Zdjęcie ilustracyjne. / foto: PxHere
Zdjęcie ilustracyjne. / foto: PxHere
REKLAMA
Do szpitali coraz częściej trafiają dzieci zakażone wirusem RSV. Media w Nowej Zelandii informują, że to następstwo „deficytu odporności” u dzieci, które mogło powstać w wyniku lockdownu, czyli zamknięciu w domach.

Niektórzy eksperci od początku ostrzegali, że lockdown przyniesie katastrofalne skutki m.in. w kwestii nienabywania odporności. Poprzez zamknięcie w domach gros osób nie ma kontaktu z innymi wirusami czy bakteriami, przez co organizmy nie wytwarzają naturalnej odporności.

Teraz wirus RSV (wirus oddechowy, RNA, z rodziny Paramyxoviridae) coraz częściej atakuje najmłodszych w Nowej Zelandii.

REKLAMA

Jak podają media w samym Wellington hospitalizowano już 46 dzieci, w tym niemowlęta. Wiele chorych dzieci trzeba było podłączyć do tlenu. Szpitale w innych miastach także notują zwiększoną liczbę przyjęć.

Film dokumentalny o dramatycznych wydarzeniach w Jedwabnem

Średnio w sezonie chorobowym w Nowej Zelandii notuje się 1743 zakażenia wirusem RSV. Tymczasem tylko w ostatnich pięciu tygodniach wykryto już ponad 1000 zakażeń.

Wirus RSV jest szczególnie groźny dla dzieci, które zmagają się m.in. z wadami serca, oskrzeli, mukowiscydozą, są wcześniakami lub są leczone immunospresyjnie. W tej grupie dzieci śmiertelność sięga nawet 37 proc.

Lockdown odpowiedzialny za wzrost zakażeń wirusem RSV?

Media, powołując się na opinie lekarzy, piszą wprost, że nienotowany dotychczas tak duży wzrost liczby zakażeń wirusem RSV to pokłosie lockdownu.

Poprzez zamknięcie w domach, a co za tym idzie ograniczenie kontaktów międzyludzkich, u mieszkańców nie wytworzyła się naturalna odporność w wyniku kontaktów z różnego rodzaju wirusami czy bakteriami.

Lekarze wskazują, że także częsta dezynfekcja rąk czy noszenie maseczek przyczyniło się do wzrostu zakażeń wirusem RSV. Z jednej strony środki te pomogły w częściowym zatrzymaniu wirusa SARS-CoV-2, z drugiej – utrudniły nabywanie naturalnej odporności.

Źródło: rp.pl/NCzas

REKLAMA