Airbnb zatrudnia własnych agentów do tuszowania niewygodnych spraw

Cypr wpuści turystów bez cetryfikatu szczepień oraz testów na koronawirusa.
Wakacje nad morzem - zdj. ilustracyjne. Foto: Pixabay

Airbnb to globalny serwis internetowy z siedzibą w San Francisco umożliwiający wynajem lokali od osób prywatnych. Platforma powstała w 2008 roku i ma dziś miliony użytkowników. Działa w 191 krajach świata i jest warta miliardy dolarów. Mocno dotknął ją kryzys koronawirusa, ale okazuje się, że to nie jedyne zmartwienie.

Sytuacje wynajmu mieszkań w obcych miastach rodzą też różne niebezpieczne sytuacje i zagrożenia, za które odpowiada pośrednik.

I nie chodzi tu tylko o reklamacje dotyczące zastanych warunków pobytu. Zdarzają się poważne przestępstwa, kradzieże, dewastacje lokali, a nawet morderstwa, których ujawnienie jest zawsze ciosem dla wizerunku firmy pośredniczącej.

W 2014 w wynajętym za pośrednictwem platformy mieszkaniu odbyła się skandaliczna sex-orgia. W innym skradziono dokumenty, na podstawie których wyłudzono później spory kredyt. W Kalifornii z kolei klient odmówił opuszczenia mieszkania, które wynajął przez Airbnb na miesiąc. Korzystając z luk prawnych został „dzikim lokatorem”. Właściciel musiał się z nim sądzić. Każda taka afera to utrata wiarygodności i plama na wizerunku.

Airbnb to firma bardzo „postępowa”, zaangażowana we wspieranie imigrantów, walczyła z Trumpem, propaguje „tolerancję”, itp. Okazuje się jednak, że Airbnb ma tajny zespół 100 agentów w zespole nazywanym „Czarną Skrzynką”, którego zadaniem jest ukrycie morderstw, zgonów i ataków seksualnych, do których doszło w wypożyczonych lokalach.

To oni negocjują np. rezygnacje z roszczeń. Mieli m.in. wypłacić 7 milionów dolarów kobiecie zgwałconej podczas pobytu w wynajętym lokalu za jej milczenie. Wielu tych agentów to byli wojskowi i policjanci. Urzędują w różnych miastach, w tym w Dublinie, Montrealu, czy Singapurze. Mają „czeki in blanco” na wypłaty dla poszkodowanych gości lub gospodarzy.

O ich działalności pisał Bloomberg Businessweek, który informował nawet o tuszowaniu morderstw. Firma ma wydawać około 50 milionów dolarów rocznie na wypłaty cichych odszkodowań.

W jednym z incydentów ofiara gwałtu otrzymała miliony w zamian za to, że zgodziła się nie „sugerować odpowiedzialności” Airbnb lub właściciela mieszkania po tym, jak „zawodowy przestępca” użył duplikatu klucza, aby wejść do wynajętego przez nią mieszkania w Nowym Jorku i zaatakować ją nożem w 2016 roku.

W Orinda w Kalifornii w domu z mieszkaniami na wynajem doszło w listopadzie 2019 r. do strzelaniny, a ofiarami byli także turyści. 36-letnia Carla Stefaniak z Florydy została zabita w mieszkaniu Airbnb w 2018 roku w Kostaryce. Zamordował ją ochroniarz apartamentowca. Rodzinie wypłacono nieujawnioną sumę po tym, jak stwierdzono, że firma nie sprawdziła przeszłości tego pracownika, który w dodatku był zatrudniony nielegalnie.

Carla Stefaniak przyleciała do San José razem ze szwagierką April Burton. Wakacje w Kostaryce miały być prezentem z okazji 36-letnich urodzin Amerykanki. Panie wynajęły apartament właśnie za pośrednictwem serwisu Airbnb. Jak informował „MailOnlin”, 27 listopada 2018 roku Burton wróciła do kraju, a Stefaniak miała lot… następnego dnia. Zbliża się okres wakacyjny, więc warto uważać…

Źródło: Metro.co.uk

2 KOMENTARZE

Comments are closed.