Dług Polski rośnie. Pandemia jest dla rządu dobrym pretekstem do zadłużania Polaków

Premier Mateusz Morawiecki chce by Unia ingerowała w wewnętrzne sprawy Białorusi . / foto: PAP
Premier Mateusz Morawiecki/ foto: PAP
REKLAMA

W 2020 roku dług publiczny Polski wzrósł o prawie 290 mld zł. Walka z tzw. „pandemią” jest prowadzona na kredyt i niebawem przyjdzie nam za nią słono zapłacić.

Polska zadłuża się z taką prędkością, że obecnie, mówiąc o długu, mówimy o liczbach niewyobrażalnych dla zwykłego Polaka. Obecnie dług wynosi już 1,3 biliona złotych.

Tylko w zeszłym roku dług wzrósł o 290 miliardów. Każdy Polak (włączają w to dzieci i seniorów) ma więc do zapłacenia o 7,6 tys złotych więcej niż rok wcześniej.

REKLAMA

165 mld zł, czyli około 4,3 tys. zł na jednego obywatela pochłonęła walka ze skutkami pandemii: tarcza finansowa Polskiego Funduszu Rozwoju oraz Funduszu Przeciwdziałania COVID-19.

Dla większości obywateli miliardy są liczbami abstrakcyjnymi. Aby więc zobrazować, jak dużym wzrostem zadłużenia jest 290 miliardów w 2020 r., warto napisać, że rok wcześniej dług Polski wzrósł „tylko” o 10 miliardów.

Prawie 300 miliardów to katastrofa. Najgorsze jest jednak to, że to wszystko tylko po to, by jakoś zatuszować straty, które jako państwo ponieśliśmy przez rządowe obostrzenia.

Już obecnie mówi się o kryzysie przez wzrost cen, czy wzrost bezrobocia. Prawdziwy kryzys przyjdzie jednak wtedy, gdy będziemy musieli spłacać dług zaciągnięty przez PiS. A obecnej władzy może już wtedy nie będzie – taki oto prezent PiS zostawia dla przyszłych pokoleń.

Źródło: money.pl

REKLAMA