
W Chrzanowie, pomimo koronawirusowych zakazów, otworzył się ośrodek narciarski. Natychmiast pojawiła się tam policja wraz z sanepidem. Właściciel ośrodka zaapelował do Polaków, by zgłaszali się na świadków i bronili go przed sądem. Taką chęć wyraziło już ponad 2500 osób.
Ośrodek narciarski Nartraj w Chrzanowie na Lubelszczyźnie dołączył do akcji #otwieraMY i otwarty jest ponownie od 15 stycznia. Właściciel Piotr Rzetelski jest przekonany, że prawa nie łamie.
– Po przeprowadzeniu razem z naszymi prawnikami dokładnej analizy obowiązujących zakazów, przepisów i definicji okazało się, że otwarte nie mogą być stoki narciarskie. My nie jesteśmy stokiem tylko ośrodkiem narciarskim. Działamy więc zgodnie z prawem – mówił „Dziennikowi Wschodniemu” tuż przed otwarciem.
Na stronie internetowej ośrodka Nartraju wydano specjalny komunikat: „Będą czynne trasy 3, 5, 6, 7 oraz 9 dla początkujących. Ośla łączka będzie nieczynna. Jeździć będzie można koleją oraz wyciągami”.
Kontrole policji i sanepidu
Na narciarskie trasy ruszyli więc miłośnicy białego szaleństwa, a dołączyli do nich policjanci wraz z sanepidem. Bynajmniej nie po to, aby korzystać z uroków zimy.
Mundurowi byli już kilkukrotnie na wizycie w Nartraju. Kontrole mają wykazać, czy ośrodek działa legalnie, czy przestrzegane są obostrzenia sanitarne. Policja podkreśla, że trwają czynności wyjaśniające, a właściciel na razie nie został przesłuchany ani w charakterze podejrzanego, ani świadka.
Sanepid z kolei wszczął postępowanie administracyjne ws. legalności działania ośrodka.
Apel przedsiębiorcy
Przedsiębiorca obawia się, że niebawem może usłyszeć zarzuty. Wykonał więc pewne działania „zapobiegawcze”. Jest przekonany, że działa zgodnie z prawem, ale jednocześnie przeczuwa, że może to nie wystarczyć, by obronić się przed sądem.
Na portalach społecznościowych zaapelował do wszystkich chętnych, by zgłaszali się jako świadkowie i potwierdzili, że ośrodek działa zgodnie z reżimem sanitarnym.
Rzetelski miał nadzieję, że zgłosi się przynajmniej 1000 osób. Odzew przerósł jego oczekiwania. Jest już ponad 2500 chętnych do wsparcia przedsiębiorcy, a liczba ta wciąż rośnie.
– Odzew był olbrzymi. Po jednym dniu w telefonie przestały mieścić się smsy. Do tej pory zgłosiło się 2500 osób, które zadeklarowały pomoc. Jeśli będzie jakieś postępowanie przeciwko mnie, to chciałbym, żeby te osoby były świadkami. Mieszkają w całej Polsce, niektórzy w innych krajach. Jak policja ich wezwie i przesłucha, to już nie moja sprawa – zdradza w rozmowie z „Dziennikiem Wschodnim” właściciel ośrodka narciarskiego otwartego pomimo koronawirusowych restrykcji.
Źródło: Dziennik Wschodni/NCzas