Liczba urodzeń we Francji spadła o 13%. Prawica chce brać przykład z Węgier Orbana

Flaga Francji/Fot. Pixabay
Flaga Francji/Fot. Pixabay
Jedwabne. Rekonstrukcja mordu - WYSYŁKA OD RĘKI!
Jedwabne. Rekonstrukcja mordu - WYSYŁKA OD RĘKI!

Francja do niedawna była europejskim czempionem pod względem przyrostu naturalnego. Miała rekordowe wskaźniki dzietności kobiet. Teraz coraz bardziej wskaźniki demograficzne poprawia im już tylko imigracja.

Postępy cywilizacji śmierci robią jednak swoje. Dzieci rodzi się coraz mniej, rośnie liczba aborcji. Najnowsze informacje mówią, że liczba urodzeń we Francji spadła i to aż o 13% w ciągu jednego roku.

Instytut Statysty INSEE ocenia, że ten spadek „może być związany” z epidemią Covid-19. Trochę to dziwne bo pozamykani w domach ludzie, raczej wiele innych rzeczy do roboty nie mają. Stan wojenny w Polsce przyniósł przecież boom narodzin na początku lat 80.

Liczba urodzeń zarejestrowanych we Francji w styczniu spadła o 13% w porównaniu ze styczniem roku 2020. To bezprecedensowy i największy spadek od 1975 r.

Politycy prawicy dostrzegli jednak ten kryzys wcześniej. O pilnej potrzebie reakcji Republiki w polityce demograficznej mówił niedawno m.in. deputowany centroprawicowej partii Republikanie (LR) Laurence Trastour-Isnart i podał za przykład politykę rodzinną Węgier.

Trzydziestu francuskich parlamentarzystów wystosowało nawet w tej sprawie apel. Piszą, że „dzięki decyzji generała de Gaulle’a, ustanowiono prawdziwą politykę prorodzinną, a Francja miała jeden z najlepszych wskaźników dzietności w Europie. Była oceniana jako mistrz w tej dziedzinie (…). Jednak z roku na rok wskaźnik ten słabnie. Z 2,03 dziecka na kobietę w 2010 r., spadł do zaledwie 1,84 dziecka na kobietę w roku 2020 r.”

Ich zdaniem wykreślano i zmieniano wiele elementów wsparcia rodziny, aż doprowadzono do „zagrożenia równowagi ekonomicznej wielu rodzin”. Apel mówi o „abudrystanie”, w którym „nasz kontynent starzeje się, wyludnia i naraża się na zmianę kulturową”, a rządy nie robią nic. Pada tu konkretny przykład „systemowego zagrożenia”. Deputowani wymieniają Hiszpanię i Włochy jako kraje, które „mogą utracić nawet połowę swojej populacji do końca XXI wieku”.

Bez wsparcia rodziny i przy zastępowaniu ludności migrantami nastąpi wymiana populacji. Długoterminowo przerwanie „transmisji naszej kultury”, co stanowi zagrożenie dla „naszej cywilizacji” – napisali deputowani.

„Uważamy, że temat ten należy potraktować z największą uwagą i uprzywilejować działania na rzecz poprawy współczynnika urodzeń. Niektóre narody europejskie również stoją w obliczu demograficznych problemów, ale podejmują zdecydowane środki, aby temu zaradzić, jak ma to miejsce na Węgrzech” – czytamy w apelu.

Źródło: Le Figaro/ AFP/ PCh24

9 KOMENTARZE

  1. Według mediów i celebryciarzy ciąża jest największym nieszczęściem dla kobiety i klimatu. A rodziny z dziećmi to zacofani egoiści i pasożyty. I tym trzeba by się zająć.

    • to potwiedzam, w Niemczech np. wielodzietna niemiecka rodzina jest za patologię uważana, a nie ma problemu gdy muzułmańska rodzina jest wielodzietna. Gdy o wielodzietności rodzin muzułmańskich jako patologię wspomni, to jest od razu o ksenofobię czy rasizm oskarżany

  2. Niepewność jutra, stres, hamuje przyrost naturalny. Patrz Grecja kilka lat temu.
    Część mechanizmów które to powodują działa poza naszą świadomością. Dzieje się „samo”.

  3. Super elity zamierzają zredukować populację poniżej 500 milionów. (sztuczne żarcie, wirusy, szczepionki, ekologia, rozwalenie gospodarki, 5G, demoralizacja).

    • To dziwne. I redukują w najbardziej rozwiniętych krajach? A zostawią 500 mln dzikusów którzy nie potrafią nawet śrubki przykręcić? Taka cywilizacja potrwa do pierwszej awarii.

  4. przecież to jest również w planie depopulacji oprócz trucia nas szczepionkami czy innymi chemikaliami. Do tego każda rodzina tradycyjna jest oczerniana i promuje się aborcję jako zwykły zabieg, nie jako dzieciobójstwo bo politycznie niepoprawne według lewaków

Comments are closed.