
Przedsiębiorcy są coraz bardziej zdesperowani. Warszawski restaurator rozważa samobójstwo pod Kancelarią Premiera Mateusza Morawieckiego w związku z wprowadzonym przez rząd nielegalnym lockdownem.
Wprowadzony przez rząd PiS lockdown zbiera coraz większe żniwo. Polacy tracą pracę i biznesy, w które inwestowali oszczędności całego życia.
Ostatnio głośno było o restauratorze z Wrześni Jarosławie Gasiku. Przedsiębiorca popełnił samobójstwo, nie wytrzymał z przerastającymi go obciążeniami wynikającymi z lockdownu.
Teraz właściciel znanego warszawskiego baru w szczerej rozmowie wyznał, że rozważa podpalenie się pod Kancelarią Premiera. Chodzi o bar PiwPaw w śródmieściu.
– Za trzy dni muszę zapłacić 250 tys. złotych zaległego czynszu. Z czterech lokali został nam jeden. Nie wiem, co będzie za tydzień. Może pójdę do więzienia za długi. A może podpalę się pod Kancelarią Premiera, bo już takie myśli chodzą po głowie – powiedział pan Michał.
Długi wywołane lockdownem są tak duże, że lokal wyprzedaje nawet szklanki.
Według szacunków branży lockdown wprowadzony przez PiS może pochłonąć nawet 40 proc. punktów gastronomicznych. Odcięcie od klientów nie zwalnia bowiem z obowiązku płacenia wynagrodzeń pracownikom i regulowania zobowiązań czynszowych.
Rządowa pomoc okazała się śmiesznie niska. Zwolnienie ze składek ZUS oraz mikropożyczka w wysokości 5000 złotych to tylko kropla w morzu miesięcznych wydatków.
PiwPaw próbował ratować się na wiele sposobów. Od happeningów po przerzucenie się tylko na gotówkę.
Te drugie to efekt tego, że bar nie ma już po prostu terminala, bo przygotowuje się do zamknięcia. W weekend 15-16 stycznia, czyli piątek i sobotę PiwPaw zapraszał chętnych na „zaszczepienie się Coroną”, czyli meksykańskim piwem.
Źródło: Money.pl