Terroryści islamscy i terroryści lewicowi z Europy szkolą się na Bliskim Wschodzie po dwóch stronach barykady

Kurdowie
Demonstracja Kurdów w Paryżu Fot. Wikipedia

Temat udziału dżihadystów z Europy po stronie Państwa Islamskiego na Bliskim Wschodzie jest dość dobrze znany. M.in. do Syrii wyjeżdżały steki takich „ochotników”. Niektórzy po powrocie byli zamieszani w terrorystyczne zamachy np. we Francji.

Ten medal ma jednak i drugą stronę. Koalicjanci Zachodu w tych wojnach to Kurdowie, a duża ich część to zwolennicy skrajnie lewackich, często komunistycznych partii. Nic dziwnego, że ich walka zaczęła przyciągać także „ochotników” z Zachodu.

W dzienniku „Le Figaro”, francuski koordynator ds. wywiadu i walki z terroryzmem i były sekretarz stanu Laurent Nuñez, stwierdził, że ​w jego kraju „ultralewica zyskuje na sile” i jest to zjawisko nie mniej niepokojące jak radykałowie islamscy.

Kiedy wszyscy patrzą na zagrożenie islamistyczne, władze niepokoi także skrajna lewica. Od marca 2020 roku doszło we Francji do 170 różnych aktów sabotażu przeprowadzonych przez jej aktywistów.

Niektórzy zyskiwali „doświadczenie” właśnie na Bliskim Wschodzie, wśród Kurdów. Nunez mówił o aresztowaniu w kraju grupy lewackiej, której szef przez kilka miesięcy przebywał w Rożawie, czyli syryjskim Kurdystanie.

Dodał, że co najmniej dziesięciu działaczy ultralewicowych wyjechało z Francji walczyć po stronie kurdyjskiej. Niektórzy powrócili do kraju, już jako zaprawieni bojowcy. Wywiad natrafił na ślad, że na odległych terenach wiejskich, osoby takie prowadzą nawet szkolenia wojskowe.

Pewnie za jakiś czas, poza terroryzmem islamistycznym, usłyszymy nad Sekwaną i o odnowieniu się terroryzmu o proweniencji lewackiej.

Źródło: Le Figaro/ VA