
Co najmniej do 14. lutego zamknięte pozostaną hotele, restauracje i kluby fitness. Taka decyzję ogłosił w czwartek polski rząd. „Decyzje na podstawie intuicji, a nie dowodów naukowych” – mówią załamani i oburzeni hotelarze.
– Jak widać w Polsce są równi i równiejsi – powiedział w rozmowie z money.pl Jan Wróblewski, współzałożyciel Zdrojowa Invest&Hotels.
Zapytał przy tym z ironią, dlaczego otwierane są galerie handlowe, skoro właśnie tam jest największa rotacja dużych skupisk ludzi.
Rząd Mateusza Morawieckiego zdecydował o przedłużeniu lockdownu, zwanego narodową kwarantanną do 14. lutego. Wiele wskazuje na to, że i za tych kilkanaście dni wiele z obostrzeń zostanie utrzymanych.
Teraz zmieniło się tyle, że otwarte zostaną galerie handlowe oraz galerie sztuki oraz muzea. Zamknięte pozostają hotele, restauracje, kluby fitness.
– Minister powiedział, że otwiera też muzea i galerie sztuki, bo widział twarde dane, że nie ma tam zakażeń. To ja dodam od siebie, po rozmowach z epidemiologami nie słyszałem o udokumentowanych medycznie ogniskach koronawirusa w hotelach czy restauracjach – mówił oburzony Wróblewski.
Zaznaczył jednocześnie, że rząd nie zamyka zakładów pracy i fabryk mimo to, że tam dużo częściej dochodzi do zakażeń niż w hotelach.
– W Polsce branżę hotelarską niszczą najostrzejsze w Europie ograniczenia. Nie ma też dowodów naukowych na to, że aktualne obostrzenia stabilizują liczbę nowych zakażeń. Podejmowanie decyzji na podstawie intuicji jest wątpliwe – stwierdził Wróblewski.
Dodał, że kuriozalnym jest fakt, iż „Warsy” normalnie funkcjonują w pociągach, a pracownicy podmiotów państwowych mogą korzystać z pobytów, w niektórych hotelach.
– Rozumiem frustracje restauratorów, hotelarzy i właścicieli stoków narciarskich, którzy przyparci do muru otwierają swoje biznesy. Nikt o nich nie dba, a decyzje wobec nich są bezduszne – powiedział hotelarz.
Zaznaczył, że wielu restauratorów czy hotelarzy może nie doczekać momentu otwarcia sowich branż, że ich biznesy są na skraju wydolności, a ludzie seryjnie tracą pracę. – Pracownicy branży hotelarskiej znaleźli się w tragicznej sytuacji. Z 200 tys. zatrudnionych już połowa straciła zatrudnienie – powiedział Jan Wróblewski, współzałożyciel Zdrojowa Invest&Hotels.