Zaczęło się. Inwestorzy próbują za bezcen wykupić podhalańskich hotelarzy. „Wyglądają co najmniej podejrzanie”

Czarny czwartek dla podhalańskich przedsiębiorców/Fot. Facebook Szczyrkowska Izba Gospodarcza
Obrazek ilustracyjny/Czarny czwartek dla podhalańskich przedsiębiorców/Fot. Facebook Szczyrkowska Izba Gospodarcza
REKLAMA

Zaczęło się. Do górali zgłaszają się pierwsi „inwestorzy”, którzy chcą odkupować za bezcen zamknięte hotele i pensjonaty. To efekt zapaści branży turystycznej wywołanej rządowym lockdownem.

Wczoraj premier Mateusz Morawiecki litościwie ogłosił, że od 12 lutego hotele będą mogły wrócić do zarabiania, przynajmniej częściowo. Jednak kilka miesięcy zamrożenia dało się we znaki branży hotelarskiej. Lockdown szczególnie uderzył w przedsiębiorców z Podhala, którym rząd zablokował możliwość zarabiania w najbardziej opłacalnym okresie – podczas Świąt Bożego Narodzenia, sylwestra i ferii zimowych.

Klientów nie było, ale koszty pozostały. Hotelarze musieli płacić m.in. za ogrzewanie swoich obiektów. Wszystko po to, by mróz nie wyrządził dodatkowych strat. Zapaść branży hotelarskiej sprawiła, że do właścicieli zaczęli zgłaszać się kupcy. Sęk w tym, że ich biznesy chcą wykupić za bezcen.

REKLAMA

– Docierają do nas takie sygnały, że zaczęli się pojawiać inwestorzy, którzy są zainteresowani odkupieniem nie działających firm. Oferują 25-30 proc. wartości nieruchomości sprzed czasów pandemii – mówił „Gazecie Krakowskiej” Karol Wagner z Tatrzańskiej Izby Gospodarczej.

Chodzi zarówno o hotele i pensjonaty, jak i pojedyncze domki, które do tej pory wynajmowano turystom. – Z sygnałów do nas płynących, zainteresowani najczęściej rozpytują, czy dana nieruchomość nie jest na sprzedaż. Ale zdarzył się też przypadek, że inwestor przyszedł dosłownie z walizkę z gotówką, by w ten sposób zachęcić do podjęcia decyzji i podpisania aktu notarialnego – dodał Wagner.

Owi inwestorzy to zarówno ludzie związani z branżą turystyczną, jak i niemający nic wspólnego z hotelarstwem. Jak ujawnił Wagner, są wśród nich „grube ryby”, ale też „ludzie, którzy dorobili się wielkich pieniędzy w ostatnim czasie”.

Z walizką pieniędzy

Do jednego z zakopiańskich pensjonatów z walizką pieniędzy miał zgłosić się krakowski deweloper. Ale niektórzy inwestorzy budzą szereg podejrzeń, zwłaszcza jeśli chodzi o źródło pochodzenia ich pieniędzy. – Dotarły do nas informacje o przypadkach np. ludzi, niespełna 30-letnich, ubranych nazwijmy to w mało biznesowym stylu, którzy przyjeżdżali samochodami za kilkaset tysięcy złotych. Wyglądali co najmniej podejrzanie – wskazał Wagner.

Niektórzy z nich dorobili się w ostatnich miesiącach. Nie mają nic wspólnego z branżą turystyczną. Jednym z oferujących zakup ośrodka hotelarskiego za miliony złotych jest producent rękawiczek gumowych. Nie zajmował się tym jednak od dawna. Swoje rękawiczki produkował w garażu, a w czasach mniemanej pandemii, kiedy zapotrzebowanie na nie drastycznie wzrosło, rozwinął działalność i sporo na niej zarobił.

Wśród inwestorów, którzy chcą wykupić podhalańskich hotelarzy znalazły się jednak także wielkie międzynarodowe fundusze. Z nieoficjalnych informacji wynika, że jednym z nich jest międzynarodowy fundusz inwestycyjny, właściciel jednej z dużych fabryk samochodów na Słowacji. Ma być zainteresowany zarówno ośrodkami hotelowymi w Polsce, jak i na Słowacji.

Źródło: Gazeta Krakowska

REKLAMA