
Policja oraz sanepid masowo przegrywają w sądach procesy o mandaty i kary administracyjne, które wystawiały na podstawie rozporządzenia ministra zdrowia. Sądy wskazują, że brak jest podstaw prawnych do karania obywateli.
Do sądów trafia wiele wniosków o ukaranie za nieprzestrzeganie koronarestrykcji. Ze strony policji sprawy najczęściej dotyczą braku maski lub przemieszczania się, kiedy to miało być zakazane w czasie wiosennego lockdownu.
Sądy wskazują, że do czasu nowelizacji ustawy, a więc do 29 listopada, nie było podstaw do karania mandatami za brak zagrywania ust i nosa. Policjanci każdorazowo powoływali się w tym przypadku na ogólny przepis art. 54 Kodeksu Wykroczeń.
Sądy przyznają rację, że do 29 listopada, rozporządzenie odwoływało się do ustawy, która dawała upoważnienie do nakładania różnych nakazów i zakazów, jednak jedynie wobec osób chorych i podejrzanych o zachorowanie, a nie wobec każdego.
Kolejne takie sprawy oddala m.in. sąd w Nysie. – Sąd nie kwestionuje obowiązku zasłaniania ust i nosa. Jednak jeśli ma to być karane, powinno być wprowadzone zgodnie z regułami obowiązującymi w demokratycznym państwie – pisze w uzasadnieniu sędzia Mariusz Ulman.
Podobnie sądy wskazują, że bezprawny był wiosenny zakaz przemieszczania się bez uzasadnionej przyczyny prawnej. Policja natomiast, przynajmniej w Nysie, godzi się z takimi decyzjami sądu i nie podejmuje dalszych kroków.
Analogicznie wygląda sytuacja w przypadku sądów administracyjnych, które masowo oddalają kary sanepidu. Przypomnijmy, iż zgodnie z rozporządzeniem, sanepid miał prawo karać za brak maski czy przemieszczanie się na podstawie notatki policji.
Sąd Administracyjny rozpatrując sprawę kobiety ukaranej za pójście w gości do swej kuzynki, wskazał, iż zakaz przemieszczania się został wprowadzony niezgodnie z obowiązującymi zakazami ujętymi w Konstytucji RP.
Źródło: nowiny24.pl