„Polityków nie obsługujemy”. Krótki i klarowny przekaz znanej florenckiej restauracji

Restauracja
Restauracja - zdjęcie ilustracyjne. / foto: Pixabay

“Polityków nie obsługujemy; ani przy stoliku, ani nie sprzedamy im nic na wynos” – ogłosiła znana restauracja we Florencji, często dotąd przez nich uczęszczana. Właściciele zarzucają politykom, że zapomnieli o branży gastronomicznej.

Toskania znalazła się ostatnio po raz kolejny w tzw. pomarańczowej strefie wyższego ryzyka zakażeń, w której obsługa przy stolikach została zabroniona.

Możliwa jest tylko sprzedaż na wynos i dostawy do domów.

Region ten często zmienia kolor na pandemicznej mapie Włoch. Raz więc restauracje mogą działać normalnie, za chwilę nie, potem tak, a potem – tak jak teraz – znowu nie.

Jak podkreślił jeden z restauratorów Andrea Gori, każdy polityk, który przyjdzie do jego lokalu, gdy będzie już normalnie otwarty, dowie się, że wszystkie stoliki są zajęte i nie ma nic do zaoferowania na wynos.

W ten sposób, wraz z bratem Paolo, postanowił zaprotestować przeciwko temu, że branża gastronomiczna, pogrążona w głębokim kryzysie z powodu pandemii, została zapomniana przez polityków, którzy chętnie chodzili do restauracji.

Z inicjatywą wystąpiła znana trattoria, serwująca jedne z najlepszych befsztyków po florencku i inne typowe dania kuchni Toskanii.

Lokalny dziennik „La Nazione” zaznaczył, restaurację tę odwiedzają między innymi byli premierzy Matteo Renzi i Pier Luigi Bersani oraz gubernator Toskanii Eugenio Giani.

„Nie mogę się doczekać, kiedy przyjdzie jakiś polityk i zapyta, czy jest wolny stolik” – podkreślił Andrea Gori.

Następnie dodał: „Politycy często wybierali nasz lokal, by organizować tu spotkania, także zamknięte. Przyjmowaliśmy ich z otwartymi rękoma i im pomagaliśmy”.

„Teraz wydaje się, że dla całego świata politycznego jesteśmy całkowicie niepotrzebni i że można otwierać lokal i zamykać z dnia na dzień. Dlatego u nas politycy już nic nie zjedzą” – oświadczył restaurator z Florencji.

“Tak długo, jak nie będą nas słuchać, nie będziemy ich obsługiwać” – zapowiedział Paolo Gori.

Następnie wyjaśnił przyczyny protestu: „Zainwestowaliśmy pieniądze, by zapewnić całkowite bezpieczeństwo w lokalu a z powodu powtarzających się nakazów zamykania straciliśmy 80 procent obrotów”.

9 KOMENTARZE

  1. Gdyby ten pozyteczny obyczaj upowszechnil sie u nas, to pan Korwin Mikke musialby zagonic pania Dominike do garow, co mogloby zakonczyc sie rozwodem.

  2. 10 lutego br zginął tragicznie właściciel rzeszowskiego pubu śp. Dominik Grabas, który jako jeden z pierwszych otworzył swój lokal w czasie bezprawnego lockdownu. Pozostawił żonę i ośmiomiesięczną córeczkę. Trwa zbiórka na pomoc dla rodziny.

  3. Już dawno to postulowałem u nas. Rozszerzyć na policjantów i babki z sanepidu! Powinno to dotyczyć stoków narciarskich i hoteli etc..

  4. Lby im jeszcze golic. Wchodzi lysa baba, wiadomo, Sanepid, polityk, policjantka itp…Lapac w bramach i golic, mozna tez lekko przylozyc, niech sie boja.

Comments are closed.