Szkocja szybko do UE nie wejdzie

Premier Szkocji Nicola Sturgeon. Dostawca: PAP/EPA.
Premier Szkocji Nicola Sturgeon. Dostawca: PAP/EPA.

Szkockie wybory nie przybliżą nowego referendum niepodległościowego w tym kraju. Jednak szefowa szkockiego rządu Nicola Sturgeon uważa, że nowe referendum niepodległościowe w Szkocji nie jest kwestią „czy”, lecz „kiedy”?

Jednak zapowiadany przez nią termin plebiscytu – do końca 2023 r. jest niepewny.

Kierowana przez nią Szkocka Partia Narodowa (SNP) w zeszłotygodniowych wyborach odniosła czwarte kolejne zwycięstwo, ale zabrakło jej jednego mandatu do uzyskania bezwzględnej większości.

Sturgeon uważa, że wyniki wyborów są jasnym mandatem społecznym do przeprowadzenia nowego referendum, bo partie popierające niepodległość mają wyraźną większość w 129-osobowym parlamencie Szkocji.

Łączna liczba deputowanych SNP (64) i Szkockich Zielonych (8) faktycznie jest wyższa niż kiedykolwiek wcześniej, co jednak nie oznacza, że odsetek zwolenników niepodległości jest równie wysoki.

PAP przytacza opinię Johna Curtice’a z Uniwersytetu Strathclyde, ekspert ds. wyborów. Wskazuje, że SNP i Szkoccy Zieloni otrzymały 49 proc. głosów oddanych w okręgach, zaś w głosowaniu na listy partyjne w regionach obie te partie oraz mniejsze ugrupowania opowiadające się za niepodległością dostały niecałe 51 proc. głosów.

Podsumowuje, że Szkocja jest faktycznie podzielona na pół w kwestii niepodległości. Podobnie mówią sondaże. Przez większość ubiegłego roku przewagę mieli zwolennicy secesji, ale na początku 2021 roku opinie się wyrównały, a ostatnio nawet lekką przewagę mają jej przeciwnicy. Wynik referendum byłby trudny do przewidzenia.

Wyjście z UE Brytyjczykom nie zaszkodziło, a wręcz przeciwnie i fakt ten dostrzega się też wśród Szkotów.

SNP chciało szybkiego referendum, ale teraz, bez dużego prawdopodobieństwa wygranej, wydłużają już jego możliwy termin o 2 lata. Jeśli zwolennicy niepodległości przegraliby ponownie, na pewno zamknęłoby to temat na kilka dekad.

Zgodnie z ustawą o Szkocji z 1998 r., na mocy której przywrócono szkocki parlament i która precyzuje, co znajduje się w kompetencji władz szkockich, a co brytyjskich, wszelkie kwestie ustrojowe Zjednoczonego Królestwa są wyłączną domeną brytyjskiego parlamentu. To na podstawie tej ustawy rząd Davida Camerona wyraził zgodę na przeprowadzenie referendum w Szkocji w 2014 r.

Obecny brytyjski premier Boris Johnson takiej zgody odmawia. Rząd szkocki zapowiada, że jeśli Johnson nadal będzie odmawiał Szkotom demokratycznego prawa do decydowania o własnej przyszłości, spróbuje uzyskać to na drodze sądowej. Zdaniem ekspertów ma to niewielkie szanse powodzenia.

Tymczasem brytyjski rząd gra na czas i planuje duże inwestycje finansowe w Szkocji. Miałyby one zastąpić fundusze z UE, którymi do tej pory dysponował szkocki rząd. To może przekonać Szkotów do korzyści z pozostania w Zjednoczonym Królestwie.

Źródło: PAP