Satyryk „antysemita” prosi o azyl polityczny w… Turcji. Antyreligijny „żartowniś” z publicznego radia niczego obawiać się nie musi

Graffiti z antysemitą Dieudonnem w Brukseli Fot. Wikipedia
Jedwabne. Rekonstrukcja mordu - WYSYŁKA OD RĘKI!
Jedwabne. Rekonstrukcja mordu - WYSYŁKA OD RĘKI!

Historia dwóch żartownisiów pokazuje co wolno, a czego nie wolno we Francji! Satyryk i aktor Dieudonné od kilku lat jest na wojnie z francuskimi władzami. Jego występy znacznie wykraczały poza kanon politycznej poprawności. Miał wielokrotne procesy sądowe, odwoływano jego koncerty, nakładano grzywny. Wreszcie 15 kwietnia komik wystąpił do prezydenta Erdogana o azyl polityczny. Niezłe posunięcie i będzie miał swoje „5 minut”, bo relacje turecko-francuskie są ostatnio fatalne, a wzajemna niechęć obydwu prezydentów dość duża.

Na drugim biegunie jest niejaki Frederic Fromet. Kiedy sąd w Brazylii zakazał emisji serialu Netflixa „Pierwsze kuszenie Chrystusa”, Fromet na melodię piosenki religijnej „Jezus powraca”, wyśpiewywał na antenie publicznego radia France Inter: „Jezus, Jezus, Jezus jest ped…”. Przy aplauzie i chichotach gości w studiu dodawał kolejne bluźniercze zwrotki, jak np.: „Jezus, Jezus, Jezus jest ped…, aktywistą LGBT”. Obrażanie chrześcijan jakoś władzy państwowej nie przeszkadzało. Dwaj niezbyt wysokich lotów „komedianci”, dwie mary.

Związany na stałe z francuskim radiem publicznym France Inter satyryk i piosenkarz Frédéric Fromet „popisał się” w styczniu 2021 roku na antenie jednak wyjątkową obrzydliwością. Testowanie cierpliwości chrześcijan przesunięto o kolejną granicę. Nie była to pierwsza prowokacja Frédérica Frometa. Kilka dni po pożarze Notre-Dame de Paris śpiewał inną, ironiczną piosenkę o „spalonej katedrze”. Po licznych głosach oburzenia wtedy piosenka zniknęła.

Fromet wpisuje się w lewackie nastawienie rozgłośni France Inter i proponowanej tu „rozrywki”. Na antenie tej stacji Charline Vanhoenacker twierdziła, że istnieje „prawo do bluźnierstwa” i powoływała się na tradycje „Charlie Hebdo”. Tym razem setki osób zareagowało. Złożyli skargę do rady mediów i sądów. Sprawa doszła do Rady Stanu.

Wracajmy jednak do pierwszego z „komediantów”. Dieudonné M’Bala M’Bala urodził się pod Paryżem w rodzinie pochodzącej z Kamerunu. Wspierał lewicę, ale podpał antysemityzmem. Poszło o tzw. „nowy antysemityzm”, zwany „antysyjonizmem”. Francuski prezydent, m.in. za przyczyną Dieudonne’a, wciągnął nawet ten ostatni „występek” do szerszego pojęcia antysemityzmu.

Był później skazywany przez sądy francuskie, belgijskie i kanadyjskie „prowokowanie dyskryminacji, nienawiści do LGBT, przemocy rasowej i religijnej”, także za zniesławienie i zniewagi. O ile jednak nikomu nie przeszkadzało znieważanie przez tego „komika” kilka lat wcześniej np. papieża Jana Pawła II, to podpał dopiero porównywaniem np. handlu czarnymi niewolnikami do Holocaustu. Późiej oskarżano go już nawet o negacjonizm, skazywano, a on sam radykalizował się, aż do wystawienia w wyborach „listy antysyjonistycznej”.

Historia ewolucji Dieudonne’a jest długa, ale od lat toczyła się już przeciw niemu prawdziwa wojna, głównie przed sądami. Był skazywany wielokrotnie za antysemityzm, rasizm (!) i homofobiczne treści swoich wystąpień. Ostatni wyrok zapadł 12 maja 2021 roku. W tych ostatnich procesach skazano go m.in. za kpiny z byłego międzyresortowego delegata ds. walki z rasizmem, antysemityzmem i nienawiścią wobec LGBT (DILCRAH). Drugi wyrok dotyczył filmów z maja 2020 r. i w tym procesie został dodatkowo skazany, już po apelacji, na 9 000 euro za „współudział w antysemickiej zniewadze”. Chodziło o jego piosenkę kpiącą z Shoah. Dieudonné został zablokowany na kilku platformach społecznościowych.

Dodajmy, że w 2014 roku francuska Rada Stanu zaakceptowała decyzję rządu o zakazie jego występowania i zawieszeniu wobec aktora prawa do wolności słowa. Teraz kończy jako azylant w Turcji. Jego prawnik potwierdza, że ​​planuje pojechać tam z rodziną. Tureckie media mają niezły materiał do ataku na wolność słowa we Francji, która od miesięcy zarzuca to samo Ankarze.

Warto jednak zwrócić w tym wszystkim uwagę na podwójne miary francuskiego wymiaru sprawiedliwości. Dieudonne kpiący z religii chrześcijańskiej był jeszcze cenionym „humorystą”. Kiedy zaczął kpić z innej religii, syjonistów i ideologii LGBT został wyklęty i zniszczony…

Historia bluźniercy Frometa potoczyła się już inaczej, bo wskakującej na pochyłe drzewo kozie nic przecież nie grozi. Za wyśpiewywane w publicznym radiu bluźnierstwa włos z głowy mu nie spadł. Ta sama Rada Stanu uznała, że może nie było to zbyt ładne, ale bluźnierstwo usprawiedliwia wzniosły cel, czyli… „walka z homofobią”. Dlatego najwyższy organ sądowniczy nie ukarał rozgłośni France Inter, a nawet pochwalił, że stacja tych, którzy „poczuli się obrażeni” nawet przeprosiła, a przecież nie musiała nawet tego robić.

„Piosenką” Frometa poczuli się zdegustowani nawet niektórzy aktywiści ruchu LGBT. Jednak wulgarne, prymitywne i obsceniczne wyzywanie Pana Jezusa okazuje się we Francji akceptowalne, bo liczą się przecież „dobre intencje” komedianta, który „walczy z homofobią”. Tak zadecydowała Rada Stanu, uzasadniając, że chociaż przy użycie terminów „często obscenicznych i prymitywnych”, samo „nadanie piosenki, która miała na celu krytykę postaw dyskryminacyjnych wobec osoby homoseksualne (…) miało wyraźnie satyryczny charakter”. Dlatego „nie może być postrzegane jako przekraczanie granic wolności wypowiedzi”. Dotycz to zarówno „komedianta”, jak i publicznego Radia France, które program emitowało.

W tym skandalicznym wyroku Rady znalazł się nawet passus, że publiczna spółka France Inter ma nawet „prawny obowiązek przyczyniania się do spójności społecznej i walki z dyskryminacją”. Podobne stanowisko przyjęła wcześniej CSA (państwowa Rada Audiowizualna). Apelacja stowarzyszenia chrześcijan została odrzucona. Fromet azylu szukać nie musi…