Sąd odebrał jej dziewięcioro dzieci. Wspiera ją cała gmina. „Zabrakło współpracy i przepływu informacji”

Smutne dziecko z misiem Źródło: Pixabay
Smutne dziecko z misiem Źródło: Pixabay
REKLAMA

Najmłodsze ma 15 miesięcy, najstarsze 17 lat. Dziewięcioro dzieci odebrano matce i umieszczono w domu dziecka. 37-letnią kobietę w walce o rodzinę wspiera cała gmina.

Te najmłodsze nie wiedzą, co się stało, myślą, że są na wakacjach. Starsze bardzo wszystko przeżywają. Tak jak ja – mówi portalowi gk24.pl pani Ewa.

Rodzinny dramat trwa od 29 kwietnia. To właśnie wtedy do mieszkania w Gaworzycach zapukali pracownicy Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie z Polkowic. I zabrali dziewięcioro dzieci.

REKLAMA

Pani Ewa wychowuje je samotnie. Niedawno wykupiła od gminy mieszkanie w budynku dawnej szkoły. 150 metrów, 6 pokoi, duża kuchnia. Każde z dzieci ma własne łóżko. Wójt poszedł na rękę, rozłożył spłatę na korzystne raty.

Sąsiedzi pytali, kurator milczała

37-letna mama przekonuje, że nie zna powodu odebrania dzieci. Kurator sądowa była w domu cztery razy i podjęła decyzję. W dniu zabierania dzieci o przyczynę pytali sąsiedzi, pani Ewa nie miała siły. Kurator nie zamierzała się tłumaczyć.

Pani kurator była w styczniu i w lutym. Krzyczała wtedy, że dzieci się nie uczą, że się nie łączą przez internet ze szkołą, że jest brudno. Była u nas akurat w porze obiadu, to i w kuchni, przy tylu dzieciach nie da się utrzymać porządku. Trzeci raz była pod koniec lutego, ale tylko przez chwilę, a ostatni raz 23 kwietnia. Kazała mi wyjść przed dom, bo z powodu pandemii nie chciała wchodzić do środka. Powiedziała mi tylko, że dzieci już lepiej się łączą ze szkołą i zaczynają poprawiać oceny. Jak się potem okazało, kilka dni wcześniej wysłała już do sądu wniosek o odebranie mi dzieci, bo są zagrożone demoralizacją – opowiada po kilku tygodniach zdruzgotana matka.

Mieszkańcy zapewniają, że rodzina nie jest patologiczna. Pośród czterech ścian ma alkoholu, przemocy, dzieci nie chodzą głodne ani brudne. Pani Ewa utrzymuje rodzinę z programu 500+, zasiłków i alimentów.

Wszyscy chcą pomóc

Wieść o odebraniu dzieci pani Ewie błyskawicznie obiegła całą okolicę. Wszyscy są wstrząśnięci. Odwiedzają zrozpaczoną matkę, pytają jak mogą pomóc.

Mieszkanie, choć duże, wymaga remontu. Załatwiają materiały, wykonują prace konserwatorskie, naprawiają, odświeżają. Tak było przed odebraniem dzieci, tak jest i teraz. Dodatkowo interweniują u wójta, starosty.

Wójt gminy Gaworzyce, w rozmowie z gk24.pl, przekonuje, że decyzja o odebraniu dzieci zapadła przedwcześnie. Sam jest nią bardzo zaskoczony.

Uważam, że zabrakło współpracy i przepływu informacji. A szkoda – mówi.

Próbuje zorganizować spotkanie, w którym uczestniczyć mają kurator, dyrektor szkoły, pracownicy socjalni z Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej.

Mam nadzieję, że pani Ewie uda się szybko odzyskać dzieci – żywi nadzieję.

Walka o dzieci przed sądem

Decyzję o odebraniu dzieci, na wniosek kuratora, podjął Sąd Rejonowy w Głogowie. Sędzia Andrzej Molisak tłumaczy, że rodzina była objęta nadzorem kuratorskim od września ub.r. Zdaniem kuratora, nie było widać żadnej poprawy w funkcjonowaniu rodziny i stąd wniosek, do którego przychylił się sąd.

Pani Ewa będzie odwoływać od decyzji. Walkę o dzieci stoczy przed sądem. Do czasu rozstrzygnięcia pozostaną w domu dziecka.

Źródło: gk24.pl

REKLAMA