Unijne eko-szaleństwo mocno uderzy w naszą gospodarkę

Las
Las - zdj. ilustracyjne. (Fot. Nicolai Dürbaum/Unsplash)
REKLAMA

Polska może bardzo dużo stracić na unijnej strategii bioróżnorodności 2030. Lasy Państwowe biją na alarm i zaznaczają, że na unijnych założeniach może stracić kilka krajów, w tym Polska. Eko-szaleństwo zagraża branży leśnej, spowoduje utratę miejsce pracy i spadek PKB, a zwykli Polacy nie będą mogli wejść do wielu lasów.

Unijni urzędnicy mają plan odbudowy bioróżnorodności w Europie, a to wszystko – podobno – dla ludzi i klimatu. To także część Europejskiego Zielonego Ładu, który zakłada zmniejszenie emisji gazów cieplarnianych do 55 proc. w stosunku do roku 1990.

I przy tej okazji, brukselscy myśliciele wpadli na pomysł, żeby 10 proc. obszarów lądowych Unii Europejskiej objąć tzw. bierną ochroną.

REKLAMA

Na razie jeszcze niewiele wiadomo na temat tego pomysłu, ale prawdopodobnie tej „ochronie” podlegać będą tereny zalesione, a zwłaszcza lasy pierwotne i starodrzewia.

„Gdyby postulowane 10 proc. obszaru UE objęło wyłącznie obszary leśne, to pod ścisłą ochroną znajdzie się 27 proc. powierzchni wszystkich lasów. Trzeba tu podkreślić, co oznacza pojęcie ochrony biernej – to całkowite wyłączenie lasu z użytkowania. W krajach starej Unii duża część lasów jest w rękach prywatnych. W sytuacji utraty możliwości zarabiania właściciele wystąpią o wypłaty wysokich rekompensat. Dlatego, chcąc tego uniknąć, z użytkowania będą zapewne wyłączone tylko państwowe lasy, a gdyby tak się stało, to pod ochronę całkowitą trafi aż 72 proc. wszystkich takich lasów w Unii Europejskiej” – podaje portal dorzeczy.pl

Takie rozwiązanie może oznaczać  drastyczny spadek produkcji drewna okrągłego, czego konsekwencją będą poważne skutki ekonomiczne, społeczne i przyrodnicze.

Polska może być tym krajem, który odniesie jedne największych strat spowodowanych eko-szaleństwem przybyłym prosto z Brukseli. Dlaczego? Wszystko przez to, że mamy jeden z najwyższych w UE udział lasów państwowych.

Prawdopodobnie to kraje z taką konstrukcją własności będą w pierwszej kolejności obligowane do pozostawiania swoich lasów samym sobie. Oznacza to, że nie 10 proc., a wiele więcej będziemy musieli zamknąć dla gospodarki.

Lasy Państwowe zarządzają terenem lasów wielofunkcyjnych, gdzie dozwolona jest możliwość swobodnego dostępu do nich, na zbiory grzybów czy jagód. „Według polskich przepisów bierna ochrona jest możliwa w rezerwacie i tylko tutaj o swobodnym wstępie i rekreacji możemy zapomnieć” – czytamy.

Jak wygląda struktura własnościowa lasów w Polsce? Aż 80 proc. to zasoby publiczne, z czego 76,9 proc. jest w rękach Państwowego Gospodarstwa Leśnego Lasy Państwowe.

Drewno pozyskiwane przez Lasy Państwowe w 90 proc. pokrywa zapotrzebowanie surowca w kraju. Odcięcie od tego surowca boleśnie uderzy w wielu konsumentów. Co będzie oznaczało pewny wzrost cen na rynku.

Będzie to o tyle bolesne, że Polska jest drugim na świecie producentem mebli, trzecim producentem okien i drzwi. Ten sektor wypracowuje ponad 2,6 proc. naszego PKB i zatrudnia 460 tys. osób.

Nawet jeśli Polski miałby dotyczyć najbardziej optymistyczny wariant, czyli objęcie ochroną 10 proc. powierzchni lądowej to straty przełożyłby się na miliardy złotych rocznie. Znowu dotknięci zostaną mali i średni przedsiębiorcy, których udział w tym obszarze to aż 93 proc.

„Przy tak dużym rozdrobnieniu wyraźne zmniejszenie podaży drewna może doprowadzić do likwidacji większości z ponad 7 tys. działających w Polsce punktów przerobu” – podaje dorzeczy.pl.

Międzynarodowa firma doradcza i konsultingowa Deloitte przygotowała „Analizę scenariuszową wpływu ograniczenia możliwości pozyskania surowca drzewnego przez Lasy Państwowe na sytuację społeczno-ekonomiczną w Polsce”.

Tutaj oszacowano jakie konsekwencje poniesie branża. I tak z wyliczeń Deloitte wynika, że w latach 2021-2025 sektor leśny przyczyni się do wytworzenia w polskiej gospodarce 44,7 mld zł wartości dodanej brutto (w cenach z 2019 r.). To oznacza 16,9 mld zł dochodu netto dla gospodarstw domowych, a liczba miejsc pracy zostanie utrzymana na poziomie ponad 62,8 tys.

„W analizie Deloitte założono trzy scenariusze ograniczeń. Najbardziej 'optymistyczny’ scenariusz nr 1 zakłada spadek wolumenu drewna pozyskiwanego przez Lasy Państwowe o 10 proc., scenariusz nr 2 – o 20 proc., a nr 3 aż o 40 proc. Z wyliczeń wynika, że realizacja pierwszego scenariusza oznacza zmniejszenie wartości dodanej brutto w polskiej gospodarce o 3,7 mld zł w stosunku do scenariusza referencyjnego. Zatrudnienie straci ponad 5,2 tys. osób pracujących na stanowiskach utrzymywanych przez sektor leśny. Nietrudno się domyślić, że kolejne scenariusze to poważniejsze konsekwencja dla jeszcze większej liczby osób. Ograniczenie pozyskiwania drewna przez LP o 20 proc. to zmniejszenie wartości dodanej brutto o prawie 7 mld zł i likwidacja ponad 9,8 tys. miejsc pracy. Gdyby doszło do realizacji scenariusza nr 3, wartość dodana brutto w całej gospodarce zmniejszy się aż o 13,9 mld zł, a zatrudnienie straci ponad 19,6 tys. osób” – czytamy.

Zdaniem LP nie wszystkie skutki są możliwe do przewidzenia, bo jeszcze nigdy nie mieliśmy do czynienia z tak wielkimi restrykcjami. Wiadomo jednak, że jeśli nie będzie możliwości pozyskiwania polskiego drewna, to przedsiębiorcy będą musieli ściągać je z zagranicy, co oczywiście będzie musiało być droższe.

Kolejne eko-szaleństwo wprost z Brukseli mocno uderzy w naszą gospodarkę, może wręcz zaszkodzić wielu pozostawionym samym sobie lasom, a zwykłych ludzi odetnie od możliwości przebywania ich w lasach.

REKLAMA