Dobijanie OUN-UPA. Wyprowadzali w pole i wydawali ich swoi

Brygady OUN-UPA.
Brygady OUN-UPA. Fot. (Wikimedia Commons/CC BY 3.0)
Prenumerata Najwyższego Czasu!
Dobijanie OUN-UPA na Zachodniej Ukrainie trwało przez wiele lat. Jednym z ostatnich działaczy do końca oddanych tej zbrodniczej organizacji był Wasyl Hałasa, który wraz z żoną utworzył specyficzny tandem. Usiłował on animować OUN-UPA na obficie zlanym polską krwią Wołyniu. Opierał się na zbrodniarzach, którzy zasłynęli jako kaci ludności polskiej: „Smoku” i „Dubowym”. Sowieci dopadali ich jednak jednego za drugim, wyciągając jak szczury z dziury. W końcu dopadli także samego Hałasę i jego żonę. Wydali ich Sowietom towarzysze z OUN, którzy już wcześniej uznali, że teraz trzeba szukać nowych mocodawców.  

Jednym z ostatnich działaczy OUN-UPA, którzy wpadli w sidła KGB, był Wasyl Hałasa. Po zakończeniu walki z państwem polskim na terenie Zakerzonia przedostał się na Ukrainę, by kontynuować działalność w szeregach OUN-UPA. Towarzyszyła mu żona „Mariczka”, która w opinii kagiebistów z równą siłą kochała OUN i jej ideę, jak swojego męża. Była piękna, a zarazem okrutna. Bez mrugnięcia okiem potrafiła zabić człowieka, jeżeli tylko wymagała tego sytuacja.

Aresztowana w Krakowie w kotle na greckokatolickiej plebanii wraz z dzieckiem, które jeszcze karmiła, nie wahała się go zostawić w ręku funkcjonariuszy UB, wyskoczyć oknem z pierwszego piętra i uciec. Bardziej kochała OUN i jej idee niż własnego syna. Został usynowiony – jak twierdzi Georgij Zacharowicz Sannikow – i wychowany w polskiej rodzinie, której został oddany. Jak wspomina Sannikow, trafił do: „ludzi tej nacji, której ona nienawidziła jeszcze bardziej niż nas, ruskich”. Funkcjonariusze UB „pozwolili” jej uciec, bo nie mieściło im się w głowach, by matka mogła porzucić własne dziecko. Oszukała pilnującego jej ubowca, że musi przejść do drugiego pokoju, żeby przygotować się do karmienia dziecka.

Tymczasem ona otworzyła okno, wyskoczyła na dach, z niego zeskoczyła na podwórko, wybiegła na Planty i tyle ją widziano. Dotarła do kryjówki męża w rejonie Przemyśla, aby dalej wspomagać zbrodniczą działalność, którą w swoich wspomnieniach przedstawia jako walkę narodowowyzwoleńczą. On też pewnie, jak jego żona, bardziej nienawidził Lachów niż Kacapów. Przez dwa lata kierował walką OUN-UPA na Ziemi Przemyskiej, w Bieszczadach i na Łemkowszczyźnie. Szef OUN na Zakerzoniu, Jarosław Staruch, podzielił się z nim bowiem swoimi obowiązkami. Po rozgromieniu OUN w 1947 roku Hałasa wraz z żoną przedostał się na Ukrainę. Tu był prowidnykiem OUN na północno-zachodnich ziemiach Ukrainy od 1948 do 1953 roku. Na Wołyniu, czyli w dwóch obwodach – wołyńskim i rówieńskim – ukraińskie podziemie było rozbite, a wielkie oddziały zlikwidowane bądź rozpuszczone.

Unurzani w polskiej krwi

Sam Hałasa po przybyciu na Wołyń w lipcu 1948 roku też zauważył, że tu warunki dla podziemia są o wiele cięższe. W swoich wspomnieniach napisał to oczywiście o wiele oględniej. Dyplomatycznie odnotował, że „Tutejszy styl życia i pracy różnił się od warunków, jakie były na innych terenach. Członkowie podziemia mieszkali i pracowali tylko w kryjówkach i wychodzili z nich tylko w nocy. Każde wyjście na »łączność« i do zaludnionych punktów można było robić tylko w sposób bardzo przemyślany. Konspiratorów profesjonalnych tu nie spotkałem, z wyjątkiem prowidnyka »Łemisza« (Wasyla Kuka – dop. M.A.K.). Z kadry dowódczej przetrwało na Wołyniu zaledwie siedmiu dowódców. Szereg rejonów w ogóle nie było obsadzonych.

W najlepszym stanie podziemie przetrwało w południowych rejonach Rówieńszczyzny i Ziemi Łuckiej. Najbliższymi współpracownikami Hałasy byli Mykoła Kozak „Smok” i Iwan Łytwynczuk „Dubowyj”. Byli to ukraińscy zbrodniarze, mający ręce po łokcie unurzane w polskiej krwi. „Dubowyj” był jednym z tych, którzy rozpoczęli rzeź wołyńską. To on dowodził mordem ludności polskiej w Janowej Dolinie, w trakcie którego w azjatycki sposób wymordowano około sześciuset Polaków, z których większość spłonęła żywcem w podpalonych domach.

Hałasa w swoich wspomnieniach wystawia im znakomite laurki, nazywając ich ukraińskimi patriotami. Oskarża w nich Polaków o rozpoczęcie rzezi wołyńskiej. Odwracając kota ogonem, pisze on, że to Polacy rozpoczęli mordy ludności ukraińskiej, a Ukraińcy po prostu musieli się bronić. Jego wspomnienia są częścią ukraińskiej propagandy umacniającej „kłamstwo wołyńskie”.

Obławy sprawiały, że nielicznych ukraińskich weteranów rzezi Polaków ubywało. 19 stycznia 1951 roku specgrupa Ministerstwa Bezpieczeństwa Państwowego ZSRR (MGB) rozpoczęła szturm kryjówki „Dubowego” w Złotywskich chutorach, do której przyprowadził ich prowidnyk Łuckiego Rejonu OUN A. Smetana „Anton”, zaopatrujący lokatora kryjówki w żywność. Podniesiono klapę jego schronu i wrzucono gazowy granat. „Dubowyj” zdążył jeszcze popełnić samobójstwo. Z kryjówki wydobyto dużą ilość propagandowej literatury, a także bardzo cennych dokumentów, w tym pocztę od Wasyla Kuka.


NOWOŚCI W BIBLIOTECE WOLNOŚCI


Wyprowadzili ich w pole

Halasa także był poszukiwany przez MGB. Utworzyło ono specgrupę „Zakat”, na czele której stanął agent „K-62”, wywodzący się z OUN i będący jeszcze do niedawna naczelnikiem grupy kurierskiej Centralnego Prowidu OUN. Hałasa tak ufał „K-62”, że mianował go porucznikiem UPA, odznaczył „Krzyżem Zasługi” i dwoma medalami: „Za walkę w szczególnie trudnych warunkach” i „Za Zasługi”. „K-62” utworzył Krzemieniecki Prowid Rejonowy „Zakat”. To jego członkowie ujęli z zaskoczenia Hałasę i jego żonę „Mariczkę”.

Gospodarz chaty, w której przebywał Hałasa z żoną, dosypał im do jedzenia preparatu „Neptun-47”, który działał silnie usypiająco. Gdy małżonkowie się obudzili, byli już rozrojeni i związani. Wkrótce też przybyła grupa operacyjna MGB, która przewiozła Hałasę do Kijowa, gdzie został osadzony w wewnętrznym więzieniu MGB. Tu natychmiast zaczęto go przesłuchiwać. Hałasa okazał się bardzo rozmowny. Szybko opowiedział o swych kontaktach z Wasylem Kukiem, który wówczas był jeszcze na wolności. Zdradził szczegóły informacji, z jakimi ten podzielił się z nim podczas spotkania w sierpniu 1952 roku. Poinformował przesłuchujących go oficerów MGB, że w Równem ich punktem spotkań jest prawosławny Sobór, mający w ich poczcie kryptonim „Praczka”, a także skrzyżowanie szosy Dubno-Krzemieniec z torami kolejowymi w pobliżu wsi Szepatin w rejonie krzemienieckim.

Hałasa ujawnił też hasło, jakiego mieli używać z Kukiem. On miał zakukać trzy razy: ku, ku, ku i złamać trzymaną w rękach gałązkę. Kuk zaś miał uderzyć trzy razy kamień o kamień i zaszczekać. Przy bezpośrednim spotkaniu jeden z nich miał podać hasło „Rzym”, a drugi odpowiedzieć „Ryga”. Przesłuchując Hałasę, emgiebiści zadbali też o jego zdrowie, a także jego współmałżonki. Lekarz stwierdził, że ta ostatnia choruje na gruźlicę i wymaga leczenia i lepszego odżywiania. Sam Wasyl Hałasa cierpiał na dystrofię odżywiania i zapalenie mięśnia sercowego. Jego także poddano specjalistycznemu leczeniu. Jednocześnie poddano ich ideologicznej obróbce. Wożono ich do teatrów, kin. Pokazywano im wiodące zakłady pracy. Rozmawiali z nimi zarówno ukraińscy, jak i rosyjscy czekiści.

Zaczął pomagać Sowietom

W sierpniu 1953 roku Hałasa – jak podaje Ignatow – napisał dokument zatytułowany „Mój stosunek do ostatnich przemian w ZSRR i związanych z nimi zagadnień podziemia”. Pisał w nim, co następuje: „Dalsza walka podziemia jest pozbawiona sensu i moralnych podstaw. Socjalizm i komunizm to jedyne do przyjęcie modele społecznego rozwoju. Sowieci rząd walczy o poprawę życia ludzi, w czym utwierdziły mnie postanowienia sesji Rady Najwyższej ZSRR. Dla zbudowania społeczeństwa sprawiedliwości społecznej jestem gotowy odciąć się od nacjonalistycznych poglądów na korzyść funkcjonowania jednego związkowego państwa. Do walki popchnęło nas dążenie do zbudowania państwowego kapitalizmu i odrodzenie nowego Imperium Rosyjskiego z przewagą rosyjskiego narodu. Jednak realna destalinizacja życia sowieckiego społeczeństwa zmusiła mnie do przemyślenia swojego punktu widzenia. Uważam, że zagładę ludzi trzeba zakończyć, jestem gotowy udać się do »Łemisza«, żeby przekonać do wydania rozkazu w imieniu Prowidu OUN i UHWR o złożeniu broni”.

W swoich wspomnieniach Hałasa nie pisze o tym liście ani też, że równocześnie miał przedstawić czekistom kilka wariantów ujęcia żywym Wasyla Kuka. Ignatow twierdzi też, że Hałasa wskazał czekistom około 50 miejsc ukrycia dokumentów, a także bunkrów-kryjówek, wykorzystywanych przez ukraińskie podziemie.


PRZEDSPRZEDAŻ: JEDWABNE. HISTORIA PRAWDZIWA SPRAWDŹ SZCZEGÓŁY


W stosunku do Hałasy, czy raczej do Hałasów, czyli Wasyla i „Mariczki”, MGB, a później KGB, który kontynuował jego działalność, miał określone plany. Jego funkcjonariusze chcieli ich przewertować, skłaniając do wiary w komunizm, i wykorzystać do pracy w wywiadzie. Po przewertowaniu mieli być przerzuceni na Zachód i działać nie w środowiskach ukraińskich, ale starać się oferować usługi zachodnim wywiadom. Tu zaznaczyć trzeba, że zatrzymanie Hałasów utrzymywane było w najściślejszej tajemnicy. Na Zachód mieli się przedostać pod legendą ostatnich szukających schronienia bojowników podziemia. Oczywiście by być pewnym ich lojalności, KGB miał zatrzymać w swoisty „zastaw” ich drugiego syna Petra, który był wychowywany jako potomek Anastazji Martynowskiej ze wsi Oleksino, znajdującej się w rejonie kozowskim w obwodzie tarnopolskim. Ostatecznie Sowieci zdecydowali się wysłać na Zachód tylko „Mariczkę”, która zgodziła się na współpracę.

Miała ona wyjechać na Zachód, dać się zwerbować przez amerykański wywiad i wrócić na Ukrainę dla zorganizowania siatki wywiadowczej. Przez nią sowieckie służby miały rozpocząć grę dezinformacyjną. Sowieccy oficerowie zakładali, że „Mariczka” nie porzuci męża i drugiego syna. Sowieci, by dodatkowo pobudzić uczucia macierzyńskie, przed przerzutem na Zachód, które odbywało się przez terytorium Polski, dla „Mariczki” i Hałasy zorganizowali tajne spotkanie z ich synem Zenonem, wychowywanym przez oficera UB. Nie wiadomo, jak się ono odbywało. Urodzony w 1946 roku Zenon był już sporym chłopczykiem. Prawdopodobnie szedł ulicą prowadzony przez przybranych rodziców, a Hałasowie w asyście siedzieli w samochodzie. „Mariczka” miała w trakcie spotkania zachowywać kamienną twarz. Hałasa zaś szlochał i nie mógł się opanować. Miano im obiecać, że jeżeli „Mariczka” dobrze wykona zadanie, ich syn Zenon zostanie im zwrócony. „Mariczka” jednak zadania nie wykonała i w Konsulacie USA w Berlinie Zachodnim opowiedziała o szczegółach swojej misji – i przeszła na stronę Amerykanów. W swoich wspomnieniach „Mariczka” twierdzi, że swój krok uzgodniła wcześniej z mężem, ale jest to wątpliwe. Istniało bowiem ryzyko, że Hałasa zapłaci za jej zdradę głową, podobnie jak jej rodzice. W trakcie przesłuchania Hałasa zaprzeczał, by umówił się z żoną na takie działanie. Deklarował, że nie może uwierzyć, iż żona mogła wydać na niego wyrok śmierci. W trakcie przesłuchania mówił: „Ona wiedziała, jaki spotka nas koniec, jeżeli ona zdradzi”.

Wstawiennictwo generała

Po jej wyjeździe Hałasa uczył się w szkole dla pracującej młodzieży. Przykładał się do nauki, mieszkając pod nadzorem w Kijowie w willi KGB. Chciał najzwyczajniej nadrobić zaległości. Jako jedyny ze 160 uczniów mógł dostać złoty medal! Dostać go nie zdążył, bo 5 marca 1956 roku został ponownie aresztowany i rozpoczęto przeciwko niemu postępowanie karne związane z działalnością w OUN i UPA. Hałasa spodziewał się najgorszego, ale wstawił się za nim przewodniczący ukraińskiego KGB, generał W. Nikitczenko. Dzięki jego wstawiennictwu dostał do odsiadki dziesięć lat. Faktycznie odbywał ją od czerwca 1958 do grudnia 1959 roku. 22 grudnia 1959 roku wrócił pod skrzydła wywiadu zagranicznego KGB. W areszcie śledczym jego przedstawiciele prowadzili z nim rozmowy. W ich efekcie w kwietniu 1960 roku został wypuszczony na wolność. Kara została mu darowana. Otrzymał też mieszkanie na Niwkach w Kijowie, gdzie mieszkali funkcjonariusze KGB.

„Mariczka” znalazła się w Stanach. Wyszła po raz drugi za mąż. Urodziła dwoje dzieci: Bogdana i Larysę. Zmarła w 2013 roku. Napisała wcześniej swoje wspomnienia. Niektórzy badacze twierdzą, że jej życie kryje wiele tajemnic i tak naprawdę nie wiadomo, dla kogo pracowała. Tak bywa z życiorysami ludzi, którzy znaleźli się w trybach wywiadów.

Marek A. Koprowski


Najwyższy Czas, tygodnik, okładka.