Spis powszechny jest obowiązkowy. Dlatego: zacina się, ma wady, a część osób nie może wpisać danych

Małpa robiąca "facepalm", Mateusz Morawiecki, Jarosław Kaczyński Źródło: Twitter, PAP, collage
Małpa robiąca "facepalm", Mateusz Morawiecki, Jarosław Kaczyński Źródło: Twitter, PAP, collage
REKLAMA

W czwartek o północy w całej Polsce rozpoczął się Narodowy Spis Powszechny Ludności i Mieszkań 2021. Spis jest obowiązkowy i po raz pierwszy przeprowadzany w wersji on-line. Internetowy formularz jest jednak wadliwy i uniemożliwia wielu osobom wpisanie danych.

Wielki spis, a może wielka akcja inwigilacyjna? Rząd chce dokładnie wiedzieć co mamy i jak i ile zarabiamy – przyda mu się to m.in. do ograbiania nas z majątku nowymi niskimi podatkami. Uczestnictwo w spisie oczywiście jest obowiązkowe. O formie i celach spisu już pisaliśmy:

Mów kim jesteś, co robisz i co masz. 1 kwietnia w całej Polsce rozpoczął się narodowy spis powszechny

REKLAMA

Obowiązkowy? Co z tego – i tak nie wszyscy skorzystają

Czy fakt, że spis jest obowiązkowy, sprawił, że państwo przyłożyło się do wersji on-line? Niestety nie.

O tym, ile problemów nastręcza wypełnienie internetowego formularza, informuje m.in. prawicowy publicysta – Dominik Cwikła.

– Obowiązkowy spis online to jajco jakieś. Wpisuję dane, po czym przewija mi stronę do góry, zmuszając znowu do przewijania w dół. Mnóstwo pytań więc mnóstwo utrudnień. A to dopiero pierwsza strona dotycząca zamieszkania – pisze Cwikła na Twitterze.

– Kolejna atrakcja – w spisie trzeba podać osoby współmieszkające, wraz z nrem PESEL. Jeśli nie znam nru PESEL Żony, a jej obecnie nie ma, nie mogę przejść dalej. Jak zawsze centralny planista zrobił wszystko co się da, aby utrudnić życie ludziom – dodaje.

Lecimy dalej – aplikacja po wylogowaniu nie zapisała moich odpowiedzi i trzeba było wszystko wypisywać od nowa. Moje pytanie – kto i ile wziął kasy za ten szajs?

To jednak jeszcze nic. Niektórzy polscy obywatele w ogóle nie mogą skorzystać z wersji on-line. Mowa tu np. o Kaszubach. Już pal licho, że GUS-owcy stwierdzili, że w oficjalnej liście narodowości uwzględnią Karaimów (których w Polsce jest ok. 40-stu) czy Ukraińców którzy w większości są imigrantami – natomiast Kaszubi, których liczba to ok. ćwierć miliona (tyle deklaracji narodowości kaszubskiej było dekadę temu) muszą wpisywać swoją przynależność etniczną ręcznie.

Tym razem ci przedstawiciele pomorskich autochtonów, którzy w imionach lub nazwiskach mają kaszubskie znaki diakrytyczne (ã, ò, é itd.) w ogóle nie mogą wpisać swoich danych, bo system je odrzuca.

Nie wszyscy mogą skorzystać ze Spis.Gov on-line Źródło: Twitter/@zKaszeb
Nie wszyscy mogą skorzystać ze Spis.Gov on-line
Źródło: Twitter/@zKaszeb

Rząd w Warszawie po raz kolejny pokazuje, że dobrą wolą wykazuje się jedynie wobec tych mniejszości, które agresywnie zaznaczają swoją obecność. Jeśli natomiast jakaś grupa – tak, jak właśnie Kaszubi – nie przejawia dążeń separatystycznych, czy nie utożsamia się z ruchami lewicowymi, to jest dla państwa polskiego niewidzialna.

Gdyby jeszcze ta niemożność wpisania danych zwalniała ich z obowiązku uczestnictwa w tej akcji inwigilacyjnej – można by stwierdzić, że mają szczęście. Tak niestety nie jest i zapewne czekają ich kary, jeśli się nie spiszą.

REKLAMA