Rozbrajanie Polaków. PiS chce jeszcze bardziej ograniczyć dostęp do broni. „Coś kombinują”

Mariusz Kamiński, Jarosław Kaczyński, kobieta z pistoletem Źródło: PAP, Pixabay, collage
Mariusz Kamiński, Jarosław Kaczyński, kobieta z pistoletem Źródło: PAP, Pixabay, collage
– PiS idzie w kierunku ograniczenia dostępu do broni – mówi Andrzej Turczyn, prawnik i prezes zarządu Ruchu Obywatelskiego Miłośników Broni. Obawy działacza są związane z projektem ustawy o zmianie dotychczasowej ustawy o broni i amunicji, który ma być przyjęty przez Radę Ministrów jeszcze w II kwartale 2021 roku. 

Kolekcjonerzy broni, środowiska strzeleckie, sportowcy i po prostu miłośnicy militariów – wszyscy z niepokojem obserwują kolejne próby ograniczenia Polakom prawa do obrony poprzez ograniczenie dostępu do broni (który i tak już jest skrajnie ograniczony).

Czy to już faszyzm?

– Ustawa o broni i amunicji jest solą w oku rządzących. Od 2011 roku, kiedy dano odpowiednimi regulacjami dostęp kolekcjonerom do broni i amunicji, pojawiają się kolejne próby ograniczania – komentuje w rozmowie z money.pl mecenas Andrzej Turczyn, prawnik i prezes zarządu Ruchu Obywatelskiego Miłośników Broni. – PiS szczególnie wrogi wobec obywatelskiej odpowiedzialności prze w kierunku wprowadzenia przepisów znacznie bardziej radykalnych niż przywoływana przez MSWiA dyrektywa.

O co chodzi? „Na stronie Kancelarii Premiera pojawił się opis projektu ustawy o zmianie dotychczasowej ustawy o broni i amunicji, który ma być przyjęty przez Radę Ministrów jeszcze w II kwartale 2021 roku. Znamy już jego ogólne założenia. Obawiamy się, że może dojść do ogromnej mistyfikacji, w konsekwencji której pogorszy się bezpieczeństwo Polaków, a powiększy się monopol państwa na posiadanie i kontrolę broni” – czytamy na profilu FB Ad Arma – fundacji walczącej o prawa posiadaczy broni i rozszerzenie Polakom możliwości obrony.

Tu można postawić pytanie, czy to już jest faszyzm lub komunizm? Bo m.in. na tym polegają te systemy totalitarne, że to państwo posiada monopol na posiadanie broni, a obywatele są bezbronni i zdani na łaskę funkcjonariuszy państwowych.

Warszawa gorsza niż Bruksela

Fundacja opisuje, że „rząd argumentuje, że prace nad projektem wynikają z wymogów prawa Unii Europejskiej, a konkretnie z rzekomej konieczności implementacji do polskiego prawa dyrektywy Rady UE 91/477/EWG w sprawie kontroli nabywania i posiadania broni”.

Jednak Ad Arma zauważa, że „dyrektywa ta w ogóle nie musi być wprowadzana w Polsce”.

Dodatkowo w kwestii broni palnej Unia Europejska jest bardziej wolnościowa niż rząd w Warszawie. Przyjmując unijne standardy w tej sprawie, oddalibyśmy obywatelom Polski należne im prawo do możliwości obrony.

Ad Arma pisze, że „regulacje UE (restrykcyjne z punktu widzenia powszechnego dostępu do broni) przyznają o wiele więcej swobód w kwestii posiadania i nabywania broni niż polskie prawo krajowe”.

„Z treści dyrektywy oraz postanowień umów międzynarodowych podpisanych przez Polskę (jeszcze z czasów prezydentury Aleksandra Kwaśniewskiego) wynika, że regulacje UE nie biorą pod uwagę broni uznanych za zabytkową oraz broni zaprojektowanych przed rokiem 1900. Dotyczy to nie tylko broni czarnoprochowej rozdzielnego ładowania, ale również broni strzelającej amunicją scaloną”.

Oznacza to, że „z perspektywy UE, bronią historyczną nie wymagającą pozwolenia mogą być m.in. konstrukcje strzeleckie stosowane powszechnie w trakcie II wojny światowej (np. karabin Mosin). Każda broń zaprojektowana, niekoniecznie wytworzona, przed rokiem 1900 w ogóle nie podchodzi pod dyrektywę i zgodnie z prawem UE Polacy mogliby mieć ją całkowicie legalne, bez pozwoleń”.

„Zgodnie z dyrektywą, bez pozwolenia może być dostępna także broń należąca do tzw. kategorii C, czyli m.in.: powtarzalne karabiny centralnego zapłonu, powtarzalne strzelby o długości całkowitej powyżej 60 cm (w tym strzelby “pump action”), jednostrzałowe strzelby, jednostrzałowe pistolety bocznego zapłonu. Według unijnych przepisów, do jej posiadania wystarczy rejestracja, czyli poinformowanie odpowiedniego organu o fakcie zakupu takiej broni” – informuje fundacja.

To jeszcze nie wszystko. „Równocześnie, według wytycznych UE, należy poszerzyć Polakom dostęp do broni z tzw. kategorii A, czyli, m.in. broni samoczynnej. Zgodnie z unijną dyrektywą, może być ona dostępna na pozwolenie, , w celach kulturowych, w celach edukacyjnych, badawczych, historycznych i obrony narodowej. Wszystkie te wymagania spełniają obecnie m.in. polscy strzelcy sportowi i kolekcjonerzy”.

Rząd chce ograniczyć prawo Polaków do broni

Tymczasem polski rząd próbuje przepchnąć coś, co w opinii Fundacji Ad Arma jest „oszustwem”, bo z dyrektywą unijną ma niewiele wspólnego. Organizacja ujawnia jakie podpunkty miałyby znaleźć się w ustawie:

– „Jako warunki dla uzyskania pozwolenia w przypadku strzelectwa sportowego proponuje się przyjąć – posiadanie od co najmniej 12 miesięcy dokumentu potwierdzającego kwalifikacje, wydanego przez polski związek sportowy właściwy w sprawie sportów strzeleckich, a także aktywne uczestnictwo w przygotowaniach do zawodów, członkostwo w klubie strzeleckim (…)”. Może to oznaczać, że od momentu uzyskania patentu strzeleckiego do wystąpienia z wnioskiem o pozwolenie na broń będzie musiał upłynąć ponad rok!!!

– „Rozszerzenie obowiązku przedstawienia raz na 5 lat właściwym organom orzeczeń lekarskich i psychologicznych na wszystkich posiadaczy pozwolenia na broń”. Dotknie to szczególnie strzelców sportowych i kolekcjonerów, którzy do tej pory nie mieli takiego przymusu, i będzie oznaczało dodatkowe koszty.

– Ograniczenie dostępu do broni długiej (z kategorii A),

– Restrykcje dla urządzeń ładujących mieszczących ponad 10 nabojów do broni długiej i 20 do broni krótkiej.

„Miała być strzelnica w każdym powiecie, miała być zwiększona obronność, miało być oswajanie Polaków z bronią, w szczególności młodzieży, i przygotowywanie społeczeństwa na poszerzenie cywilnego dostępu do broni. ‚Po kilkuletnim obyciu z bronią kolejnych pokoleń młodych Polaków poszerzenie dostępu do niej będzie jak najbardziej możliwe’ – mówił w 2017 roku Minister Obrony narodowej. Dzisiaj ci sami politycy zamierzają jeszcze bardziej utrudnić Polakom dostęp do broni” – przypomina fundacja.

Europejska lewica jest bardziej prawicowa niż PiS?

„Stoją za tym osoby, które nazywają się patriotami, konserwatystami i członkami ideowej prawicy. W tym samym czasie europejscy politycy skrajnej lewicy i socjaliści wdrażają w swoich krajach postanowienia dyrektywy, które wprowadzają większe swobody w dostępie do broni niż prawo opracowane przez polskich ‚patriotów'” – czytamy na stronie FB Ad Army.

Dostęp do broni przyznawany w kluczu partyjnym i politycznym?

Kontrowersji jest o wiele więcej. „Projektowane przez rząd w Warszawie rozwiązania zakładają możliwość wydawania pozwoleń na broń samoczynną stowarzyszeniom, które „uzgadniają zakres swojej działalności odpowiednio z Ministrem Obrony Narodowej lub ministrem właściwym do spraw wewnętrznych”. W praktyce oznacza to, że dostęp do broni samoczynnej będzie w Polsce wydawany po kluczu partyjnym i politycznym!!!” – pisze fundacja.

Cały wpis:

10 KOMENTARZE

  1. PiSożydów ogarnia strach i wiedzą, że koryto już nie będzie pełne w następnych wyborach, a broń w rękach Polaków może się skierować przeciwko nim, więc próbują dokręcać śrubę i totalnie pozbawić Polaków możliwości obrony !
    Za ryje trzeba te pisożydowskie ścierwa i odgonić od koryta !!!

  2. jak bedzie wojna to i ci co maja bron legalnie musza ja oddac.
    zatem obojetnie kto ale cywil ma przerabane w czasie wojny.
    jak nie odda to albo sad polowy albo wrog go zaciuka.

    • Wrócimy więc do czasów, kiedy szanujący się dom zawsze miał do obrony choćby „obrzyna” albo garłacza. Obrzyn jest w Polsce legalny, o ile nie zmienia kalibru lub kategorii broni.

  3. żołnierz rewerwy moze używać broni w wojsku ale w domu już jej nie może mieć , obsługiwać broń potrafi, był w wojsku

    ale zaraz, przecież jak obywatel , żołnierz rezerwy Wojska Polskiego, idzie na szkolenie wojskowe do woja, to nie jest badany co 5 lat przez psychologa itp czy może używać broni w wojsku

Comments are closed.