Wojna w Izraelu to efekt celowej prowokacji politycznej Netanjahu? „To oczywiste. Netanjahu poświęcił kilkaset osób, by obronić stanowisko i uniknąć zimnej celi”

Benjamin Netanjahu. Foto: PAP/EPA
Benjamin Netanjahu. Foto: PAP/EPA

Polityczny przeciwnik Benjamina Netanjahu i lider partii Jesz Atid (Jest Przyszłość) Ja’ir Lapid stwierdził w rozmowie z haaretz.com, że krwawy konflikt z Palestyńczykami trwający od kilku dni, jest przemyślaną akcją ze strony premiera Izraela. Z tą tezą zgodził się redaktor naczelny „Najwyższego Czasu!” Tomasz Sommer.

Sytuacja polityczna w Izraelu jest bardzo złożona, ale zdaniem Lapida, to właśnie ta kwestia zaważyła o wybuchu wojny izraelsko-palestyńskiej.

„Ogień wybucha zawsze dokładnie wtedy, gdy jest to najwygodniejsze dla Netanjahu” – stwierdził największy polityczny oponent urządującego premiera, Ja’ir Lapid. Dlaczego?

Otóż obecny premier Izraela dostał 7. kwietnia od prezydenta kraju Reuvena Riwlina zadanie utworzenia nowego rządu. Na sformowanie nowego gabinetu miał 28 dni.

Dlaczego akurat oskarżany o korupcję Netanjahu dostał tę szansę? Żadna z partii w ostatnich wyborach nie zdobyła większości w Knesecie, ani nie była w stanie utworzyć koalicji.

Kandydatów na nowego premiera było trzech – Netanjahu (szef Likudu), Lapid (Jesz Atid) oraz Naftali Bennett (lider Jemina).

Jednak to Netanjahu razem ze sowimi Jahadut Ha-Tora i Szas w sumie zgromadzili 52 w 120-mandatowym Knesecie. Partia Lapida 45, a Jemina 7. Prezydent Riwlin nie miał więc wyboru i próbę utworzenia nowego rządu w pierwszej kolejności dał premierowi Netanjahu.

– W sytuacji, gdy żaden z kandydatów nie ma poparcia 61 deputowanych i nie ma też innych możliwości, to jest jasne, że Benjamin Netanjahu ma choć trochę większe od innych szanse powodzenia. Ale nie jest to dla mnie łatwa decyzja – powiedział wtedy Riwlin.

Netanjahu nie wykorzystał jednak swojej szansy, nie udało mu się zgromadzić odpowiedniej liczby posłów do koalicji rządzącej. W związku z tym piątego maja drugi w kolejności Lapid otrzymał misję utworzenia gabinetu.

W tej całej sytuacji należy pamiętać, że Netanjahu walczy o polityczne być albo nie być, gdyż jest oskarżony o korupcję (zarówno o przyjmowanie niestosownych prezentów, jak i kupowanie sobie poparcia mediów) oraz nadużywanie władzy i prokuratura chce go wsadzić za kratki.

Dlatego też Lapid jest zdania, że Netanjahu posunął się do prowokacji i celowo rozpętał konflikt z Palestyną. Przypomnijmy, że wszystko zaczęło się od zamieszek na wzgórzu świątynnym w Jerozolimie, gdzie policja izraelska bardzo prowokacyjnie zachowywała się w stosunku do modlących się tam muzułmanów.

Szef Jesz Atid poruszał też sprawę prawnika Itamara Ben-Gvira. Oskarżył go o odgrywanie kluczowej roli w eskalacji napięć, które doprowadziły do ​​zamieszek w całym kraju i ostatecznie wybuchu wojny. Ben-Gvira tłumaczył się, że napięcia zaczęły się zanim jeszcze otworzył biuro w zapalnej dzielnicy Sheikh Jarrah we Wschodniej Jerozolimie.

Lapid stwierdził, że gdyby rząd został pomyślnie utworzony, nikt nie musiałby zadawać sobie pytania: „dlaczego ogień wybucha zawsze dokładnie wtedy, gdy jest to najwygodniejsze dla premiera?”.

Po wybuchu konfliktu potencjalni koalicjanci Lapida zmienili front, i stwierdzili, że to nie czas na zmianę rządu. Lapid prawdopodobnie rządu nie utworzy, a Netanjahu nadal trwać będzie na stanowisku.

Z poglądem Lapida zgadza się naczelny „Najwyższego Czasu!” Tomasz Sommer.

„Jair Lapid widzi to co jest zupełnie oczywiste – premier Netanyahu poświęcił kilkaset osób, by obronić stanowisko premiera i uniknąć zimnej celi” – napisał na Twitterze.

Krwawa niedziela w Strefie Gazy

Ministerstwo zdrowia Strefy Gazy podało, że w wyniku izraelskich nalotów w niedzielę zginęło 40 Palestyńczyków, w tym ośmioro dzieci. To najkrwawszy bilans od początku eskalacji palestyńsko-izraelskiego konfliktu. Według Czerwonego Krzyża intensywność walk jest bezprecedensowa.

Wcześniejsze doniesienia mówiły o 33 zabitych Palestyńczykach. Na skutek bombardowań runęły trzy budynki mieszkalne.

Dotychczasowy bilans trwającej od poniedziałku wymiany ognia to – według strony palestyńskiej – 188 zabitych w Strefie Gazy, w tym 55 dzieci, oraz 1230 rannych.

Z kolei według Izraela rakiety wystrzelone przez Hamas zabiły 10 osób i raniły 288.

Jak podaje AFP, w ciągu ostatniej doby Izraelskie Siły Obronne (IDF) przeprowadziły naloty na 90 celów związanych z Hamasem.

Tymczasem jak poinformowało izraelskie wojsko, niedzielny ostrzał rakietowy ze strony palestyńskiej jest najintensywniejszy od czasu wojny z Libanem w 2006 roku. W ciągu ostatnich sześciu dni Hamas wystrzelił ok. 3 tys. rakiet w stronę terytorium Izraela, choć większość z nich została przechwycona przez Żelazną Kopułę – izraelski system obrony powietrznej. Podczas wojny w 2006 r. z południowego Libanu wystrzelonych zostało 4,5 tys. rakiet w ciągu 19 dni.

Według Roberta Mardiniego, dyrektora generalnego Międzynarodowego Komitetu Czerwonego Krzyża, intensywność obecnej fazy konfliktu jest „czymś, czego nigdy nie widzieliśmy, z nieprzerwanymi nalotami w gęsto zaludnionej Gazie i rakietami docierającymi do dużych miast Izraela”. Czerwony Krzyż wezwał w niedzielę do zawieszenia broni. Eskalacja konfliktu będzie tematem niedzielnych obrad Rady Bezpieczeństwa ONZ.

W niedzielę działania Izraela potępiła Organizacja Współpracy Islamskiej, która określiła je jako „brutalną agresję” i zarzuciła Izraelowi łamanie prawa międzynarodowego.

Źródła: NCzas.com, euractiv.pl, PAP, haaretz.com, Twitter