Przeciętny polski rolnik jest milionerem. To znaczy byłby, gdyby rząd mu na to pozwolił

Oprysk pola. Zdjęcie ilustracyjne. Źródło: pixabay
Oprysk pola. Zdjęcie ilustracyjne. Źródło: pixabay
REKLAMA

Grunty przeciętnego gospodarstwa rolnego w województwie warmińsko-mazurskim są warte ok. 1,1 mln złotych. Niestety etatystyczne polskie państwo pod rządami PiS nie pozwala chłopom dysponować ich ziemią wedle uznania.

Gdyby nie Prawo i Sprawiedliwość, to moglibyśmy dziś mówić, że w końcu los uśmiechnął się do ludzi wsi. Na przykład do mieszkańców Warmii i Mazur. Rolnicy mają tam ogromne gospodarstwa, a cena ziemi szybko rośnie. Przeciętnie w rękach chłopów są tam grunty warte ok. 1,1 mln złotych.

Najdroższa ziemia jest w Wielkopolsce – tam za hektar trzeba zapłacić prawie 60 tys. złotych. W woj. kujawsko-pomorski ponad 54 tys. złotych.

REKLAMA

Popyt na ziemię też jest duży – miastowi masowo przenoszą się na wieś i wykupują działki.

Niestety duża część rolników nie może wykorzystać sprzyjającej im sytuacji. Pisowska władza potraktowała chłopów tak, jak czyniono to w średniowieczu, gdy chłop był przypisany do ziemi, lub w czasach zaborów.

Ziemię rolnik może sprzedać przede wszystkim innemu indywidualnemu rolnikowi. Dodatkowo nabywca takiej ziemi musi mieszkać i samodzielnie gospodarować w okolicy zakupionych działek przez 5 lat.

Jest kilka wyjątków od tej reguły, ale fakty są takie, że sprzedaż ziemi rolnej jest utrudniona jak nigdy wcześniej.

Podejście władzy można by nazwać faszystowskim (silny etatyzm i opozycja do liberalizmu) lub komunistycznym (rolnik musi rezygnować z wolności dla rzekomego „dobra wspólnego”).

Tak więc większość rolników musi żyć ze świadomością, że śpią na fortunie z której dzięki władzy nie mogą skorzystać. W rzeczywistość stali się oni nie jako niewolnikami państwa – są przymuszeni do pozostawania w danym miejscu lub zawodzie i zabrania im się swobodnego dysponowania swoją własnością.

Źródło: interia.pl, NCzas

REKLAMA