
W czwartek o północy w całej Polsce rozpoczął się Narodowy Spis Powszechny Ludności i Mieszkań 2021. Spis jest obowiązkowy i po raz pierwszy przeprowadzany w wersji on-line. Internetowy formularz jest jednak wadliwy i uniemożliwia wielu osobom wpisanie danych.
Wielki spis, a może wielka akcja inwigilacyjna? Rząd chce dokładnie wiedzieć co mamy i jak i ile zarabiamy – przyda mu się to m.in. do ograbiania nas z majątku nowymi niskimi podatkami. Uczestnictwo w spisie oczywiście jest obowiązkowe. O formie i celach spisu już pisaliśmy:
Obowiązkowy? Co z tego – i tak nie wszyscy skorzystają
Czy fakt, że spis jest obowiązkowy, sprawił, że państwo przyłożyło się do wersji on-line? Niestety nie.
O tym, ile problemów nastręcza wypełnienie internetowego formularza, informuje m.in. prawicowy publicysta – Dominik Cwikła.
– Obowiązkowy spis online to jajco jakieś. Wpisuję dane, po czym przewija mi stronę do góry, zmuszając znowu do przewijania w dół. Mnóstwo pytań więc mnóstwo utrudnień. A to dopiero pierwsza strona dotycząca zamieszkania – pisze Cwikła na Twitterze.
– Kolejna atrakcja – w spisie trzeba podać osoby współmieszkające, wraz z nrem PESEL. Jeśli nie znam nru PESEL Żony, a jej obecnie nie ma, nie mogę przejść dalej. Jak zawsze centralny planista zrobił wszystko co się da, aby utrudnić życie ludziom – dodaje.
– Lecimy dalej – aplikacja po wylogowaniu nie zapisała moich odpowiedzi i trzeba było wszystko wypisywać od nowa. Moje pytanie – kto i ile wziął kasy za ten szajs?
Lecimy dalej – aplikacja po wylogowaniu nie zapisała moich odpowiedzi i trzeba było wszystko wypisywać od nowa. Moje pytanie – kto i ile wziął kasy za ten szajs?
— Dominik Cwikła (@Dominik_Cwikla) April 1, 2021
To jednak jeszcze nic. Niektórzy polscy obywatele w ogóle nie mogą skorzystać z wersji on-line. Mowa tu np. o Kaszubach. Już pal licho, że GUS-owcy stwierdzili, że w oficjalnej liście narodowości uwzględnią Karaimów (których w Polsce jest ok. 40-stu) czy Ukraińców którzy w większości są imigrantami – natomiast Kaszubi, których liczba to ok. ćwierć miliona (tyle deklaracji narodowości kaszubskiej było dekadę temu) muszą wpisywać swoją przynależność etniczną ręcznie.
Tym razem ci przedstawiciele pomorskich autochtonów, którzy w imionach lub nazwiskach mają kaszubskie znaki diakrytyczne (ã, ò, é itd.) w ogóle nie mogą wpisać swoich danych, bo system je odrzuca.
Dodatkowo – spis jest obowiązkowy, ale osoby mające kaszubskie znaki diakrytyczne w imionach i nazwiskach (vide Mateùsz Titës Meyer z Fundacji Kaszuby) nie mogą skorzystać ze strony https://t.co/av2ekeQpYq i wypełnić formularza online
Pełna profeska xD https://t.co/QDUMTMbR7K
— Szymon J. Grot #CSB (@SzymonJGrot) April 1, 2021

Źródło: Twitter/@zKaszeb
Rząd w Warszawie po raz kolejny pokazuje, że dobrą wolą wykazuje się jedynie wobec tych mniejszości, które agresywnie zaznaczają swoją obecność. Jeśli natomiast jakaś grupa – tak, jak właśnie Kaszubi – nie przejawia dążeń separatystycznych, czy nie utożsamia się z ruchami lewicowymi, to jest dla państwa polskiego niewidzialna.
Gdyby jeszcze ta niemożność wpisania danych zwalniała ich z obowiązku uczestnictwa w tej akcji inwigilacyjnej – można by stwierdzić, że mają szczęście. Tak niestety nie jest i zapewne czekają ich kary, jeśli się nie spiszą.


![Piekło zamarzło. Kowal krytykuje Zełeńskiego i stwierdza, że to on odpowiada za kryzys między Warszawą a Kijowem [VIDEO] Paweł Kowal. / Foto: screen sejm.gov.pl](https://nczas.com/wp-content/uploads/2024/02/Kowal-ok-100x70.jpg)
![AfD liderem sondaży. Mają jednak słaby punkt [SONDAŻ] AfD](https://nczas.com/wp-content/uploads/2023/07/afd-alternatywa-dla-niemiec-100x70.jpg)




