W odmętach lewackiego szaleństwa. Niebinarna mrówka z Ekwadoru atakuje „duchem różnorodności”

Mrówka strumigenys amazonica. Pokrewny gatunek z Ekwadoru dostał
Mrówka strumigenys amazonica. Pokrewny gatunek z Ekwadoru dostał "niebinarną" nazwę na cześć nie wiadomo jakich płciowców. Zdjęcie: antiwiki

Nowo odkryty gatunek mrówki z Ekwadoru otrzymał naukową nazwę kończącą się na „oni”, co ma być uhonorowaniem osób niebinarnych, czyli bezpłciowych, wielopłciowych, albo nie wiadomo jakich. Jest to pierwszy gatunek zwierzęcia, które wprost pada ofiarą szaleństwa lgbt. Nie wiadomo co na to obrońcy zwierząt.

Żaden przedstawiciel ludzkości (może poza jakimiś entomologami) nigdy nie zastanawiał się jakiej płci może być mrówka, która go ugryzła. Aż do teraz.

Miniaturowa mrówka z dużymi szczękoczułkami, którą w 2018 r. odkryto w wiecznie zielonych lasach tropikalnych Ekwadoru otrzymała łacińską nazwę Strumigenys ayersthey, co oznacza, że bez jej zgody nadano jej „końcówkę niebinarną”. Tak, jak by ekwadorska mrówka nie miała nie tylko swej płci, ale nawet gendera, czyli tożsamości płciowej.

Arbitralnie stwierdzono, że teraz miliardy tych ekwadorskich mrówków, czy tam mrówek mają gender niebinarny, czyli są ni takie ni siakie, ni owakie, nie wiadomo jakie.

Zanim szaleństwo ideologii LGBT dotarło do zoologii, entomologii, etc. przy nadawaniu nazw nowym gatunkom kierowano się jakimiś zasadami. Pierwsza część nazwy – w tym przypadku Strumigenys – określa rodzaj, do którego należy dany gatunek, natomiast druga część – ayersthey – identyfikuje gatunek w obrębie rodzaju.

Nowe gatunki często otrzymują nazwy na cześć ludzi, szczególnie takich jak eksperci w danej dziedzinie i praktyka przewiduje rozróżnianie płci patronów – gatunki, które otrzymują nazwę po kobietach mają końcówki -ae, po mężczyznach -i.

A biedna mrówek ekwadorski dostała nazwę po homoseksualiście Jeremy’m Ayersie z nie wiadomo jaką płcią. Tzn. Ayers za życia był mężczyzną, ale teraz nie wiadomo, bo od 5 lat nie żyje, więc może i został niebinarno nieboszczyko.

W uzasadnieniu podano, że uhonorowano Ayersa za działalność na rzecz „praw człowieka, w tym społeczności marginalizowanych i osób nie-binarnych”.

W przeciwieństwie do tradycyjnych praktyk nazewniczych, które identyfikują jednostki jako jedną z dwóch odrębnych płci, wybraliśmy niezlatynizowaną kontaminację honorującą artystę Jeremy’ego Ayersa i reprezentującą ludzi, którzy nie identyfikują się z konwencjonalnym binarnym przypisaniem płci -powiedział dr Douglas Booher z Uniwersytetu Yale

PAP starając się wyjaśnić o co chodzi w tej niebinarności podaje:

„Ludzie określają siebie jako osoby niebinarne ze względu na to, jak się czują w odniesieniu do swojej tożsamości płciowej – co oznacza, że technicznie rzecz biorąc, sam gatunek nie może identyfikować się jako niebinarny.”

O co chodzi w tym bełkocie to nie wiadomo, ale to wcale nie musi być wina dziennikarza PAP. Sami też nie podejmujemy się wytłumaczenia o co chodzi z jakimiś tam siedemdziesięcioma czterema płciami. Według nas Polska Agencja Prasowa za twierdzenie, że jakiś gatunek nie może się identyfikować jako niebinarny może zostać oskarżona o dyskryminację tego gatunku i mowę nienawiści.

Dr Booher powiedział, że w nowo nazwanym gatunku mrówki nie ma żadnych cech, które wskazywałyby na nie-binarność, ale tak samo „ucieleśnia ducha różnorodności”.

Ponieważ było to tak fajne znalezisko, chciałem uczcić tę mrówkę nazwą, która celebruje całą różnorodność biologiczną, w tym różnorodność jednostek, także płciową – wyjaśnił naukowiec.

Prawdziwy problem pojawi się jak ktoś kiedyś zechce nazwać jakiś nowy gatunek na cześć jakiegoś płynnopłciowca. To taki ktoś, kto we wtorek może być Edytą, w środę Bogdanem, w czwartek Reksiem, a w piątek kosmitą.

Na razie nie ustalono, czy wtedy też ciągle będzie zmieniać się nazwy jakiegoś odkrytego mrówka, czy karaluchy.

1 KOMENTARZ

  1. Niby dlaczego końcówka kończy się elementem wziętym z języka angielskiego, a nie z łaciny? W dodatku elementem nie mającym pokrycia w jakichkolwiek zasługach uczonego (np.kiełb Kesslera), tylko zaimkiem. I dlaczego angielskim, a nie polskim, czyli Strumigenys ayersoni?
    Widać, że wielki marsz przez instytucje postępuje i nawet taki Yale przed tym się nie ochronił.

Comments are closed.