Co się dzieje, kiedy „ubogacanie różnorodnością” dotknie bezpośrednio elit?

Bernard Tapie. Foto: wikimedia
Bernard Tapie. Foto: wikimedia

Napad na rodzinę byłego francuskiego ministra, lewicowego polityka i biznesmena Bernarda Tapiego, pokazuje, że punkt widzenia elit zmienia się dopiero w momencie, kiedy imigracja brutalnie „wzbogaci” ich samych.

Polityk Zjednoczenia Narodowego Jean Messiha nie ma dla francuskich elit litości. Na łamach tygodnika „Valeurs Actuelles” pisze w wnioskach płynących z napadu na dom i pobicia lewicowego polityka i jego żony w podparyskim Moulin-de-Breuil.

Poważnie chory Tapie w ostatnich latach zajmował się raczej procesami związanych z różnymi biznesami, które robił w czasach rządów socjalistów. Siedział nawet trochę w więziennej celi.

Były właściciel Adidasa i Olimpique Marsylia popularności jednak nie stracił. Po karierze ministra był nawet aktorem, prezenterem.

Jako polityk dał się jednak poznać jako zwolennik zjawiska imigracji, którą wspierał. Do czasu, aż sam doświadczył związanej z nią przestępczości. To dość okrutne doświadczenie, ale pouczające.

Tapie wspierał migrację, a ci mu się tak brzydko odpłacili

Jednak pokazywanie związków pomiędzy wzrostem przestępczości a imigracją ciągle jest niepoprawne politycznie. Messiha został zaatakowany za to w mediach przez Stéphana Tapie, syna Bernarda. Ten radził mu, aby się zamknął.

Polityk prawicy jednak pyta – dlaczego prowadzący sprawę napadu policjanci uważają, że napastnikami są trzej mieszkańcy Afryki Północnej? Wygląda na to, że to państwo Tapie przekazało „profil rasowy agresorów. W zgodzie z polit-prawnością powinni przecież nazwać ich „młodymi ludźmi”. Byłaby to miła i właściwa antyrasistowska postawa – kpi Messiha.

Jeszcze ciekawszy przykład naiwności ofiary padł w wywiadzie z Tapim w Sud Radio. Biznesmen opowiedział, że zwrócił uwagę napastnikom-migrantom, że „zawsze był po ich stronie”. Odpowiedzią było pogardliwe – „pie… się”. Po czym bandyci jeszcze mocniej przywalili jego żonie.

„Bycie po ich stronie” powinno stanowić immunitet w oczach Tapiego – pisze Messiha i dodaje, że Tapie nie ma znajomości historii – „najeźdźcy nigdy nie oszczędzają zbyt długo naiwnych i zdrajców, którzy otworzyli im drzwi”.

Lewica wierzy w „postęp historii”, krytykuje i potępia po kolei niewolnictwo, kolonializm, rasizm. Takie myślenie ma jednak swoje logiczne konsekwencje. Jeśli odrzuca się i traci szacunek dla swojej przeszłości i wierzy w dziejowy determinizm, to trzeba i przyjąć i „dobrodziejstwa” imigracji.

Spętani polit-porawnością

Lewica nie może jednak powtarzać za Marksem, że jeśli im się coś w „postępie” nie zgadza, to „tym gorzej dla faktów”. W końcu przekonują się o tym na własnej skórze. Rzeczywistość jest tymczasem taka, że ​według polityka RN ​imigracja arabsko-afro-muzułmańska jest znacznie nad-reprezentowana pod względem przestępczości, a nawet terroryzmu i nie wolno na zjawisko zamykać oczu. Ukrywanie rzeczywistości uniemożliwia rozwiązanie problemów.

Podaje kilka przykładów eufemizmów i zakłamywania rzeczywistości – „czy zauważyłeś, że ilekroć Cyganie biorą udział w czynach niedozwolonych, przestępstwach lub zakłóceniach porządku publicznego, media określają sprawców mianem „ludzi wędrownych”? Celem uniknięcia stygmatyzacji migrantów w takim kontekście unika się także używania określeń Arab, przybysz z Maghrebu, Afrykańczyk.

„Ubogacanie (…) doprowadzi nas do wojny domowej” – twierdzi Messiah. Nazywa lewicę „obozem antyfrancuskim”, który porzuca opór. Za 20, czy 30 lat Francuzi nie mieli innego wyjścia, jak tylko się poddać – dodaje.

Dodatkowo polityk oskarża, że od kilku lat zdecydowano się umieścić rasę w centrum debaty politycznej. Wyznaczyć jedną, białą rasę, jako rasę złą i winną wszystkim niegodziwościom i „resztę”, jako ich ofiary.

Messiah proponuje wrócić do prawdy, wyjść z pseudo-postępowej i antyfrancuskiej dyskusji. „Jesteśmy w domu i będziemy walczyć, aby pozostać tym, kim jesteśmy i tam, gdzie jesteśmy. Przybyszu zostań i żyj po francusku we Francji” – ko n czy swoje rozważania na kanwie napadu młodocianych migrantów na Bernarda Tapie.

7 KOMENTARZE

  1. Bardzo dobrze! Nic tak nie uczy życia, jak bezpośrednie zderzenie się z rzeczywistością! Decydenci i inni bogacze stworzyli zagrożenie dla rdzennych Europejczyków, jednocześnie samemu się zabezpieczając przed tym „ubogaceniem”. U nas też zdrajcy i wrogowie Polaków powinni zostać ubogaceni przez obcych a nie zwykli Polacy! Dla was ten cytat „najeźdźcy nigdy nie oszczędzają zbyt długo naiwnych i zdrajców, którzy otworzyli im drzwi”.

  2. Jean Mesiha sporo może, bo …..jest z pochodzenia Arabem z Egiptu. Zapewne też – ale właśnie ze wspomnianego powodu – nie jest filoizraelski, co go zapewne wyróznia wśród „europejskich prawicowców”. Wszystko pięknie, tylko że …. jego wypowiedzi, to nie słowa rdzennego Francuza.
    Takowy pewnie by się za bardzo nie ośmielił tam mówić, a jakby się „prawicowo” ośmielił – bo wszak w sumie nic takiego Mesiha nie powiedział – to w drugim zdaniu dodałby o miłości do Izrela…

  3. Problem chyba też w tym, że do takiej sytuacji doprowadzili chyba w olbrzymim stopniu przedstawiciele etny ży-skiej. Pisze o tym jakoś tam K. MacDonald w „Kuturze krytyki”. To oni byli wśród najbardziej znaczących prekursorów i wśród najbardziej prominentnych orędowników multikulti etc. To nie arabscy dziennikarze, ani nawet nie francuscy, mieli od dziesięcioleci taką siłę medialną, by „przekonać” do akceptacji masoiwej imigracji.

    • I tak to raczej wygląda, pomimo, iż „francuscy lewicowcy”, w dużym stopniu uważają się za „propalestyńskich” i wręcz „antyizrelskich”. Obiektywnie „lewicowcy” wykonują to, do czego zostali wytresowani przez tamtych….

  4. Polityk lewicowy powinien mieć zero na koncie i powinien mieszkać w slamsach u kogoś. Powinien też ciężko pracować fizycznie u jakiegoś bauera.

Comments are closed.