
Johnny Hallyday to najpopularniejszy piosenkarz Francji, nad Sekwaną odpowiednik Presleya. Bywa nazywany „narodowym Johnnym”, a jego piosenki śpiewają i znają niemal wszyscy. Sprzedano ponad 100 milionów jego płyt. Zmarł w 2017 roku. Uroczystości żałobne w kościele Madeleine zgromadziły dziesiątki tysięcy ludzi.
Ma już swoje ulice i place w kilku miastach. Jego pomnik zaplanowano postawić w Paryżu. Rzeźba przedstawia Hallydaya z gitarą na jego ulubionym motocyklu Harley-Davidson.
I tu na radzie miasta uaktywnili się Zieloni, a właściwie ich totalna głupota. Motocykl uznano za „niepokojący symbol zanieczyszczenia, hałasu i hiper-męskości”.
Rzeźba ma stanąć przed Accor Arena w Paryżu. Pomnik nie przemawia jednak do „Zielonych”, którzy rządzą w stolicy wespół z socjalistką Anne Hidalgo. „Le Monde” poinformował, że „zielona” mer 12. dzielnicy, Emmanuelle Pierre-Marie wyraziła zastrzeżenia do projektu.
„Johnny Hallyday jest świetnym artystą i byłam zachwycony pomysłem, że dzieło reprezentuje tego wspaniałego śpiewaka (…) Teraz mam wątpliwości. W czasach, gdy chcemy stworzyć zrównoważone miasto, w projekcie widzimy głównie motocykl Harleya-Davidsona, który symbolizuje coś zupełnie innego” – uzasadniała radna.
Projekt, który miał być rozpatrzony przez radę Paryża 23 czerwca, został z porządku obrad… wycofany. To „zielona cenzura” i „sekciarska ideologia” – krytykuje centroprawicowa opozycja. Mer dzielnicy, że jako ekolożka i feministka nie może zaakceptować widoku motocykla tego typu, z mocnym i dudniącym silnikiem.
Kojarzy się jej to z tym, z czym walczy: „zanieczyszczeniem, hałasem, a nawet nadpobudliwością”. Motocykle były częścią życia Johnny’ego – odpowiada radna Republikanów z 12. dzielnicy Paryża, Valérie Montandon. Dyktatura Zielonych doprowadzi do tego, że wyrzucą motocykle nawet z muzeów?