Tak likwiduję się urzędniczy etatyzm. Minuta i ponad 650 osób od „przerzucania papierów” na bruku

Biuro - zdjęcie ilustracyjne.
Biuro - zdjęcie ilustracyjne. (Zdj. pixabay.com)

Rozmiary polskiej biurokracji są jak kosmos – nikt nie potrafi określić jak są wielkie, a jedyne co wiadomo, to to, że cały czas się rozrastają. Płacą za to oczywiście w podatkach sami obywatele. Polski rząd i samorządowcy powinni spojrzeć za wschodnią granicę, żeby nauczyć się jak obcinać etaty wśród urzędników.

Takiej prędkości jak rada miasta Dniepr na Ukrainie nie osiągnęła nawet broń hipersoniczna Putina, polscy artyści w pogoni za rządowymi dotacjami, ani Gołota uciekający przed Tysonem. Głosowanie podczas, którego o 25 proc. zredukowano liczbę urzędniczych etatów było ekspresowe.

Specjalna sesja trwała dziewięć minut, podczas posiedzenia zdążono dwukrotnie zagrać hymn państwowy, a w zaledwie niecałą minutę zwolnić 655 urzędników.

Po środowej sesji w Dnieprze pozostało więc już tylko 1 141 urzędników. Mer miasta Borys Fiłatow już wcześniej zapowiedział w mediach społecznościowych ostre cięcia.

„Fiłatow tłumaczył, że celem była optymalizacja struktury biura mera, co spowodowało pożegnanie się z niektórymi pracownikami z organów wykonawczych, komunalnych i części instytucji.

Wyjaśniał, że niektóre przedsiębiorstwa państwowe mają się połączyć, inne stanowiska się dublowały, istniały również nadwyżki personelu, a praca polegająca na ‚przekładaniu papierów’ będzie zastąpiona rozwiązaniami technologicznymi” – podaje WP.pl.

Polityk zaznacza, że zdaje sobie sprawę, że jego reformy są drastyczne, ale robi to dla doba miasta. Zapowiedział też, że to jeszcze nie koniec, a w kolejce po szpitalach i urzędach czekają jeszcze biblioteki i szkoły.

Cóż, chciałoby się, żeby i polscy politycy oraz samorządowcy spojrzeli trzeźwym okiem na finanse publiczne i zaczęli likwidować etaty polegające na „przerzucaniu papierów”. Nie jest chyba żadną tajemnicą, że to strategia tworzenia stołków dla swoich, więc rezygnacja z tego byłaby bardzo ciężka.

I tak, przytłoczeni reżimem podatkowy obywatele, muszą jeszcze karmić masę urzędników, bez których spokojnie można by było się obejść.

Źródła: NCzas.com, WP.pl

4 KOMENTARZE

  1. Ukrainie, pomoże tylko Carat, nie żadne Wołodie, naród jest rozpity, zdegenerowany po ZSRR, tam nie potrafią pracować, jedynie ZSRR dawało jakieś fabryki, a to mało, katastrofa w Czarnobylu, to nie tylko błąd operatora, ale również przykład degeneracji ludzi z tym związanych i pijaństwa, wiem bo jeździłem na Ukrainę i widziałem w Dniepropietrowsku kibel na dworcu, czyli śmierdzącą dziurę w ziemi z fekaliami

  2. Co do kibli w postaci dziury w ziemi to pełna zgoda. Im bardziej na wschód tym częściej się to spotyka. I to jest właśnie szansa, bo jak Ukraina długa i szeroka, wszędzie można spotkać ceramikę polskiej firmy Cersanit, która ma tam fabrykę. No i jeszcze jest trochę wyrobów firmy Koło.

  3. Dnipro jak teraz nazywają Dniepropietrowsk, nie nacjonalizmu a pijanego wódką szowinizmu z banderyzmem. To efekt rewolucji w 1917 roku, gdzie chodziło o kradzież i rzeź zamożnych chłopów ukraińskich. Ta eksterminacja to była, wstępem do kolejnych rzezi w latach 30 -tych i 40- tych. Ukrainiec Lejba Bronsztajn(Trocki) został powstrzymany przez dopiero przez Stalina…

  4. Bez sens ostatniej władzy w Dniepropietrowsku, to syf totalny na ulicach, nie zrozumiały jak ktoś nie widział tego, a widok na luksusową gigantyczną synagogę, egoizm i narcyzm oligarchów połączony z katastrofą populacji zwykłych ukraińców…to nieszczęście polityki ukraińskiej jakim jest oligarch Ihor Kołomojski, wziął pieniądze z Ukrainy i żyje w Szwajcarii…

Comments are closed.