Na Jamajce strach przed brakiem marihuany

Jamajka Fot. Wikipedia

Jamajka, kraj Boba Marleya, reggae i rastas, od kilku miesięcy boryka się z bezprecedensowym spadkiem produkcji „zioła”. Na wyspie rośnie wręcz strach przed niedoborem marihuany.

Jamajce daleko do takich producentów konopi jak niedaleki Meksyk, czy Maroko. Palenia „zioła” stało się tu jednak elementem swoistej tradycji i kultury. Tymczasem lokalna produkcja mocno spadła i narkotyku zaczyna brakować.

Niedobory tłumaczy się pogodą. W ubiegłym roku sezon huraganów na Morzu Karaibskim był ciężki. Plantacje zostały zniszczone przez wiatry, a czasami zatonęły po ulewach. Później dotknęła je susza.

Druga przyczyna niedoborów to koronawirus. Przy godzinie policyjnej obowiązującej już od 18:00, plantatorzy nie byli w stanie odpowiednio pielęgnować swoich poletek, co czynią często nocami. Na wielu obszarach nie ma dróg i trzeba pokonywać bardzo długie trasy pieszo, aby czerpać wodę ze studni lub źródła i podlewać uprawy. Niektórym się uprawy po prostu odechciało. Produkcja spadła.

Na Jamajce używanie konopi indyjskich jest legalne od 2015 roku do celów medycznych, naukowych lub… religijnych. Chodzi tu o Rastafarian, którzy uważają „gandzię” za „święte zioło”. Zdepenalizowano także konsumpcję rekreacyjną. Można hodować do pięciu roślin na osobę i nosić przy sobie do 56 gramów narkotyku.

Rząd przyznaje firmom kilkadziesiąt licencji na uprawę, transport i przetwarzanie marihuany. Ale produkcja na legalny rynek jest bardzo ograniczona, restrykcyjna i w dodatku konsumenci słono za konopie płacą (konopie są sprzedawane w oficjalnych kramach). Dlatego też za braki rynkowe można obarczyć także… system. Licencje, ograniczenia i państwowe regulacje to już niemal socjalistyczna gospodarka.

Władze co prawda uspokajają, że „na wyspie nie brakuje medycznej marihuany”, ale kluczem jest tu słowo „medycznej”, czyli sprzedawanej po paskarskich cenach. U nielicencjonowanych plantatorów marihuana kosztuje od pięciu do dziesięciu razy taniej.

Brak „trawy” w kraju Boba Marleya jest anegdotyczny, ale to państwo przymierza się do zarabiania na eksporcie narkotyku. Światowe prawodawstwo idzie w kierunku depenalizacji miękkich narkotyków, a to otwiera perspektywy dla producentów. Jamajka powinna się stać „graczem globalnym” – powiedział niedawno minister rolnictwa.

Wyspa już zaczęła dostarczać Kanadzie skoncentrowany olej z konopi indyjskich. Produkt dociera też do importerów z Australii i Niemiec. I to może być kolejny powód wysokich cen „oficjalnej” marihuany i problemów z niedoborami na rynku wewnętrznym.

Źródło: France Info

2 KOMENTARZE

  1. Jamajka to wyspa wielkości małego województwa. Eksportują swe nielegalne wyroby na całe Karaiby, do USA, Kanady, do UK i podobno nawet Norwegii. Proszę nie umniejszać ich wartości jako narco state. Kiedyś eksportowali więcej.. teraz produkty dla koneserów i rasta dziadków

    • jakie „nielegalne wyroby”? z artykułu jasno wynika, uprawa jest legalna, choć pada tam słowo „narkotyk” a nie „używka”. wolnościowcy…

Comments are closed.