Dr Basiukiewicz: Korepetycje z lockdownu i sanitaryzmu

Dr Paweł Basiukiewicz. (Fot. Facebook)
Dr Paweł Basiukiewicz. (Fot. Facebook)
Dr Paweł Basiukiewicz postanowił udzielić na swoim blogu „korepetycji” z lockdownu i sanitaryzmu. Lekarz przypomniał, jak zaczęło się całe covidowe szaleństwo, którego skutki będziemy odczuwać jeszcze długo.

Dr Basiukiewicz przypomniał, że w marcu 2020 roku zarówno Polska, jak i przeważająca większość świata zaimplementowały lockdown. „Rozwiązanie zostało wdrożone bez wykonania wiarygodnej kalkulacji cost-benefit, bez żadnych wzorców z przeszłości, na których można by się oprzeć. Do tej pory w słowniku «lockdown» oznaczał «zamknięcie» i odnosił się do represji polegającej na izolacji więźniów w celi w przypadku np. buntu” – przypomniał lekarz.

Kardiolog zaznaczył też, że między 8 grudnia 2019 roku a 5 stycznia 2020 roku „rozpoznano 44 zapalenia płuc o nieznanej etiologii, to wzbudziło niepokój lokalnego centrum kontroli zakażeń, które już 31 grudnia 2019 r. poinformowało o tym”.

„Przypomnimy też, że w 11 milionowej aglomeracji wielkości Wuhan w ciągu miesiąca hospitalizujemy mniej więcej 2000 osób z zapaleniem płuc, z czego połowa nie ma rozpoznanego czynnika etiologicznego. Brak rozpoznanego czynnika etiologicznego u połowy przypadków z zapaleniem płuc nigdy nie budził niczyjego nadmiernego zainteresowania. Dlaczego zatem wzbudził zainteresowanie w przypadku tego niewielkiego odsetka pacjentów w Wuhan ? Na to pytanie prawdopodobnie nie znajdziemy odpowiedzi” – dodał lekarz.

Dr Basiukiewicz przypomniał również o wizycie delegacji WHO w Wuhan w lutym 2020 roku, po której to jej szef – Bruce Aylward – stwierdził: „Musimy skopiować działania Chin”.

„Minął rok. Z perspektywy Polski mniej więcej wiemy co się stało. W ochronie zdrowia zaciągnęliśmy gigantyczny dług zdrowotny, w gospodarce – dochody polskich firm spadły o 55 mld PLN https://licznik.wei.org.pl/ Z trudem, ale Polacy podnoszą się po lockdownowym ciosie. Lekcja lockdownu była droga. Dobrze, żeby była też cenna – czyli bierzmy przykład” – podkreślił lekarz.

Sanitaryzm

Bsiukiewicz przestrzega jednak przed kolejną, nadchodzącą „lekcją” – sanitaryzmem.

„Tworzy się swoisty sanitarny apartheid – społeczeństwo, przy współudziale mediów i polityków jest dzielone na lepszych (zaszczepionych) i gorszych (niezaszczepionych). Rodzi to kolejne konflikty, rozczarowania oraz pytanie – jaki jest sens takiego postępowania? Zwolennicy nakazu szczepionkowego argumentują, że dopóki się wszyscy nie zaszczepimy nie wrócimy do normalności” – napisał lekarz.

Przypomniał jednocześnie, że już byliśmy świadkami „powrotu do normalności”. Mimo wyszczepienia lekarzy, dysponujących „całym asortymentem środków ochronnych” w podstawowej opiece zdrowotnej wciąż dominowały teleporady. Podobnie było w szkolnictwie – mimo że zaszczepiony był spory odsetek nauczycieli, uczniowie wrócili do szkół dopiero w maju 2021 roku.

„Osoby niezaszczepione mają w wielu miejscach utrudniony dostęp do świadczeń medycznych, wymagany jest ujemny test PCR. Osoby zaszczepione nie będą liczone do limitów wejść na imprezy, osoby niezaszczepione będą liczone. Osoby niezaszczepione mają limit pielgrzymkowy (300 osób wg listu biskupa diecezji sosnowieckiej). Osoby niezaszczepione mają limitowany wstęp do kościoła. https://m.pch24.pl/niezaszczepiony-wykluczony-nadgorliwe-wytyczne-bielsko-bialskiej-parafii/” – podkreślał dr Basiukiewicz.

Jednocześnie zaznaczył, że w Polsce najprawdopodobniej już „grubo ponad połowa społeczeństwa” przeszła Covid-19. Do tego w pełni zaszczepionych jest ponad 8 mln, a jedną dawką kolejna 14 mln. „Wiele wskazuje na to, że odporność populacyjna jest faktem” – wyjaśnił.

„Nie oznacza to, że nie będzie żadnych infekcji. Oznacza to, że nie będzie epidemii, a przecież o to od początku chodziło osobom popierającym i wpowadzającym lockdown – chodziło o ratowanie systemu opieki zdrowotnej przed przepełnieniem (jak to wyszło – osobna historia)” – dodał.

„I właśnie teraz, kiedy powinniśmy rzucić się w normalność jak wracający z pustyni do basenu z wodą… ktoś stawia na drodze znak zakazu wjazdu «tylko dla zaszczepionych»” – skwitował.

Lekarz zaznaczył, że „osoby wysokiego ryzyka – z wielochorobowością, starsi, ich opiekunowie – jak najbardziej, niech się zaszczepią”. Wyjaśnił, że ryzyko ciężkiego przebiegu Covid-19 wymaga interwencji. Podkreślił jednocześnie, że szczepienie „młodzieży, dzieci i każdego, kto odczuwa jakiś lęk, niechęć czy wątpliwości w stosunku do preparatów dość pospiesznie wprowadzanych na rynek (przypomnijmy, jako „emergency”)” nie ma uzasadnienia.

„Czy chodzi nam o całkowite pozbycie się z planety Ziemia wirusa SARS CoV-2 czy o powrót do normalności? Wydaje mi się, że pierwszego celu tanio nie kupimy, a być może jest to w ogóle niemożliwe. Jaki jest poziom ryzyka w życiu, na który możemy sobie pozwolić? Czy jazda rowerem górskim powinna być zakazana podobnie jak wstęp 301. osoby niezaszczepionej na pielgrzymkę?” – zostawił na koniec garść retorycznych pytań dr Paweł Basiukiewicz.

Źródło: trzyfilary.org

9 KOMENTARZE

  1. Ilu by Nas nie było i to z IQ, że skali by brakło i z nie wiadomo jak ogromną wiedzą – nie przebijemy tego muru bandyckiej depopulacyjnej i śmiercionośnej światowej zmowy. Ich masoński plan jest priorytetem ponad wszystko co Świat stworzył.
    Jedynie armaty, bagnety i wszelka zbrojna wszelakość, z oddaniem życia włącznie, może postawić „Ten Świat” na powrót z głowy na nogi. Postawić tak, by w końcu „Ten Świat” stał się „Naszym Światem”.

  2. Panie doktorze przypominam, że to nie są szczepionki na koronawirusy, tylko testy, a o tym informują sami producenci!
    Do refleksji!

      • Durnie nie pojmują przekazu.
        Gdy przekaz jest niezrozumiały oznacza to że nie jest przeznaczony dla każdego odbiorcy.
        Niestety dureń nie ma pojęcia o myśleniu i rozumowaniu, ekscytuje się tym że przeczytał, niestety nie oznacza to zrozumienia, tylko skąd dureń ma o tym wiedzieć?, taki problem.

    • Moja teściowa 85 lat, nigdy nie szczepiła się na grypę. Nigdy też nie chorowała na nią. Oczywiście nie zaszczepiła się też na Covid. Na pytanie w przychodni, dlaczego się nie szczepi, odpowiedziała – pani, ja nie wierzę w żadne szczepionki. Tyle. Zadziałało. Pielęgniarka pokiwała głową, przyznała rację i na tym się rozmowa na temat szczepionek skończyła. A jakby co, w szufladzie trzeba mieć amantadynę i już.

Comments are closed.