
PAP organizuje od 11 do 13 czerwca trzydniowy #FakeHunter Challenge. Uczestnicy będą „badać” czy technologia 5G i fale elektromagnetyczne wpływają na organizm człowieka oraz jakie jest rzeczywiste oddziaływanie elektrowni węglowych i odnawialnych źródeł energii na otaczające nas środowisko?
Jest to III edycja konkursu organizowanego przez Polską Agencję Prasową. Tym razem jej celem ma być „demaskowanie internetowych fake newsów i dostarczanie wiarygodnych informacji” i jest „skupiona jest na tematach gospodarczych: telekomunikacji i energetyce”.
W ciągu trzech dni konkursowych zmagań internauci mają zgłaszać „krążące po sieci nieprawdziwe lub wątpliwe informacje”. Później mają zadanie „samodzielnego opracowania raportu”. Mają tam wskazać „naukowe i wiarygodne źródła”.
Jurorami w konkursie będą dziennikarze z zespołu factcheckingowego PAP. Na co dzień „weryfikują pojawiające się w cyberprzestrzeni coraz częściej i na ogromną skalę fałszywe informacje, popularnie zwane fejkami”.
Czy jednak nie zalatuje to zbyt mocno cenzurą? Najlepszą tarczą ochronną przed fałszem jest edukacja, wiedza i zdrowy rozsądek. Pomimo ładnych nazw „factcheckingowych” zalatuje to „myszami” z Mysiej.
Organizatorzy tego kursu piszą, że „tropienie i weryfikacja informacji w sieci nie należy do zadań łatwych, zwłaszcza gdy autor fake newsa manipuluje inteligentnie: miesza kłamstwo z prawdą, zestawia nieporównywalne dane, wplata fragmenty wypowiedzi wyrwane z kontekstu itp. W takiej sytuacji oceniana musi być całość tekstu i jeżeli na podstawie zebranych dowodów i źródeł można wykazać, że zgłoszona treść sumarycznie wprowadza w błąd, ocenia się ją jako fałsz”. Brzmi jak instrukcja z podręcznika cenzora.
Może i intencje są jak najlepsze. Najlepszy tropiciel fałszywych informacji dostanie nawet 6 tys, nagrody. Oby tylko nie doszedł do wniosku, że to robota, z której da się wyżyć. Jak nie „sygnalizator” (d. donosiciel), to „FakeHunter” (d. cenzor)…
Źródło: PAP