Niepożądane odczyny poszczepienne są, ale odszkodowań nie ma. Co z Funduszem Kompensacyjnym? „Wyobrażam sobie sytuację, że nie powstanie”

Zdjęcie ilustracyjne. / foto: ABEL F. ROS | Qapta.es
Zdjęcie ilustracyjne. / foto: ABEL F. ROS | Qapta.es
REKLAMA

Szczepienia przeciwko COVID-19 trwają, a pacjenci, którzy źle zareagowali na preparat nie mogą liczyć na odszkodowania. Jak szacuje portal maney.pl, już w tym momencie rząd musiałby wypłacić od 700 tys. do 7 mln złotych. Co prawda resort zdrowia przygotował projekt Funduszu Kompensacyjnego, ale jego realizacja stanęła w martwym punkcie. Politycy zapewniają, że prace ruszą na dniach.

Jak wynika z informacji money.pl, ustawa o Funduszu Kompensacyjnym trafi niebawem do wykazu prac Rady Ministrów. Wedle szumnych zapowiedzi polityków – do jakich dotarł portal – program będzie działał od 1. maja.

Zgodnie z oficjalnymi danymi niepożądane odczyny poszczepienne dotyczą 0,1 proc. pacjentów. Oznacza to, że jeden na 1000 zaszczepionych ma problemy zdrowotne wynikające z podania preparatu.

REKLAMA

Najczęściej są to łagodniejsze objawy takie jak gorączka, ból czy osłabienie. Zdarzają się też przypadki poważne i ciężkie. Do tych ostatnich należy np. wstrząs anafilaktyczny, który może zakończyć się śmiercią.

Cały czas pacjenci dotknięci skutkami ubocznymi nie mogą liczyć na odszkodowania, które miały pochodzić z wciąż nieistniejącego Funduszu Kompensacyjnego. Pieniądze dla poszkodowanych mają pochodzić z budżetu państwa w przypadku preparatów na COVID-19. Ale będzie on działał także w przypadku innych obowiązkowych szczepień, wtedy rekompensaty będą płacić dostawcy preparatów.

Rząd, żeby zachęcić sceptyczną część obywateli, która ma obawy co do szczepionek opracowywanych w trybie pilnym, zarzekał się, że bierze na siebie odpowiedzialność. Tymczasem poszkodowani do tej pory nie mogą liczyć na żadną rekompensatę.

„W połowie stycznia projekt takiego programu przedstawiło Ministerstwo Zdrowia. Założenia są proste: jeżeli ktokolwiek ucierpi po podaniu szczepionki, dostanie odszkodowanie. Krótka obserwacja (np. związana z wstrząsem anafilaktycznym) wyceniona została na 3 tys. zł. Hospitalizacja na 10 tys. zł, a leczenie trwające powyżej 14 dni – od 10 do 100 tys. zł” – podaje money.pl.

Ministerstwo Zdrowia przygotowało projekt ustawy już 18 stycznia i zaprosiło wszystkich do wysyłania uwag. Resort wyznaczył na to dosyć krótki termin, bo niespełna tydzień. Jak zweryfikowała to rzeczywistość, na nic pośpiech. Wszystko utknęło w martwym punkcie, a dokładniej na etapie prac rządowych.

Money.pl dowiedział się od osób w rządzie, że ustawa niebawem powinna zostać dokończona, a od 1 maja Fundusz ma już działać.

Gdyby Fundusz uczciwie działał od początku kampanii szczepień, to dzisiaj musiałby wypłacić od 700 tys. do 7 mln złotych. Około 70 osób miało bowiem ciężkie odczyny poszczepienne. Skąd ta rozbieżność? Wynika ona stąd, że rząd nie podaje informacji o długości pobytu w szpitalu poszkodowanych.

Mecenas Jolanta Budzowska, ekspert reprezentująca pacjentów poszkodowanych przez błędy lekarzy jest brutalnie szczera i sceptyczna w tej sprawie.

– Będę brutalnie szczera, ale wyobrażam sobie sytuację, gdy ostatecznie Fundusz Kompensacyjny w ogóle nie powstanie, a skończy się jedynie na zapowiedziach. Od lat tak wygląda rzeczywistość pacjentów, którzy walczą o swoje prawa: słyszą zapewnienia o zmianach legislacyjnych, których nigdy nie ma. Byłoby to jednak rażące złamanie podstaw zaufania pomiędzy obywatelami a państwem – powiedziała w rozmowie z money.pl.

REKLAMA