
Śląscy górale z Wisły, tak jak ich podhalańscy odpowiednicy, mówią dość. Krajanie Adama Małysza zaczęli otwierać swoje biznesy mimo restrykcji.
Wisła – znane wszystkim fanom skoków narciarskich miasto w głębi malowniczego Beskidu Śląskiego – zaprasza turystów do spędzania tam ostatnich tygodni zimy. Przedsiębiorcy otwierają się wbrew władzom i trudno im się dziwić – kończy się sezon w trakcie którego powinni zarobić na cały rok.
Wiślańskie ośrodki Skolnity Wisła Ski & Bike Park i Nowa Osada już ruszyły, a dołączyć do nich mają kolejni sfrustrowani przedsiębiorcy.
– Sytuacja w Wiśle jest dynamiczna. Trwają uzgodnienia zrzeszonych w organizacji Wiślański Skipass i pertraktacje odnośnie tego, jak postępować dalej. Z informacji, jakie udało się uzyskać na ten moment, nie pojawiły się tam kontrole policji ani sanepidu – przekazuje reporter Polsat News Michał Mitoraj.
– Dynamiczna sytuacja jest też w przypadku hoteli i restauracji. Jeszcze w weekend trudno było szukać restauracji, która przejmowała klientów wewnątrz lokalu, ale jak usłyszałem od restauratorów, którzy na dzisiaj zapowiedzieli wielkie otwarcie, znajdą się już takie lokale, gdzie posiłek będzie można spożyć na miejscu. Jak ktoś dobrze poszuka to w perle Beskidów znajdzie także miejsce hotelowe – dodaje.
Górale ze Śląska Cieszyńskiego wzięli przykład z Podhalańczyków, którzy już jakiś czas temu stworzyli akcję „góralskie veto”. Przedsiębiorcy z innych górskich miejscowości też mają już powoli dość. Budzi się Żywiecczyzna – ponoć właściciele lokali w Szczyrku i okolicznych miejscowościach poważnie boją się bankructwa.
Jeśli tak to będzie dalej wyglądać, to dzięki akcjom góralskim oraz akcji „#otwieraMY” gospodarka otworzy się sama, a rząd zostanie postawiony przed faktem dokonanym.
Źródło: Polsat News