje mają zamiar po wstępnym opracowaniu, mają zostać umieszczone między innymi na platformie „Internet Archive”.

Mowa o kilkudziesięciu terabajtach danych, co stanowi jakieś 99 proc. treści jakie użytkownicy umieścili na Parlerze.

„Do ataku na Parlera przystąpiło pospolite ruszenie hakerów, co umożliwiło wydostanie ogromnych ilości danych w ciągu około doby. @Donk_enby twierdzi, że chciała to wszystko przeprowadzić w ciszy i wolniej, jednak wobec ryzyka, że Amazon trwale usunie dane ze swoich serwerów, postanowiła działać publicznie” – czytamy.

8 KOMENTARZE

  1. Ale oni wiedzą, że skradzionych dowodów przez hakerów nie można w amerykańskich sądach wykorzystać? (zakaz dowodów z zatrutego drzewa)

  2. Trump, mając pełnię władzy, nie zrobił nic, aby zabezpieczyć konserwatystom i sobie, możliwości bezpiecznego komunikowania się w internecie.Sam korzystał z lewackich platform, a na pewnie hobbystycznym parlerze użytkownicy udostępniali wszystko i ktoś się ta włamał.Tu trzeba było zawodowców, ludzi zajmujących się bezpieczeństwem i pieniędzy, których dosyć ma Ameryka i sam Trump.

  3. Trzeba było zbudować niezależny profesjonalne serwisy społecznościowe.Zaniedbania się mszczą.A jeszcze bardziej krótkowzroczność.Ale, ponieważ Ameryka jeszcze nie stanęła z marksizmem oko w oko, to nie dziwi, że dali sobie wmówić, że smród onuc, to zapach francuskiej perfumy. Teraz czeka ich szybka i bolesna nauka.

Comments are closed.