
Maleje liczba dziennych zapisów na szczepienia przeciwko COVID-19. Z około 200 tys. spadła do 130 tysięcy dziennie. Michał Dworczyk przywołuje amerykańskie rozwiązania, które przyniosły znaczący wzrost liczby zaszczepionych. Zapewnił, że rząd nie planuje obowiązkowych szczepień, ale będzie „przekonywać” Polaków.
Według szefa KPRM i pełnomocnika rządu ds. Narodowego Programu Szczepień Dworczyka, „w tej chwili w systemie mamy ok. 50 proc. dorosłych Polaków”.
Na antenie TVN dodał, że wyzwaniem jest zwalniająca rejestracja na szczepienia.
Michał Dworczyk przyznał, że grupa Polaków, która była przekonana i chciała się zaszczepić, już to zrobiła.
Teraz ma nastąpić faza „przekonywania” i minister przywołał pomysły amerykańskie, które podniosły frekwencję szczepień o 30 proc.
Do każdego Polaka, który nie zaszczepi się, będą dzwonili konsultanci z NFZ, a dodatkowo bezpośrednio będą kontaktować się z nimi samorządowcy lub POZ. Najoporniejsze są młodsze roczniki. Polska musi jednak zakupić wszystkie zamówione szczepionki, czyli ok. 100 mln dawek.
Część z tych niewykorzystanych szczepionek może być przeznaczona w ramach pomocy rozwojowej dla innych krajów. Minister Dworczyk wymienił tu Ukrainę, Gruzję i kraje bałkańskie.
Przypomniał, że preparat Johnson&Johnson można przechowywać w zamrożeniu 2 lata, a pozostałe około 6 miesięcy.
Już teraz mówi się o „kolejnych falach”, a także o możliwej konieczności powtarzania szczepień, więc pewnie jakoś te nadmierne zakupy zagospodarują.
Minister podał, że najszybciej szczepią się województwa: mazowieckie, śląskie, dolnośląskie, a liderem jest miasto Sopot.