
W poniedziałek ok. 1700 siłowni i klubów fitness otworzyło się mimo nielegalnych koronarestrykcji. Z doniesień „Rzeczpospolitej” wynika, że wczoraj sanepid przeprowadził kilkanaście kontroli, jednak nie wlepił żadnej kary.
Akcję rozpoczęła i koordynuje Polska Federacja Fitness (PFF). Z jej danych wynika, że – zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami – 1 lutego otworzyło się ok. 1700 siłowni, czyli ok. 60 proc. branży. Niektóre ruszyły już w weekend.
W poniedziałek szef PFF Tomasz Napiórkowski mówił o „gorącej linii”. Z całej Polski płynęły bowiem „komunikaty z placu boju”. Wynikało z nich, że 1 lutego inspektorzy sanepidu skontrolowali kilkanaście klubów fitness, jednak nie nałożyli na nie żadnej kary. Nie udzielili też upomnień.
Napiórkowski podkreślił, że branża ma doskonale dopracowany reżim sanitarny – m.in. limit 12 m kwadratowych powierzchni na osobę – że kontrolujący mogli być pozytywnie zaskoczeni.
W pierwszym dniu akcji nie zabrakło klientów, mimo że lwia część klubów i siłowni nie reklamowała szeroko swojego otwarcia. Nie było także żadnej listy obiektów z tej branży na stronie PFF. O otwarciu najczęściej informowano wyłącznie w mediach społecznościowych.
– Nie chcemy ułatwiać pracy organom kontrolnym – podkreślał w rozmowie z „Rzeczpospolitą” szef jednego z klubów biorących udział w akcji.
Napiórkowski ocenił, że w kolejnych dniach otwierać się będzie coraz więcej klubów i siłowni. Część z nich bowiem dopiero kompletuje obsadę trenerską po trwającym od października zamrożeniu branży.
Źródło: rp.pl