Walka z fobiami idzie coraz dalej. Oskarżają telewizje o „grossofobię”

Feministka Marx Fot; screen
REKLAMA

Grossofobia to dyskryminacja osób ze względu na ich otyłość. Termin trochę w „poprawności politycznej” mało używany, bo ośmiesza wiele innych pseudofobii. W dodatku kłóci się z promocją „zdrowego żywienia”, promocją aktywności fizycznej, itp. Lepiej więc zaliczać „plus size”, odwrotnie, niż podmioty LGBT-ofobii, do… chorób. W USA takie zjawisko zauważono jeszcze w latach 60., ale kariery nie zrobiło.

Temat jednak co jakiś czas powraca. XXI wiek stałsię przecież epoką powszechnego „postępu” i walki z każdym rodzajem fobii.

Tymczasem w terminologii dotyczącej osób z nadwagą panuje zamieszanie.

REKLAMA

Jednak francuska feministka Daria Marx dała się ponieść fali i uznała brak reprezentacji odpowiedniej dawki tłuszczu w telewizji za dowód ukrytej w mediach „rażącej fobii”. Grossofobii…

Wezwała do powstrzymania tej opresji. Co prawda pani Marx chodziło jej tylko o obronę puszystych kobiet, bo jej zdaniem otyły mężczyzna ma się podobno dobrze.

Twierdziła także, że grossofobia ma pośredni związek z rasizmem.

Jednak jej propozycji nie potraktowano zbyt poważnie, a nawet ją wyśmiano. W czym jednak „ból” grubasa jest gorszy od „bólu” reprezentanta mniejszości etnicznej, lesbijki, czy transseksualisty?

Temat powróci. Nawet we Francji osoby z otyłością to już 17%, podczas gdy w roku 1980 było ich 6%.

REKLAMA