Policja turecka rozpędziła „paradę” LGBT. Dostało się fotografowi AFP. We Francji bili się między sobą

Demonstrant/ka ze Stambułu. Foto: PAP/EPA
Demonstrant/ka ze Stambułu. Foto: PAP/EPA
REKLAMA
W Paryżu manifestacja LGBT wspierana przez rząd i miasto zgromadziła ok. 30 tys. osób. Doszło na niej do ekscesów, ale „wewnętrznych”. Niektóre literki LGBTQI+ walczyły między sobą. Aktywiści grupy „Muzułmanie LGBT” ze zwolennikami nieletniej lesbijki Mili (obrażała w internecie islam i ze względu na groźby śmierci przestała chodzić do szkoły). Z kolei literki T i Q zaatakowały feministki TERF (nie chcą uznać ich za kobiety), co jest uznawane za transfobię. Ruch ten się chyba degeneruje sam.

W niektórych przypadkach musiała nawet interweniować policja. W Turcji najwyraźniej uznano, że nie ma co czekać na zaostrzanie się walki klasowej w czasie rozwoju rewolucji (Stalin) i postanowiono po prostu do takich parad nie dopuścić.

Podczas Marszu Równości w Stambule 26 czerwca zatrzymano kilku demonstrantów zgromadzonych na ulicy w Taksim, centralnej dzielnicy miasta. Paradnicy zostali rozproszeni bez pardonu. Zatrzymano nawet fotografa AFP, Bülenta Kiliça. Został zwolniony wieczorem.

REKLAMA

Fotograf zapowiedział, że złożył skargę na „brutalne aresztowanie”. Twierdzi, że jego kamera została uszkodzona, a on sam brutalnie przyciśnięty do ziemi. Zaprotestowało także kierownictwo AFP.

Po spektakularnym marszu dumy, który zgromadził w Stambule w 2014 roku podobno około 100 000 osób, władze tureckie co roku oficjalnie zabraniają ponawiania imprezy ze względów bezpieczeństwa. Może rzeczywiście w trosce o to, by uczestnicy nie zaczęli walczyć między sobą…

We Francji:

I Turcji:

REKLAMA