Biden krytykował Trumpa, że zatrudnia rodzinę, a sam daje pracę dzieciom swoich asystentów. Podwójne standardy i bezczelność lewicy

Prezydent USA Józio Biden. Foto: PAP/EPA
Prezydent USA Joe Biden. Foto: PAP/EPA

Joe Biden obiecywał w kampanii wyborczej walczyć z nepotyzmem i pił w ten sposób do Donalda Trumpa. Miało nie być żadnych krewnych na kluczowych stanowiskach w Białym Domu. Okazuje się, że to nie dotyczyło już jego współpracowników.

Jego poprzednik zatrudnił córkę Ivankę Trump i jej męża Jareda Kushnera jako doradców, chociaż nie pobierali z tego tytułu żadnego wynagrodzenia. Tymczasem jak donosi „Washington Post”, co najmniej pięcioro dzieci głównych współpracowników Bidena otrzymało etaty w nowej administracji.

Warto dodać, że ta administracja jest u władzy dopiero od kilku miesięcy. Według amerykańskiej gazety zatrudniono już dwóch synów i córkę doradcy Białego Domu, a także córkę zastępcy szefa sztabu Bidena.

To kolejny z niezliczonych dowodów na przepaść między zawsze pięknymi deklaracjami lewicowych Demokratów a rzeczywistością.

Na tym lista „znajomych królika” czerpiących profity z prezydentury Bidena się nie kończy. Według „Washington Post” stanowiska otrzymały także żona szefa personelu Białego Domu Rona Klaina i siostra sekretarz prasowej Białego Domu Jen Psaki.

Były już dyrektor Biura ds. Etyki Rządu Walter Shaub zadał retoryczne pytanie: „Czy w kraju, który właśnie przeszedł przez pandemię koronawirusa, właśnie te dzieci mianowanych na stanowiska polityków są jedynymi osobami kwalifikującymi się do takiej pracy?”

Była to odpowiedź na zapewnienia Białego Domu, że nowo zatrudnieni są „dobrze wykwalifikowani” i pasują na te stanowiska. Zastępca rzecznik Białego Domu Andrew Bates dodał, że „prezydent ustanowił najwyższe standardy etyczne”, a sam Joe Biden jest „dumny, że wymienił administrację na najbardziej ‘różnorodną’ w historii Ameryki”, z „dobrze wykwalifikowanymi urzędnikami, którzy podzielają jego wartości”.

W to ostatnie trudno wątpić…