Prawdziwy pogrom. Tysiące bankrutujących lokali. Tylko w tej branży pracę straci 250 tysięcy osób

Depresja. Zdjęcie ilustracyjne. Źródło: pixabay
Depresja. Zdjęcie ilustracyjne. Źródło: pixabay

W 2019 roku Izba Gospodarcza Gastronomii Polskiej oceniała wartość branży na 36,6 miliarda złotych. Wprowadzony w imię walki z koronawirusem lockdown pozwala wypracować maksymalnie 10 proc. wcześniejszych dochodów. To prawdziwy pogrom.

O sytuacji gastronomii szeroko rozpisuje się „Rzeczpospolita”, która przytacza i analizuje dane IGGP. Izba szacuje, że po zdjęciu ograniczeń nie otworzy się co piąty lokal. Z rynku zniknie więc ok. 15 tysięcy restauracji, barów, pubów.

Oznacza to, że pracę może stracić nawet 250 tysięcy osób. Branża gastronomiczna zatrudnia w Polsce około miliona ludzi.

Szacujemy, że w wyniku lockdownu branża straciła w 2020 r. około 30 mld zł – mówi Jacek Czauderna, prezes IGGP. Przy wcześniejszych obrotach na poziomie 36,6 mld zł to ekonomiczna katastrofa.

Sytuacji nie ratuje łaskawe zezwolenie na działalność w dostawie i na wynos. Uśredniając, to ledwie ok. 10 proc. dziennego obrotu.

Zapowiadane dumnie przez rząd tarcze antykryzysowe, finansowe niewiele dają. Przy tak długim zamknięciu branży pomoc jest jedynie kroplą w morzu potrzeb, czyli ponoszonych kosztów. O ile w ogóle dany lokal na pomoc się załapie. Nie wszystkim ona przysługuje.

Jako tako radzą sobie restauracje sushi, pizzerie i fast-foody, gdyż jeszcze przed ogłoszoną pandemią Polacy chętnie zamawiali z tych miejsc jedzenie w dowozie. Ale gastronomia to nie tylko pizza i sushi. W dowozie i na wynos działa ok. 20 proc. wszystkich lokali.

Efekty nałożonych obostrzeń są jednak bezwzględne – około 90 proc. rynku gastronomicznego utraciło płynność finansową lub jest na jej granicy – wskazuje Czauderna.

W innej sytuacji są restauracje, które nigdy w dowozie nie działały, bo nastawiały się na gości stacjonarnych. Albo te, które znajdowały się w reprezentacyjnych lokalizacjach i czerpały zyski z turystyki.

Miesięcznie straty to kilkaset tysięcy złotych. Zamówienia na katering czy dostawy do stałych klientów to zdecydowanie za mało, zwolniliśmy większość pracowników, poza obsługą kuchni – mówi właściciel kilku restauracji w Warszawie i Krakowie.

Gastronomia jest jedną z największych ofiar pandemii, pozbawioną pomocy finansowej. Nie dziwią więc zamknięcia i zwolnienia pracowników. Właściciele wyprzedają restauracje za bezcen, by uniknąć dalszego popadania w długi – mówi Marcin Ciesielski, prezes firmy Mastergrupa, właściciel sieci pizzerii Stopiątka i Stopiątka Fabryka.

Gospodarka to sieć naczyń połączonych, więc na potężnym kryzysie gastronomii cierpią inne branże. Przede wszystkim producenci, bo zamówień do lokali jest znacznie mniej. A szczególnie ci producenci, którzy wcześniej współpracowali głównie z gastronomią.

Cierpią dostawcy, bo nie dowożą towaru do lokali. W dalszej kolejności, co na pierwszy rzut oka zdawałoby się nieoczywiste, cierpią chociażby taksówkarze czy pralnie. I takich branż można by wymienić jeszcze wiele.

Źródło: rp.pl

18 KOMENTARZE

  1. Jak można w ogóle mówić (badanie opinii publicznej) o zaufaniu do polityków, którzy rujnują ludzkie życie, gospodarkę, i to w ogromnej, niespotykanej (poza wojną) skali. Ten duży odsetek osób (tłuszcza, czerń) wyrażających zaufanie, przykłada rękę do tej zbrodni.

  2. Nie łapię. Przecież mogą sprzedawać na wynos.
    Zamawiam w całej Europie bez problemów. Odbieram albo dostarczają sami.
    Ja tak kupuję. Kto chce to pracuje.
    Większość z tych gudłajów nie potrafi gotować albo pierze mamonę, więc każdy pretekst do udawania ofiary jest dobry.

    • co ty wiesz o zyciu. idziesz do knajpy na 10 godzin, poznajesz ludzi, jesz obiad i kolacje, pijesz, zyjesz. a w dzien odsypiasz. i jeszcze ludzie maja prace. witaj w moim swiecie, zniszczonym przez moravetz.

      • Szczywół,
        ja też taki tryb miałem,nie codziennie,ale przynajmniej raz w tygodniu.Z tym,że ja w pijalni piwa ,,urządowałem”,☺😀a teraz muszę w domu siedzieć,gadanie z kobitą nie wchodzi w grę,więc do wiernego Reksika gadam,ale to już nie to,😒co dawniej.
        I za utrudnienie, nie zagłosuję na partie kaczora.

  3. …..po zdjęciu ograniczeń nie otworzy się co piąty lokal, a dla zarządzających Polską, powinna się otworzyć, nie tylko co piąta cela+

    • Do Eksperta od wszystkiego. Jeśli wierzysz w sondaże – żal mi Ciebie. A jeśli owe sondaże mówią prawdę – nie żal mi ludzi, którzy sami tego widać chcieli.

      • Dzięki, ale Twój żal jest mi potrzebny jak pryszcz na doopie.
        Niestety, wyniki wyborów zwykle potwierdzają to co w sondażach… Czyli jest podstawa żeby jednak brać je pod uwagę. A że w tych mediach pis jest raczej mało popularny, to można wręcz założyć że te sondaże mogą być dla nich zaniżone.

  4. Nic nie szkodzi, i tak niebawem niewielu będzie stać na jedzenie, o restauracjach już nie wspomnę.
    Rządacy wykonują tylko polecenia banksterów, jesli nie to atak na złotego, oprocentownie zaciągniętych kredytów rosnie z zera do 30% i pan Kaczyński musi szukać sobie nowej roboty, a razem z nim cała reszta pisowskich darmozjadów.
    Bądźmy wyrozumiali dla rządżących, każdy chce mieć przecież życie piękne i lekkie jak motyl, a nikt nie chce pracować w kamieniołomach za miskę ryżu.

  5. Nie wszyscy wykonują polecenia banksterów. Np. Białoruś się postawiła, Szwecja. A w 2009 postawiła się kobitka Ewa Kopacz, może to niezbyt porównywalne, ale miała odwagę i nie ma co jej tego ujmować. Morawitz wpierw Polskę niebotycznie zadłużył, a teraz poddał pod szantaż banksterów. Dlaczego Konfederacja nie składa wniosków do Trybunału Stanu??? !! Tu też działać ma: „my nie ruszamy was, wy nie ruszacie nas”?

    • myśle,że wówczas ( za kopacz )była to tylko próba,przez 10 lat zmieniły sie rządy,( na uległe,podatne,zszantażowane,bądź opanowane ) i jest jak jest,-czyli próba generalna,czyli jak daleko możemy sterować społeczeństwami,jak zareagują na niepokoje społeczne,władze nam już uległe/podległe itp.,ale to jeszcze nie jest KONIEC,ciąg dalszy nastąpi,—bo CEL jest,ale jaki,???

Comments are closed.