
Zapewne, gdyby jacyś narodowcy zaatakowali kandydującego w wyborach we Francji aktywistę lewicy, mainstreamowe media wałkowały by ten temat do końca kampanii. I tura wyborów regionalnych odbędzie się tu 20 czerwca. 11 czerwca zaatakowano na ulicy kandydata Zjednoczenia Narodowego (RN) Marine Le Pen i trwa cisza… Zarówno w mediach, jak i wśród polityków.
Chodzi o kandydata RN z kantonu Arles, Enzo Aliasa, który razem z innym działaczem tej partii rozklejał plakaty wyborcze. Zostali brutalnie zaatakowani na ulicy, zarówno werbalnie, jak i czynnie.
Chuligan polewa ich cieczą (podobno benzyną), ubliża, wyzywa w końcu uderza i wytrąca z ręki telefon, którym filmowano zajście. Później dochodzi do fizycznej napaści. Chuligan wrócił z palką teleskopową. Kandydat opublikował nagranie tylko z początku tej napaści.
Ostatecznie plakatujący ulicę mężczyźni trafili na izbę przyjęć pogotowia. Jeden ze złamaną piszczelą i wstrząsem mózgu, drugi z urazem głowy.
Według znanego polityka RN Jordana Bardelli to efekt nagonki na jego partię, która prowadzą nawet członkowie rządu. Niedawno Olivia Grégoire, sekretarz stanu ds. ekonomii społecznej mówiła, że RN jest „wrogiem, którego należy zniszczyć”. Z kolei minister sprawiedliwości Eric Dupond-Moretti obiecywał „przepędzić Zjednoczenie Narodowe”.
Bardella pisze na Twitterze, że te „wezwania do przemocy najwyraźniej usłyszano w Arles”.
Nous venons de nous faire agresser en collage dans le centre-ville d'#Arles, jet d'huile, coup de matraque et coup de poing à la tête, nous sommes actuellement aux urgences. pic.twitter.com/Cxq9gzHzSi
— Enzo Alias (@Enzo_Alias) June 11, 2021
Źródło: Media-Presse-Info