Tajemnica zielonego oszustwa. Będzie Cię drogo kosztować

Wiatrak, zielona energia.
Wiatrak. (Fot. Sander Weeteling/Unsplash)
Prenumerata NCZ! z prezentem

To jest efekt tzw. zrównoważonego rozwoju. Polega na tym, że do podstawowych potrzeb – śmieci, energii, wody, powietrza, bez czego się nie obędziesz – pakują wszystkie koszty i one puchną przez różne wymogi – mówi w rozmowie z Tomaszem Sommerem Andrzej Szczęśniak, ekspert ds. energii.

Tomasz Sommer: Jeśli chodzi o energetykę, to żyjemy w jakimś totalnym kłamstwie. Tworzona jest nowomowa typu opłaty mocowe, a chodzi o dopłaty dla określonej grupy, która jest promowana z powodu jakichś tam interesów. Ale chciałem porozmawiać o tym, co określiłeś mianem dealu stulecia. Była wielka, kolorowa bitwa, apele premiera do rozsądku i sumień. W związku z tym powiązał się z postkomunistami, żeby sumienia i rozsądki wznieść na wyższy poziom. Sprzedawane jest to na zewnątrz tak, że program odbudowy ma przynieść 770 miliardów, a te pieniądze wskoczą ludziom do kieszeni.

Andrzej Szczęśniak: Ja mam tu przed oknem plakat, gdzie jest napisane: „770 miliardów dla szczęścia polskich rodzin”.

Tymczasem okazuje się, że to nie chodzi o żadne szczęście polskich rodzin. Chodzi o szczęście jakichś tam rodzin, tylko dokładnie nie wiemy konkretnie których. Chociaż można się domyślać.

Na pewno nie polskich.

Okazuje się – i to nie jest żadna tajemnica – że pieniądze nie pójdą do małżonek, małżonków i dzieci, tylko np. na budowę morskich farm wiatrowych, wymianę źródeł ciepła i poprawę efektywności energetycznej w budynkach.

Czyli na podwyższenie rachunków za ciepło.

Do tego na mieszkalnictwo, ale aż boję się domyślać, co to ma znaczyć. Ewidentnie to spowoduje rozwój mieszkalnictwa i mieszkania będą droższe.

Tak, bo będą większe wymogi. Pewne wymogi, które wprowadza się po cichutku, związane są ze zwiększeniem efektywności energetycznej. Powodują, że koszty mieszkań puchną. Trzeba na przykład założyć takie, a nie inne szyby. Oczywiście znacznie droższe.

Oprócz tego zainwestujemy w technologie wodorowe, wytwarzanie, magazynowanie i transport wodoru. I zwiększymy potencjał zrównoważonej gospodarki wodnej na obszarach wiejskich. Czyli rolnicy więcej zapłacą za wodociągi?

Zobaczymy, co to znaczy. Może oznaczać wprowadzenie gospodarki wodnej, która ogranicza dostęp do wody, bo jest cenna i trzeba szanować.

Bo grozi nam susza.

Tak. Ciągle grozi nam susza. Na wiejskich sprawach mało się znam, ale podejrzewam, że to nie oznacza nic dobrego dla rolników.

Ty się na tym nie znasz, ale ktoś się ewidentnie zna, bo na to ma pójść 300 milionów.

To drobiazg. Zobacz, ile idzie na te wiatraki.


POLECAMY W BIBLIOTECE WOLNOŚCI


Ale wiesz, kto będzie budował te wiatraki? Orlen.

Orlen będzie tylko w joint venture. Tutaj są znacznie więksi, poważniejsi gracze. To duża sprawa.

Jeszcze jest pięć takich największych pozycji. Oczywiście inwestycje w źródła ciepła.

To znaczy dopłaty do pomp ciepła. Dopłacanie do bardzo kosztownego i bardzo zawodnego źródła ciepła, ponieważ pompy ciepła, wbrew nazwie, ciepła nie dają wtedy, kiedy jest potrzebne. Przy temperaturze minus pięć stopni już nie działają. Wtedy trzeba je zasilać po prostu z sieci. To taka zabawka, bardzo kosztowna. Do pomp po dwadzieścia kilka tysięcy dopłaca państwo. Coś takiego fajnego. Przy domu można zakopać. Ale skutki ekologiczne nie są do końca zbadane. Niektórzy mówią, że gleba dookoła schnie, bo pompa pracuje na zbieraniu wilgoci z okolicy. Problem polega na tym, że przychodzi mróz minus piętnaście stopni i zimno, bo nie działa. Jest pewien zakres, kiedy pomaga, a później trzeba włączyć albo kominek, dzisiaj zakazany, nie wiem czy wszędzie, albo włączyć ogrzewanie gazowe lub elektryczne. To jest właśnie charakterystyczne dla tych wszystkich źródeł. Już nie mówię o wiatrakach. Kiedy nie wieje, nie ma prądu. Takie skomplikowane rzeczy są kosztowne. Pasożytują na systemie. Jak nie ma systemu, przychodzi mróz i jesteś goły i wesoły. Zimno. Nie ma grzania.

Przepraszam, sprawdziłem i prostuję. Na wieś idzie 670 milionów.

Te liczby się mieszają. Będą to zmieniać. Trzeba popatrzeć na proporcje. Najwięcej na wiatraki morskie. To jest największy deal do zrobienia. Kupa pieniędzy, która tam pójdzie. Efekt jest taki, że z morza dostajesz najdroższy wiatr. Coś tam manipulują przy tej cenie. Nie jestem do tego dobrze przygotowany, ale widzę, że nie zastosowali dosyć klarownego modelu brytyjskiego czy niemieckiego. Klarowny jest o tyle, że wiadomo, ile się dopłaca do tych wiatraków. Tam jest to jasne. W Polsce coś tam ktoś próbuje ukryć, ale zobaczymy, jak im to wyjdzie. Na końcu się wszystko okaże i będziemy wiedzieli. To jest bardzo droga energia, najdroższa ze źródeł powszechnie stosowanych. Nie wieje – nie ma prądu. Żeby utrzymać systemy, które dzisiaj mamy, żebyśmy mogli funkcjonować normalnie, a nie zależnie od tego, kiedy jest wiatr albo nie, musimy otrzymywać tzw. back up. Formę zabezpieczenia w postaci elektrowni gazowej lub energetyki węglowej. Ani solarne, ani wiatrowe elektrownie nie są sterowne. Ich się nie da wtedy, kiedy potrzeba, włączyć lub wyłączyć. To odróżnia tę energetykę od prawdziwej energetyki. Prawdziwą można włączyć, zwiększyć potencjał, kiedy potrzeba, np. rano czy wieczorem. Można obniżyć czy zwiększyć produkcję. W wietrze ani w słońcu tego nie ma. Przechodzą chmurki i w systemie wszystko faluje. Chciałbym pokazać ten deal stulecia w makroskali.

Proszę bardzo.

Wszyscy wiedzą, że to jest w około połowie pożyczka, nie dar. Pożyczają nam kasę na to, co chcą, żebyśmy zrobili. To nie na nasze potrzeby. Wiatraki są nam do niczego niepotrzebne. Mamy dobrą energetykę. Jedną z najlepszych w Europie w sensie i taniości i spolegliwości w sensie sterowalności. Część pieniędzy dają, część pożyczają. Mówią, co mamy robić. Pierwsza w tym dealu jest energetyka morska. Ale istnieje też druga strona. Dla nas jeszcze mniej korzystna. Dotyczy zawalenia górnictwa. Zaorania energetyki takiej, jaką mamy, czyli opartej na węglu, i zbudowanie energetyki, jakiej oni chcą. Wiatraki, solary, obszar morski. Mamy jednak zniszczyć węgiel kamienny, węgiel brunatny i energetykę na tym węglu. To taki deal. Tracimy dwa potężne segmenty gospodarki, dużo dobrych miejsc pracy, własne, efektywne zasoby. Dostajemy coś, na co dają pożyczkę. Robimy to, czego Europa chce. Struktura tego dealu jest koszmarna. Bez zaorania energetyki nie dostalibyśmy tych pieniędzy. To był warunek. Oczywiście jest jeszcze mnóstwo innych, ale ten jest bardzo bolesny. Polska ma prawie dziewięćdziesiąt procent zasobów węgla kamiennego Europy. Jesteśmy Kuwejtem węglowym Europy. Mówią nam, żeby to zasypać, bo szkodzi klimatowi. Zaraz po tym ma się zasypać energetykę. To bardzo kosztowny element, bo mamy zniszczyć dwie swoje gałęzie przemysłu i zbudować to, co Europa każe. Ale to nie my będziemy budować. Państwo dopłaca, bo energetyka nie ma pieniędzy. Została wydrenowana podatkami. Z drugiej strony pojawiają się inwestorzy zagraniczni, którzy do tego sektora wejdą. Tam się lokują np. fundusze emerytalne. Potem lobbują, żeby ceny energii były wyższe. Ale zyski z wyższych rachunków, które już niedługo dostaniemy za wiatr i słońce, będą szły do tych funduszy. Ostatnio widziałem, że duński fundusz emerytalny zainwestował w Polsce. Zagraniczny kapitał, emeryci np. duńscy będą sobie żyli z tych rachunków, które my zapłacimy. Po pierwsze – tracimy własne sektory gospodarki. Po drugie – mówimy: chodźcie i zarabiajcie na nas. Na dodatek w tym dealu jest to, czego nie ma w energetyce klasycznej. Wiatraki morskie mają zabezpieczone, zagwarantowane na dwadzieścia pięć lat to, że państwo od nich kupi prąd. Ćwierć wieku zobowiązania do kupowania bardzo drogiego produktu przez polskie państwo, czyli tak naprawdę przez nas.

Kiedy właściwie się do tego zobowiązaliśmy? Właściwie nie my osobiście, tylko premier w naszym imieniu?

Myśmy się zobowiązali do tego w momencie, kiedy przyjęliśmy tzw. ustawę offshore. Mając stare znajomości, zajrzałem sobie do tych głosowań. Pisałem do niektórych posłów, że to naprawdę niebezpieczne. Rodzi skutki na pokolenia. Patrzę na wyniki głosowania. Wszyscy za. Patrzę na Konfederację, jeden przeciw. Rejtan. Patrzę, kto Rejtan. Wiadomo: Janusz. Dzwonię do Janusza i pytam, jak Konfederacja mogła za tym głosować. A on odpowiada: Andrzej, przecież my się znamy, ja wszystko wiem, a poza tym jestem cybernetykiem i wiem, jak te systemy chodzą – i głosowałem przeciw. Dalej mówi: słuchaj, do tych chłopaków przychodzą lobbyści, dają im jakieś broszurki, jakieś kartki papieru, piszą im jakieś takie rzeczy i oni tak głosują. Pytam go, czy wie, co to za system. Powiedział, że wie i dlatego głosował przeciw. Rzeczywiście jednogłośność w tym głosowaniu mnie, jak to się mówi, poraziła.

A kiedy to było? Szczerze powiedziawszy, nie zauważyłem tego.

Ta ustawa przeszła dobrych kilka miesięcy temu. To musiało być na koniec ubiegłego roku. Cała polska klasa polityczna łącznie z systemową opozycją, czyli Konfederacją, po prostu jest całkowicie kupiona i sprzedana za tę zieloną energetykę. Tutaj jest pełen konsensus ponad podziałami. Zauważam, że w ważnych sprawach zwykle jest konsensus. Można zobaczyć, jakie są te ważne sprawy.

To nie jest tak, być może, jak myślisz. To wynika z tego, że po prostu ci ludzie tego nie wiedzą.

Janusz też tak powiedział, że oni nie wiedzą. A wiesz, co mówił towarzysz Stalin o takich ludziach? Albo idiota, albo zdrajca. I to pierwsze jest dla niego lepsze. Muszę powiedzieć, że moje wnioski co do naszej klasy politycznej dawno były niepochlebne. Najgorzej jest, kiedy się na czymś znasz. Nagle widać, że wszyscy na kolanach. Popatrz na strukturę. Obiecujesz komuś na dwadzieścia pięć lat, że będziesz od niego kupował coś, czego dzisiaj nie ma, jest bardzo drogie i stanowi produkt odpadowy. Co to za energia, że kiedy wieje, możemy pogadać, a kiedy nie wieje, nie pogadamy przez internet. Degeneracja klasy politycznej zeszła bardzo głęboko.

Jeszcze tego całego dokumentu nie czytałem.

Ten dokument to wynik walki rozmaitych lobby. Tu samorządowcy, tam firmy. Tu walczy rząd. Te 770 miliardów zostanie przydzielone różnym grupom polityczno-biznesowo-samorządowym. Będą wydawali te pieniądze, a cudze wydaje się najlepiej. Te pieniądze wzbogacą nasze elity i dlatego tak się nimi cieszą.


PRZEDSPRZEDAŻ: JEDWABNE. HISTORIA PRAWDZIWA SPRAWDŹ SZCZEGÓŁY


Nie do końca tak jest. Paru gminom wydawało się, że chwyciły Pana Boga za nogi. Zbudowały sobie różne instalacje, farmy solarne i myślały, że to będzie działać. Okazało się, że nie działa. Jeżeli jedno ogniwo wysiądzie zaczynają się problemy. Trzeba ustawić dyżury ludzi zorientowanych w temacie, którzy szukają, co się akurat przerwało. Dochodzą jeszcze inne rzeczy: pyły, zaśnieżenie, deszcz, temperatura. Wójt wziął kredyty, a teraz okazało się, że gmina połowę budżetu dopłaca do utrzymania tej swojej elektrowni.

Tutaj państwo polskie samo wpędza w problemy. Po 5 tysięcy złotych dopłacało 200 tysiącom właścicieli domów jednorodzinnych. Gdyby nie dopłacali, to właściciele domów myśleliby, co będzie, kiedy zaczną się kłopoty. Jeśli lubię świeże bułki, nie muszę od razu mieć piekarni. A oni oferują piekarnię. Wszystkie problemy z tą piekarnią spadają później na głowę. A to są sprawy fachowe, instalacje delikatne.

Nie masz takiego wrażenia, że ten cały program 770 miliardów złotych spowoduje, że te wszystkie szkodliwe dobrodziejstwa wprowadzą nam szybciej, co poskutkuje tym, że do 2030 roku energia podrożeje nawet pięciokrotnie? To się wydaje śmieszne, ale zwróć uwagę na cenę śmieci. Cena podskoczyła kilkukrotnie w ciągu czterech lat.

To jest efekt tzw. zrównoważonego rozwoju. Polega na tym, że do podstawowych potrzeb – śmieci, energii, wody, powietrza, bez czego się nie obędziesz – pakują wszystkie koszty i one puchną przez różne wymogi. Koszty idą w górę. Tak jest w energii. Zwykłych ludzi obciąża się kosztami tych ekstrawagancji. Za tzw. opłaty, ciepło, schronienie płacisz znacznie więcej. Na tym ta część efektów finansowo-kosztowych polega. Finansuje się ekstrazabawki, z natury droższe, i obciąża się kosztami zwykłych użytkowników.

rozmawiał Tomasz Sommer