Po protestach na Kubie, komuniści robią ustępstwa?

Po demonstracjach, na ulicach kubańskich miast doszło do starć zwolenników i przeciwników komunistycznego reżimu. Zdjęcie: EPA/Ernesto Mastrascusa Dostawca: PAP/EPA.
Po demonstracjach, na ulicach kubańskich miast doszło do starć zwolenników i przeciwników komunistycznego reżimu. Zdjęcie: EPA/Ernesto Mastrascusa Dostawca: PAP/EPA.
Około 190 działaczy antyreżimowych oraz kilku dziennikarzy uczestniczących w protestach, które wybuchły w niedzielę 11 lipca na Kubie, uznaje się za zaginionych. Portal Periodico Cubano doliczył się 187 osób, których zniknęły. Wydaje się, że rząd postanowił sytuację uspokoić.

Po protestach antyrządowych zatrzymano w sumie około 5 tys. osób. Potwierdzono też jedną ofiarę śmiertelną. Według rządu jest nią 36-letni mężczyzna, który zginął podczas starć z policją na przedmieściach Hawany. Mówiono także o „dziesiątkach rannych”.

Komunistyczny rząd blokuje funkcjonowanie internetu na wyspie, który jednak od środy 14 lipca zaczął powoli działać. Pozostawał niestabilny i nie można było uzyskać dostępu do sieci społecznościowych i wielu aplikacji.

Służby wojskowe Kuby siłą wcielają do swoich oddziałów interwencyjnych młodzież, aby skierować ją przeciwko manifestantom. Mają one zostać wysłane do oddalonych od ich miast regionów. Rząd Miguela Diaza-Canela twierdzi, że inicjatorzy zamieszek to „amerykańscy prowokatorzy”, którzy wykorzystują pandemię koronawirusa do obalenia rządów komunistycznych na Kubie.

Jednak władze poczyniły kilka „gestów”. W środę 14 lipca władze Kuby potwierdziły, że wypuściły na wolność Dinę Correę Fernandez, znaną blogerkę, która została zatrzymana podczas udzielania wywiadu jednej z hiszpańskich stacji telewizyjnych. W ten sam dzień ogłoszono, że do końca roku, zniesione zostaną pewne ograniczenia. M.in. cła oraz limity wartości dotyczące żywności, artykułów higienicznych i lekarstw, które podróżni mogą wwieźć do kraju.

Rząd podaje, że zwolnienia są „wyjątkowe i tymczasowe”, jak podał premier Manuel Marrero w wystąpieniu telewizyjnym. Głos zabierali także prezydent Miguele Diaz-Canelem i kilku ministrów, co miało uspokoić Kubańczyków. Diaz stwierdził, że wśród protestujących byli nie tylko prowokatorzy podjudzeni przez imperialistów, ale i ludzie niezadowoleni… To jakiś postęp.

Właśnie braki w zaopatrzeniu, m.in. w leki, były powodem wybuchu społecznego niezadowolenia. Minister gospodarki Alejandro Gil zapowiedział zniesienie limitu płac w przedsiębiorstwach państwowych. Socjalistyczna gospodarka Kuby wprowadza „reformy” – „zgodnie z zasadą zarabiania więcej, jeśli wytwarzamy więcej bogactwa i jesteśmy bardziej wydajni”. Premier zapowiedział też, że obywatele będą mogli się przeprowadzać tymczasowo z miasta do miasta i zachowają prawo do książeczki zaopatrzenia, czyli kartek na żywność, co wcześniej było niemożliwe.

„Reformy” na miarę wyobraźni komunistów. Kuba wydaje się jednak wkraczać na drogę schyłku systemu. Kiedy tysiące Kubańczyków wyszło na ulice w około 40 miastach i wsiach, krzyczano nie tylko „Jesteśmy głodni”, ale też wznoszono hasła „Wolności!” i „Precz z dyktaturą!”.

Od środy 14 lipca w Hawanie panuje spokój. Ulice patroluje wojsko i milicja. Widać to zwłaszcza w okolicach parlamentu. AFP podaje, że na placu, gdzie demonstrowały tysiące Kubańczyków, zaparkowano policyjne ciężarówki.

Źródło: AFP/ PAP

4 KOMENTARZE

  1. Od tylu lat umieli to robic pomagaja im chinczycy i rosjanie ktorzy oduraczanie opanowali do perfekcji.
    A kogo to niby chca wybierac w demokracji? innych komunistów? a może króla?

    To był eksperyment i sie nie udał.

  2. Kiedy władza próbuje wybadać, do jakiego stopnia społeczeństwo jest gotowe znosić jej wybryki, nazywa się to demokracją. Kiedy obywa się bez wybadywania, jest to totalitaryzm.

Comments are closed.