
Zarządzany przez ZUS Fundusz Ubezpieczeń Społecznych zmniejszył w ubiegłym roku wydatki o około pół miliarda złotych. To „zasługa” mniemanej pandemii i działań, które w związku z nią podejmowano.
W 2020 roku było w Polsce o niemal 68 tys. zgonów więcej niż w 2019 roku. Śmierć aż 478 711 osób to pochodna pandemii – ludzie umierali z powodu koronawirusa, ale w ogromnej liczbie z powodu nieleczonych w tym czasie chorób.
Ludzie umierali, bo nie mogli dostać się do lekarzy. Jak się okazuje na tragedii Polaków ktoś jednak „zyskał”…
Były minister finansów, a do niedawna główny ekonomista ZUS prof. Paweł Wojciechowski ujawnił, że z powodu zwiększonej śmierci emerytów zarządzany przez ZUS Fundusz Ubezpieczeń Społecznych zmniejszył w ubiegłym roku wydatki… o około pół miliarda złotych.
Co ciekawe, zwiększona śmiertelność będzie miała wpływ na prognozowane średnie dalsze trwanie życia. A to z kolei odbije się w pewnym stopniu, na wysokości emerytur.
Im prognozowane dalsze życie niższe, tym mniej miesięcy, w których ZUS spodziewa się wypłacać danej osobie świadczenie. W teorii ZUS powinien zatem podnieść świadczenia, aby szybciej rozdysponować środkami na subkoncie emerytalnym.
Niestety, według prof. Wojciechowskiego świadczenie może wzrosnąć co najwyżej o kilkanaście złotych. Mimo, że FUS ograniczył wydatki, to społeczeństwo się starzeje i coraz mniejsza grupa pracujących będzie musiała utrzymać coraz większą grupę seniorów.
Źródło: Money.pl